fbpx
piątek, 21 czerwca, 2024
Strona głównaBiznesOni stawiają żagle, my dajemy im wiatr

Oni stawiają żagle, my dajemy im wiatr [WYWIAD Z JANUARYM CISZEWSKIM]

O niełatwej, ale pełnej pasji biznesowej drodze, o tym, co jest ważne przy inwestowaniu i jak skutecznie oraz bezpiecznie prowadzić firmę inwestycyjną opowiada nam January Ciszewski – profesjonalny inwestor, prezes firmy JR Holding.

Jest Pan doświadczonym inwestorem, niektórzy nazywają Pana nawet „królem giełdy NewConnect”. Coś w tym niewątpliwie musi być, bo dziś posiada Pan portfele akcji bardzo wielu dobrze rokujących i rozwijających się spółek. Mówi się też o Panu, że ma znakomite wyczucie tego, w co warto zainwestować, a z czego w odpowiednim momencie się wycofać. A przecież zaczynał Pan w latach 90. ubiegłego wieku od prostego handlu. W czym tkwi klucz do takiego biznesowego sukcesu?

Zawsze wyznaczałem sobie ambitne cele. Ambicja powoduje, że człowiek wstaje rano z łóżka, bo mu się po prostu chce. Miałem dużo znajomych, którym swego czasu powiodło się w handlu i w miarę tego powodzenia zmienili auto na lepsze, następnie stawiali dom, a potem… zostawali już na określonym poziomie. Oczywiście rozumiem ich. Są ludzie, którzy chcą stworzyć sobie pewną oazę spokoju i poza tę strefę komfortu już nie wychodzić. To, co ja robię, wiąże się natomiast z pewnymi wyrzeczeniami. Bo z jednej strony muszę mocno pilnować swojego zawodowego czasu wykorzystując go intensywnie na obecnie już 72 projekty oraz przez jeden jeszcze fundusz, który zainwestował w 100 start-upów. Z drugiej zaś strony chcę mieć czas dla rodziny i dla siebie. Bezpośrednio – lub pośrednio – jestem więc zaangażowany w 172 przedsięwzięcia. Nic dziwnego, że tak wiele osób pyta mnie, jak sobie daję z tym wszystkim radę.

A jak Pan sobie daje radę?

Przede wszystkim dzięki dobrej organizacji pracy i delegowaniu uprawnień. Zanim jednak o tym więcej porozmawiamy, chciałbym coś zaznaczyć: rynek finansowy i giełda są moją absolutną pasją. Pierwsze co robię, gdy rano wstaję to sprawdzam, jak się zachowują rynki azjatyckie. Nie spekuluję na nich. Mnie to po prostu bardzo interesuje. Nie mam takiej presji, że muszę coś kupić lub sprzedać, niemniej dostrzegam szybko różne opcje i alternatywy. Nie jestem finansistą, mimo iż skończyłem finanse i bankowość. Jestem i czuję się przedsiębiorcą, praktykiem. Gdy broniłem pracy dyplomowej, już wówczas byłem praktykiem, inwestowałem na giełdzie i co tu dużo mówić – to mnie łatwiej byłoby zweryfikować egzaminatorów niż odwrotnie.

Idąc krok za krokiem przez karierę biznesową, mając trzydzieści kilka lat zgromadziłem takie aktywa, że przyszło mi do głowy, iż nie muszę już nic robić. Że mogę zostać rentierem. Zainwestowałem więc w nieruchomości i… wytrzymałem tak cztery lata. W tym czasie zwiedziłem kawał świata, poznałem wielu ludzi itd. Ale wtedy przyszła refleksja: przecież ja coś jeszcze w tym życiu chciałbym zrobić! A skoro mam już spółkę zajmującą się nieruchomościami, to może by jeszcze ją rozwinąć? Stworzyć fundusz nieruchomości, który potem będzie można wprowadzić na giełdę. Zbiegło się to w czasie z kryzysem greckim, z perturbacjami w Unii Europejskiej oraz z rozchwianiem rynków finansowych. Nie był to łatwy czas, ale dopiąłem swego, bo po roku wprowadziłem spółkę – wówczas pod nazwą JR Invest – na giełdę. Nie uchroniło mnie to od popełniania błędów. Począwszy od tego, że w złym okresie zacząłem, po oparcie się na tylko przewidywanych, stałych dochodach firmy. A rynek tego po prostu nie kupił. Przez pierwsze 3-4 lata moja ówczesna firma była wyceniana poniżej swojej wartości księgowej. Nie poddałem się jednak, korzystając z różnych okazji giełdowych, co pozwoliło mi zaczerpnąć drugi oddech. Potem była już znana inwestycja w Columbus Energy, który stał się niekwestionowanym liderem na rynku OZE.

Nigdy nie słuchałem też ogólnych opinii. Sam sprawdzałem fakty i różne możliwości. W końcu doszedłem do „stanu posiadania” w postaci pięciu spółek (każda z nich była potrzebna). Wydawać by się więc mogło, że już mogę spocząć na laurach i spokojnie dalej żyć. Tak się jednak nie stało. Z pięciu spółek „zrobiło się” dziesięć, a że nie przestałem być ambitny, wyznaczałem sobie kolejne cele biznesowe. Powstawały więc następne spółki, działałem w kolejnych sektorach itd.

Skąd pomysł, by inwestować w tak wiele, często odmiennych od siebie dziedzin?

Po pierwsze z… pokory. Należy mieć wobec rynku pokorę i dywersyfikować działalność. Są dwie drogi profesjonalnego inwestowania. Jedna z nich to skupienie się całkowicie na jednej dziedzinie i osiągnięcie w niej sukcesu. Ta druga to pójście szeroko. Bez udawania eksperta we wszystkim, ale za to z umiejętnością otaczania się ludźmi – ekspertami w poszczególnych dziedzinach biznesu. Tę drogę właśnie wybrałem. W moim przypadku to się sprawdziło, bo mam swoistą intuicję do ludzi, znajduję tych, których warto obdarzyć zaufaniem.

W końcu jednak zawsze muszą przyjść trudniejsze momenty…

I przyszły. Najpierw mieliśmy wielką zawieruchę związaną z COVID-19. Dzięki temu jednak, że jestem zdywersyfikowany branżowo, zawsze któraś z moich firm szła w górę. W koronakryzysie na topie były na przykład firmy medyczne i biotechnologiczne. To one zarabiały, a ja w jakimś stopniu byłem w nich już obecny. Także na rynku gamingu, bo gry sprzedawały się w okresie lockdownu wprost znakomicie. Uratowało mnie to, że działałem właśnie w różnych segmentach rynku, a proszę mi wierzyć – wielu inwestorów potraciło wówczas majątki.

Ten czas dużo mnie nauczył. Także tego, że warto być cierpliwym i że szybkie interesy nie zawsze popłacają. Teraz się pochwalę: wiele spółek udało mi się wprowadzić na giełdę, więc powiem nieskromnie – niewątpliwie urozmaiciłem rynek NewConnect dostarczając mu naprawdę innowacyjnych firm. Wielu spółkom ułatwiliśmy też pozyskiwanie dalszych inwestorów. W ten sposób, zwłaszcza w latach 2020-2022, mogliśmy już o sobie powiedzieć, że stajemy się spółką inwestycyjną w pełnym tego słowa znaczeniu, marką rozpoznawalną na rynku inwestycyjnym. Raptem w dwa lata udało nam się dokonać tego, na co niektóre przedsiębiorstwa potrzebują dekady albo i więcej.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że przyjdzie jeszcze czas na bardziej konkretne oceny. Rzetelny okres inwestycyjny dla firm portfelowych trwa przeciętnie 3-5 lat. Okaże się wówczas, czy udało mi się zbliżyć (a może nawet prześcignąć) do sukcesu Columbus Energy, w którym kapitał pomnożyliśmy aż 140 razy.

Skąd Pan wie, że akurat te, a nie inne firmy w danym sektorze są warte tego, by w nie zainwestować?

Warunkiem podstawowym, by zająć się daną firmą lub tylko jakimś kierunkiem biznesowym, jest obserwacja zachodnich rynków, w tym amerykańskiego. Czasem nie ma co wymyślać koła dawno już wynalezionego. Wiele osób i firm odniosło sukces uważnie przypatrując się temu, co już zostało dokonane na dojrzałych rynkach i wręcz to powielając. Ważne jest też, by cały czas się uczyć i mieć otwarty umysł.

Niektórzy uważają, że inwestowanie i gra na giełdzie to coś w rodzaju hazardu. Mają rację?

Nie. Tutaj trzeba mieć konkretne umiejętności i to poparte wiedzą oraz doświadczeniem. Poza tym skuteczne operowanie na giełdzie to bardzo szerokie zagadnienie. Akcje albo spadają, albo rosną, więc szansa na sukces jest mniej więcej 50/50. Ten zakres można wzbogacać. Warto też mieć własny system gry i konsekwentnie go stosować.

Podstawą skutecznego inwestowania jest – w mojej, popartej doświadczeniem opinii – cierpliwość, dywersyfikacja, ale i szybkość. Uważam, że mam wszystkie te cechy i pomnażanie pieniędzy jest czymś, co dobrze mi wychodzi.

Należy też umieć wyjść w odpowiednim momencie z konkretnych inwestycji. Sprzedałem akcje Columbus Energy nie dlatego, że uważałem, iż OZE jest już nieatrakcyjne, ale dostrzegłem wiele innych spółek, często rodzinnych, które mają znakomite, ale niedocenione pomysły biznesowe. Jako JR Holding zainwestowaliśmy na przykład ok. 40 mln zł w dwie spółki: IGLOO sp. z o.o. oraz MILOO ELECTRONICS sp. z o.o., które od wielu lat prowadzą działalność biznesową na rynkach międzynarodowych, projektując i produkując opatentowane, komplementarne, innowacyjne rozwiązania przynoszące oszczędności i obniżające ślad węglowy. IGLOO nie może wręcz nadążyć z realizacją zamówień. Proszę sobie wyobrazić, że na rynku europejskim zapotrzebowanie na same pompy ciepła jest oceniane na ok. 40 mln sztuk! Wspomniane firmy oferują efektywne systemy wspierania oszczędności energetycznych np. hotelom czy stacjom paliw. Nie muszę chyba udowadniać, jakie to ma kolosalne znaczenie dla rynku. Tym bardziej, że stosowane rozwiązania powodują zmniejszenie zużycia prądu o ponad 80 proc.!

Dużo takich nietypowych, innowacyjnych start-upów się do was zgłasza?

Polskim problemem było zawsze to, że mamy często bardzo dobre zaplecze naukowo-badawcze, ale nie umiemy tego właściwie wykorzystać. Bywało tak nierzadko również w sytuacjach, gdy był obecny kapitał na rozwój. Nasuwa się więc pytanie: dlaczego tak się dzieje?

Moim zdaniem po transformacji kapitałowej wielu ludzi, zresztą bardzo ciężką pracą, zdobyło sporo pieniędzy. Mając świadomość, ile wysiłku to wymagało, w naturalny sposób unikali bardziej ryzykownych inwestycji. Dziś takie osoby jak ja mają większy komfort: inwestując wiem, że nawet jeśli się pomylę, to ta pomyłka nie wpłynie zasadniczo na mój portfel, który – jak wspomniałem – jest zróżnicowany. Wiele osób tak nie działało. Gdy zawalił się im ten wymarzony biznes, w szybkim tempie stawali się bankrutami. I znowu chcę podkreślić: warto uczyć się na błędach innych, podstawą zaś jest dywersyfikacja aktywów.

Sam fakt inwestowania w segment deeptechowy, biotechnologiczny i tego rodzaju perspektywiczne dziedziny jest dla mnie fascynujący! Istotne jest też, że JR Holding działa szybko i sprawnie, na bazie kapitału lokalnego, co także odróżnia nas od innych funduszy typu venture capital i stanowi istotną przewagę konkurencyjną.

Skąd Pan wie, jak wybrać właściwą spółkę? Co o tym decyduje?

Nie wiem tego na sto procent. Pewne znaczenie ma latami nabyte doświadczenie. Także intuicja podpowiadająca mi, w co warto zainwestować i kiedy zaryzykować. Drugą rzeczą jest przyjrzenie się założycielom firmy i ich liderom. Widać po prostu, że są dobrzy w tym, co robią. I że rozwijają swoje przedsięwzięcie nie tylko dla pieniędzy, ale także z prawdziwej pasji. Nie po to, by szybko coś zrobić i jeszcze szybciej to sprzedać. Że ci ludzie w momentach kluczowych czy kryzysowych dla firmy są w stanie zakasać rękawy i z determinacją walczyć o jej przetrwanie. Oczywiście przyglądamy się w zespole JRH także twardym danym i dokonujemy profesjonalnej wyceny. Gdy te dwa czynniki: miękki i twardy się zgadzają, wówczas podejmujemy decyzję inwestycyjną.

Czasem warto chyba też obserwować ogólne trendy, na przykład na co władze różnych szczebli będą kładły nacisk. Można się jednak pomylić, jak na przykład swego czasu przy inwestycjach w elektrownie wiatrowe. Można też wyczuć trend, który będzie niezależny od aktualnych „wiatrów politycznych”…

Tak, inwestor musi liczyć się ze zmiennością przepisów, z podatnością na zmiany legislacyjne, czy choćby na decyzje urzędników niższej rangi. Mimo iż jakaś dziedzina działalności wydaje się być intratna, to nie biorąc tego wcale pod uwagę, może skończyć się stratami, jakich niektórzy doświadczyli po zmianie ustawy tzw. wiatrakowej. Posłużmy się jednak innym przykładem: jeżeli faktem jest, że w Europie (i nie tylko w Europie) jest coraz mniej lasów i coraz mocniej stawia się na tzw. zieloną politykę, to można przecież wyobrazić sobie, że będzie zapotrzebowanie na substytuty drewna, na materiały drewnopodobne. Zajmuje się tym jedna ze spółek grupy Green Lanes, w którą to grupę zainwestowaliśmy w sierpniu ubiegłego roku 2 mln zł obejmując część kapitału. The True Green rozwija projekty i technologię w obrębie branży przetwórstwa konopi włóknistych, w tym produkuje z konopi zamienniki drewna używanego w budownictwie (trwałe i solidne deski konopne). Pozostałe dwie spółki skoncentrowały się na wytwarzaniu białka oraz tzw. mięsa konopnego. Ludzie, którzy założyli te spółki są prawdziwymi pasjonatami. To też zaważyło na kierunku dokonanej przeze mnie inwestycji.

Dywersyfikacja działalności JR Holding jest znacząca, bo jesteście obecni m.in. także w dziedzinie ładowania samochodów elektrycznych, jak i w sektorze finansowym. Ten ostatni sektor również postrzega Pan jako przyszłościowy?

Proszę sobie wyobrazić, że my się nigdzie nie reklamujemy. Trafiają do nas projekty, które bronią się nie tylko wysoką jakością kadry zarządzającej i dobrymi biznesplanami oraz perspektywami. Dlatego zainwestowaliśmy także na rynku fintech. Z kolei giełda wcale nie wygląda tak źle, jak czasem się ją przedstawia. Także rynek NewConnect się rozwija – w ciągu ostatnich kilkunastu lat zasilił główny parkiet już blisko setką wartościowych spółek.

Jak Pan sobie radzi z tempem pracy i ze stresem?

Nie rezygnuję z życia prywatnego, w tym także z rozwijania osobistych pasji. Pracuję tak, by na koniec dnia nie czuć się wypalonym. By móc rano przystąpić do pracy z nową energią i zapałem. Jak już wspomniałem, umiem dzielić się zadaniami z innymi. To bardzo ważne, by potrafić to robić. By zaufać ludziom, którzy w swoim obszarze wiedzą, co robią i to jest właśnie to „delegowanie uprawnień”.

Nasz holding inwestycyjny jest nie tyle żaglem dla poszczególnych inwestycji, ile swego rodzaju wiatrem do żagla. Wspieramy pieniędzmi, transferujemy know-how, szukamy synergii pomiędzy różnymi projektami.

Sami także się zmieniamy. Przychodzą do nas ludzie z coraz większymi i z coraz poważniejszymi projektami. To natomiast wymaga także zmian i wewnątrz firmy – chcemy na przykład podnosić kompetencje rady nadzorczej i włączać ją aktywniej także w bieżącą działalność Spółki.

Mamy też rosnące ambicje inwestycyjne, w polu naszego zainteresowania są obecnie także fundusze, w które mogłyby absolutnie bezpiecznie zainwestować również osoby prywatne. Do nowych projektów przystępujemy, nie obawiając się ponosić odpowiedzialności za ich powodzenie. Jestem przekonany, że nie tylko będzie dobrze, lecz że będzie coraz lepiej i będziemy osiągać jeszcze bardziej ambitne cele.

Rozmawiali Robert Azembski i Krzysztof Budka

(Autor zdjęć – Adam Golec)
Robert Azembski
Robert Azembski
Dziennikarz z ponad 30-letnim doświadczeniem; pracował m.in. w „Rzeczpospolitej”, „Wprost” , „Gazecie Bankowej” oraz wielu innych tytułach prasowych i internetowych traktujących o gospodarce, finansach i ekonomii. Chociaż specjalizuje się w finansach, w tym w bankowości, ubezpieczeniach i rynku inwestycyjnym, nieobce są mu problemy przedsiębiorców, przede wszystkim z sektora MŚP. Na łamach magazynu „Forum Polskiej Gospodarki” oraz serwisu FPG24.PL najwięcej miejsca poświęca szeroko pojętej tematyce przedsiębiorczości. W swoich analizach, raportach i recenzjach odnosi się też do zagadnień szerszych – ekonomicznych i gospodarczych uwarunkowań działalności firm.

INNE Z TEJ KATEGORII

Branża noclegowa liczy długi i wypatruje gości

Rusza sezon dla turystycznych obiektów noclegowych. Bez wątpienia przedsiębiorcy oferujący zakwaterowanie liczą, że w nadchodzących miesiącach utrzyma się tendencja z zeszłego roku, gdy liczba turystów, którym udzielono noclegów wzrosła o blisko 6 proc.
5 MIN CZYTANIA

„Drapieżne koty” z Polski sprawdziły się na polu walki. Ukraińcy zwiększają zamówienia

Polskie wozy bojowe Oncilla, wyprodukowane przez firmę Mista ze Stalowej Woli, doskonale sprawdziły się na polu walki. Na froncie walczy już setka transporterów. Ukraińska armia zamówiła kolejną partię „drapieżnych kotów”.
2 MIN CZYTANIA

Polski drób niedługo znajdzie się na azjatyckich stołach

– Produkujemy rocznie trzy miliony ton mięsa drobiowego. To najwięcej w UE – zaznacza Dariusz Goszczyński, prezes zarządu Krajowej Rady Drobiarstwa – Izba Gospodarcza (KRD-IG). Według niego, wysoka jakość rodzimego drobiu predestynuje go do sprzedaży nawet na tak wymagających rynkach jak Japonia czy Hongkong.
4 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Jak ożywić martwy parkiet nad Wisłą?

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie nie służy tak naprawdę ani inwestycjom indywidulanym, ani małym i średniej wielkości firmom. Tym pierwszym w założeniu miała dawać okazje do zysków, dla tych drugich zaś być miejscem pozyskiwania kapitału na rozwój. Tymczasem uciekają z niej zarówni mali, jak duzi.
4 MIN CZYTANIA

Jesteś „pod wpływem”? Nie ruszysz autem

Amerykańska Krajowa Administracja ds. Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (NHTSA) chce wykonać zalecenie Kongresu, by wszystkie nowe auta miały zainstalowaną technologię uniemożliwiającą prowadzenie pod wpływem alkoholu.
< 1 MIN CZYTANIA

Obojętnie, co zrobimy, klimat i tak będzie się zmieniał

Nawet zupełne zaprzestanie emisji CO2 pochodzącego z przemysłu nie wpłynie na zatrzymanie zmian klimatu na Ziemi – przekonuje w zamieszczonym we „Wprost” artykule pt. „Klimat a Człowiek” prof. dr hab. inż. Piotr Wolański, przewodniczący Komitetu Badań Kosmicznych i Satelitarnych PAN.
4 MIN CZYTANIA