fbpx
środa, 10 lipca, 2024
Strona głównaFelietonO ustawowym bezprawiu i argumentum ad putinum

O ustawowym bezprawiu i argumentum ad putinum

Nie spodziewałem się, że w serwisie niebranżowym przyjdzie mi kiedyś publikować felietony nawiązujące do mojego kierunkowego wykształcenia, czyli filozofii prawa. A jednak, ostatnio rozprawialiśmy choćby o pozytywistach prawniczych i prawie międzynarodowym jako „pozytywnej moralności”. Tym razem będzie mowa nie o pozytywistach, lecz o zwolennikach kierunków naturalnoprawnych. Przede wszystkim zaś o pojęciu „ustawowego bezprawia”.

Wiąże się ono z nazwiskiem niemieckiego filozofa prawa Gustawa Radbrucha. Pamiętajmy o tym, że ukuta przez niego formuła ma poważny charakter i genezę. Radbruch wpadł bowiem na to, że prawo rażąco niesprawiedliwe nie jest po prostu prawem i nie trzeba się do niego wcale stosować. Oczywiście w tym przypadku chodziło o drastyczne doświadczenia totalitaryzmów, działań wojennych, ludobójstwa i innych bezeceństw znanych z pierwszej połowy XX wieku. W istocie rzeczy większość ludzi nie akceptuje na przykład prześladowań etnicznych, nawet jeśli mają one swoje źródło w ustawie.

Jak to bywa z podobnie wzniosłymi formułami, nierzadko są one infantylizowane i próbuje się je powoływać w sprawach drobnych, rozstrzygalnych na innym gruncie. Niemniej w ciągu ostatnich dwóch lat mieliśmy do czynienia z co najmniej dwoma wydarzeniami, które usprawiedliwiać miały nadzwyczajną ingerencję państwa w życie obywateli. Chodzi oczywiście o stary już kryzys sanitarny, który nieco przygasł, gdy pojawił się nowy kryzys – militarny. Na marginesie zauważmy, że przed naszymi oczami jawić się teraz może obraz podobny do „Ostatniej drogi Temeraire’a”, autorstwa brytyjskiego malarza Williama Turnera. Dzieło to przedstawia bardziej nowoczesny i parowy holownik, który prowadzi wysłużony okręt żaglowy w jego ostatni rejs, już do miejsca spoczynku. Dzisiaj też mamy być może do czynienia ze zmierzchem pewnej epoki, a nowy kryzys odholowuje stary kryzys do stoczni rozbiórkowej.

Wracając jednak do Formuły Radbrucha, można by ją na przykład próbować stosować do podważenia legalności tzw. lockdownu, czyli tak naprawdę masowego uwięzienia na kilkanaście tygodni ludzi w domach (często w połączeniu z cyfrowym ich śledzeniem, gdy już z niego wyjdą albo trafią na kwarantannę). W Polsce wśród prawników, w tym chyba nawet i sędziów, dominowała przecież opinia, że totalnego lockdownu po prostu nie wolno było wprowadzić na podstawie nędznie skleconego rozporządzenia, wykraczającego zresztą poza zakres upoważnienia ustawowego. W tym przypadku zatem nie trzeba się nawet do koncepcji „ustawowego bezprawia” odwoływać, bo to było zwykłe bezprawie, pozaustawowe.

Wszelako z ustawowym bezprawiem w trakcie kryzysów chyba jednak mamy do czynienia. Mianowicie zarówno przy okazji pandemii, jak też wojny urzędnicy próbują nieco jakby po kryjomu przepchnąć ustawy, które mają ich uwolnić od odpowiedzialności za naruszenia, jakich dopuścili się w trakcie tych nadzwyczajnych zawieruch. W obliczu epidemii zawieszono także bieg terminów przedawnienia w prawie karnym i prawie karno-skarbowym. Można chyba zaryzykować stwierdzenie, że podobne rozwiązania budziłyby oburzenie, gdyby próbował je wdrożyć któryś z ordynarnych dyktatorów, w rodzaju Putina czy Łukaszenki. Przychodzi tu do głowy parafraza i tak nieprecyzyjnego już cytatu, którego autorstwo przypisuje się Alexisowi de Tocqueville, że „Nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niegodziwości, której nie popełniłby skądinąd łagodny i liberalny rząd”, aby walczyć z kryzysem.

Prawnicy w toku studiów poznają również teorię argumentacji i prawidła erystyki. Podstawowe znaczenie dla edukacji w tym zakresie mają choćby dzieła Artura Schopenhauera czy Chaima Perelmana. Żaden z tych myślicieli (w przypadku Schopenhauera było to zresztą biograficznie niemożliwe) nie opisał jednak obok tradycyjnych chwytów erystycznych i błędów w logicznym rozumowaniu tzw. argumentum ad hitlerum. Przed 2022 rokiem, jeśli chcieliśmy zaszkodzić reputacji naszego adwersarza bez trudzenia się i merytorycznego podważania zasadności jego argumentów, mogliśmy po prostu napisać (bo to głównie cecha pyskówek internetowych), że jest „jak Hitler” albo „jak naziści”. Sam Prezydent Federacji Rosyjskiej używa obecnie podobnych chwytów, kiedy jako casus belli dla „operacji militarnej” na Ukrainie podaje zwykłe epitety. Wielokrotnie określał przecież ukraińskich polityków, którzy prowadzą co najwyżej umiarkowaną politykę nacjonalizmu obywatelskiego, od neonazistów.

Zachód jednak zaczął odwoływać się do innego wybiegu, mianowicie argumentum ad putinum. Każdy bowiem, kto w jakiś sposób odstaje od dominującej narracji, wątpi, zadaje pytania albo nie jest fanem postępu w wymiarze obejmującym głównie obszar poniżej klamry pasa, nie jest już szurem i antyszczepionkowcem. Teraz jest „ruską onucą”, „kremlowskim trollem” albo po prostu jest „jak Putin”.

Tym wszystkim, którzy mają taki obraz rzeczywistości, na pewno jest wygodnie. W końcu żyjemy w zsekularyzowanym wieku. Religia przestała pełnić funkcję porządkującą i symplifikującą nasze wyobrażenia o świecie. Nie ustala już łatwego podziału na „my i oni”, naszych i innowierców. Musiała więc powstać jakaś nowa, świecka religia z pełną symboliką, własnymi rytuałami, wierzeniami, a nawet charakterystycznymi sposobami komunikacji (głównie elektronicznej) i sygnalizowania cnoty. Religia ta jest skupiona wokół wartości liberalnych i demokratycznych oraz nauki, ale pojmowanych w bardzo specyficzny i często paradoksalnie radykalny sposób. Jest to zarazem środowisko ekskluzywne i nie akceptuje tych, którzy liberalizmu nie rozumieją jako permisywizm, demokracji jako woli narzuconej przez federalistyczne molochy zbudowane na plecach biurokratów, a nauki jako scjentystycznej zabawy w Boga z ludzkim życiem kosztem wolności osobistej.

Ależ napisałem felieton. Prawie jak Putin.

Michał Góra

Michał Góra
Michał Góra
Zawodowo prawnik i urzędnik, ale hobbystycznie gitarzysta i felietonista. Zwolennik deregulacji, ale nie bezprawia. Relatywista i anarchista metodologiczny, ale propagator umiarkowanie konserwatywnej polityki społecznej.

INNE Z TEJ KATEGORII

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Legia jest dobra na wszystko!

No to mamy chyba „początek początku”. Dotychczas tylko się mówiło o wysłaniu wojsk NATO na Ukrainę, ale teraz Francja uderzyła – jak mówi poeta – „w czynów stal”, to znaczy wysłała do Doniecka 100 żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Muszę się pochwalić, że najwyraźniej prezydent Macron jakimści sposobem słucha moich życzliwych rad, bo nie dalej, jak kilka miesięcy temu, w nagraniu dla portalu „Niezależny Lublin”, dokładnie to mu doradzałem – żeby mianowicie, skoro nie może już wytrzymać, wysłał na Ukrainę kontyngent Legii Cudzoziemskiej.
5 MIN CZYTANIA

Rozzłościć się na śmierć

Nie spędziłem majówki przed komputerem i w Internecie. Ale po powrocie do codzienności tym bardziej widzę, że Internet stał się miejscem, gdzie po prostu nie można odpocząć.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Kiedy jeden minister powie tak, a drugi powie nie

Ucznia p. minister Barbary Nowackiej od studenta medycyny p. ministra Dariusza Wieczorka dzieli zaledwie kilka miesięcy, a więc wakacje pomiędzy egzaminem maturalnym a pierwszym semestrem studiów. Co z tego wynika nie tylko dla koalicji rządzącej?
3 MIN CZYTANIA

O pewności prawa i praworządności słów kilka

Ostatnio publicystyka krajowa koncentruje się na problemach jakości i pewności prawa. Wiąże się to z wszechobecnym w naszym kraju bałaganem, który wygląda tak, jakby Polacy posiadali własne państwo nie od ponad tysiąca lat, ze znanymi przerwami, ale od kilku miesięcy. I podobnie jak właściciel dopiero co kupionego samochodu, ale wykonanego w nowej technologii, kompletnie nie mają pojęcia, jak go obsługiwać.
4 MIN CZYTANIA

Czyżby obrońcy praworządności uważali, że pierwsza Rzeczniczka nie była prawdziwym RPO?

Przez kilka ostatnich lat gremia oficjalne, w tym ponadnarodowe, i media prowadzą ożywioną dyskusję na temat stanu praworządności w Polsce. Jest to trochę zabawne z dwóch powodów. O obu poniżej.
4 MIN CZYTANIA