Bezpieczeństwo energetyczne jest na ustach wszystkich. Po dziesięcioleciach uzależnienia od rosyjskiego gazu, rachunki za energię elektryczną eksplodowały na większości kontynentu. Nic więc dziwnego, że Bruksela robi wszystko, co możliwe, aby zrzucić z siebie jarzmo Kremla.

Tom Fisk/Pexels

Po inwazji na Ukrainę odnawialne źródła energii zaczęły być postrzegane jako zasób wykraczający poza walkę ze zmianami klimatycznymi i stanowiący integralną część europejskiego bezpieczeństwa energetycznego. Christian Lindner, niemiecki minister finansów, określił OZE jako „energie wyzwolenia”. REPowerEU, plan Komisji Europejskiej całkowitego uniezależnienia się od rosyjskich paliw kopalnych przed 2030 r., przewiduje ogromne inwestycje, aby do tego czasu 45 proc. zużywanej na kontynencie energii pochodziło ze źródeł odnawialnych.

Dominacja Chin w sektorze

Wielu analityków obawia się jednak, że UE, starając się wyeliminować zależność energetyczną od Rosji, zmierza do podobnej sytuacji z Chinami – krajem, który stał się nieodzownym światowym liderem w szerokim zakresie technologii odnawialnych. Rok po roku Pekin uruchamia na swoim terytorium infrastrukturę wiatrową i słoneczną równą tej zbudowanej przez pozostałe kraje świata razem wzięte. W 2022 r. azjatycki gigant zamierza pobić nowy rekord, dodając około 140 gigawatów mocy odnawialnej, co jest liczbą około czterokrotnie wyższą niż ta, którą osiągnęły wszystkie kraje UE w najlepszym do tej pory roku 2021. „Aby dać wyobrażenie o skali – Chiny instalują pięć razy więcej energii wiatrowej niż cała UE, po raz pierwszy przewyższając Europę pod względem całkowitych i rocznych instalacji „morskiej energii wiatrowej” – mówi dla El Confidencial Pierre Tardieu, dyrektor ds. polityki WindEurope.

Dominacja Pekinu nie jest zaskoczeniem, biorąc pod uwagę jego uprzywilejowaną pozycję w łańcuchu dostaw materiałów najczęściej stosowanych w sektorze energii odnawialnej. Około 80 proc. komponentów potrzebnych do wyprodukowania turbiny wiatrowej jest produkowanych w Chinach, podobnie jak ponad 90 proc. płytek polikrzemowych niezbędnych do budowy paneli słonecznych. Ta kolosalna przewaga Chin w sektorze energii odnawialnej jest coraz częściej postrzegana jako poważne zagrożenie dla Zachodu. W polityce energetycznej widać dokładne podobieństwa z obecnym kryzysem gazowym w Europie: „Widzieliśmy już, co się dzieje, gdy za bardzo ufamy danemu krajowi, jako źródłu energii”. „Z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego konieczne jest, aby kraje, które podzielają te same wartości, rozwinęły własne łańcuchy dostaw” – ostrzegła niedawno sekretarz ds. energii USA Jennifer Granholm.

Europejscy producenci pod presją

To nie tylko kwestia surowców. Ogromny chiński rynek krajowy generuje ekonomię skali, która jest trudna do osiągnięcia w pozostałej części świata, co w połączeniu z uprzywilejowanym traktowaniem przez chiński rząd pozwala krajowym producentom technologii odnawialnych sprzedawać swoje produkty po cenach, z którymi europejskim firmom trudno jest konkurować.

Przykład energetyki wiatrowej jest jednym z najbardziej reprezentatywnych dla tego narastającego problemu. Europejscy producenci turbin od dawna są wyraźnymi światowymi liderami, z duńską firmą Vestas i niemiecko-hiszpańską firmą Siemens Gamesa na czele światowych rankingów. Jednak pomimo wysokich cen energii, które powinny przynieść korzyści sektorowi, cztery na pięć z firm produkujących odnawialne źródła energii straciło w 2021 r., co doprowadziło do zamknięcia fabryk – takich jak niemiecki Nordex w Castellón – i zwolnienia pracowników. Siemens Gamesa również dokonało grupowych zwolnień i planuje dalszą redukcję zatrudnienia. Tymczasem w kwietniu ubiegłego roku chiński gigant MingYang odniósł pierwsze zwycięstwo na europejskim rynku morskiej energii wiatrowej, dostarczając turbiny niezbędne do uruchomienia farmy wiatrowej u wybrzeży Taranto, jedynego tego typu farmy we Włoszech. Zaledwie kilka miesięcy wcześniej w nadmorskim mieście Senj zainaugurowana została największa farma wiatrowa w Chorwacji, która została zbudowana i jest zarządzana przez chińską firmę Norinco International i która ma  turbiny wyprodukowane przez azjatyckiego giganta. „Europejscy producenci turbin nadal dominują na rynkach Starego Kontynentu, ale zaczynamy dostrzegać oznaki, że ta dominacja może się szybko skończyć” – zauważa Tardieu.

Europejscy liderzy branży narzekają na bardzo niskie marże. Do tego należy dodać problemy z łańcuchem dostaw i wzrost cen surowców. Producenci kontynentalni, jak mówią, są zamknięci w swoich umowach i muszą dostarczać swoje produkty po określonej cenie, jednocześnie ponosząc rosnące koszty. „W tej chwili panuje burza u dostawców technologii odnawialnych w Europie” – mówi dyrektor WindEurope.

W lutym to „lobby” – wraz z kilkoma dyrektorami europejskich firm – wystosowało list do przewodniczącej KE Ursuli von der Leyen, w którym wskazano na główny problem branży, a mianowicie na pozwolenia. „Zasady i procedury stosowane przez władze publiczne do zatwierdzania projektów energetyki wiatrowej są zbyt długie i złożone. Europa po prostu nie pozwala na przybliżenie się do założonej liczby planowanych farm wiatrowych, które chce zbudować” – czytamy w liście. Źródła posiadające wiedzę z pierwszej ręki na temat europejskiego i chińskiego przemysłu turbinowego uważają jednak, że problemy firm na kontynencie są często spowodowane zarządzaniem. „Sprzedają po dobrych cenach i mają więcej niż wystarczającą liczbę zamówień, jak na swoje moce produkcyjne” – zapewnia El Confidencial wysoki urzędnik w branży, który prosi o anonimowość i uważa, że wejście firm azjatyckiego giganta na rynek europejski jest kwestią czasu. „W dniu, w którym Chińczycy dostaną zielone światło i wejdą na rynek europejski, osiągną w nim znaczny udział” – dodaje.

Za późno na energię słoneczną?

Zagrożenia dla europejskiego przemysłu wiatrowego i bezpieczeństwa energetycznego kontynentu są znaczne, zwłaszcza biorąc pod uwagę precedens dotyczący energii słonecznej. Dla tego odnawialnego źródła energii może być już za późno. Niedawny raport Międzynarodowej Agencji Energetycznej ostrzegał, że udział Chin w etapach produkcji technologii fotowoltaicznej – od produkcji polikrzemu po same panele – przekracza 80 proc. W niektórych pośrednich etapach produkcji udział firm chińskich osiągnie wkrótce nawet 95 proc. „Świat będzie zależał niemal całkowicie od Chin w zakresie dostaw kluczowych komponentów do produkcji paneli słonecznych” – ostrzega agencja w opublikowanym w zeszłym miesiącu dokumencie, w którym wzywa rządy reszty świata do inwestowania w sektor. Wyzwanie jest ogromne. Koszty produkcji tych produktów w Chinach są o 35 proc. niższe niż w Europie, a UE potrzebuje ogromnej liczby paneli, aby spełnić cele ustanowione w REPowerEU. Biorąc pod uwagę priorytet pozbycia się rosyjskiego gazu, nie ma czasu ani środków na zmianę dostawcy. Europejski import chińskiej technologii słonecznej wzrósł w maju tego roku o 127 proc. w porównaniu do roku poprzedniego.

Wcześniejsze postulaty mające na celu przeciwstawienie się chińskiej dominacji w tym sektorze nie zostały wysłuchane. W 2012 r. Komisja Europejska, na wniosek europejskich producentów, wszczęła dochodzenie antydumpingowe i antysubsydyjne w sprawie paneli fotowoltaicznych z Chin, które w tym czasie dopiero zaczynały zalewać rynek europejski. Pekin zemścił się rozpoczynając własne śledztwo w sprawie importu wina z UE i zagroził, że zrobi to samo w przypadku luksusowych samochodów. Ostatecznie w 2013 r. osiągnięto porozumienie, w ramach którego ustalono minimalną cenę na chińskie produkty, ale to nie wystarczyło, aby powstrzymać chińską ekspansję. Przemysł kontynentu określił ten pakt jako „kapitulację” władz UE.

Ciemna strona Sinkiang

Ogromna produkcja energii słonecznej w Chinach ma również swoją ciemniejszą stronę. Prawie połowa wydobycia i produkcji polikrzemu w kraju ma miejsce w zachodnim regionie Sinkiang, gdzie od lat trwa kampania Pekinu wykorzeniania tożsamości mniejszości ujgurskiej. Wiele stowarzyszeń na rzecz obrony praw człowieka potępiło firmy działające na tym obszarze, które wykorzystują przymusową pracę muzułmanów przetrzymywanych w obozach koncentracyjnych (które chiński rząd określa jako „obozy i ośrodki reedukacyjne w celu zmniejszenia ubóstwa”). W zeszłym miesiącu Stany Zjednoczone uchwaliły przepisy, które zakazują wszelkiego importu polikrzemu z Sinkiangu, chyba że importer udowodni, że produkty nie są powiązane z pracą przymusową. Parlament Europejski przyjął w tym roku rezolucję wzywającą do podjęcia podobnych działań przez Komisję, ale Bruksela nie wykazała chęci zastosowania analogicznych do amerykańskich środków.

Zamiast tego eurokraci zapewniają, że spróbują zrobić wszystko, co w ich mocy, aby energii wiatrowej nie spotkał taki sam los jak fotowoltaiki. „Przykład energii słonecznej jest nadal bardzo popularny w dyskusjach z Komisją Europejską i innymi politykami UE. Jest to coś, czego naprawdę żałują” – mówi Christoph Zipf, rzecznik prasowy WindEurope.

Źródło: El Confidencial
Poprzedni artykułRzeź Woli – najważniejsze, by pamiętać
Następny artykułUnia Europejska odbierze Czechom 4 mln euro dotacji. Sprawdź, dlaczego