Światowy handel skórami zwierząt futerkowych wart jest około 22 mld USD rocznie, a Polska już w tym sezonie zagospodarowywać będzie największą część tej kwoty.

fot. archiwum Związku Polski Przemysł Futrzarski

W sieci zawrzało, gdy okazało się, że hodowcy zwierząt futerkowych planują inwestycję, której finalnym efektem miałoby być stworzenie globalnego domu aukcyjnego skór zwierząt futerkowych. Głos w sprawie zabrało wiele organizacji antyhodowlanych – na czele ze stowarzyszeniem Otwarte Klatki. W artykule zamieszczonym na stronie internetowej organizacja, ustami swojego prezesa, wyraziła sprzeciw wobec planów hodowców. Ich zdaniem fermy należy likwidować, a nie rozwijać. Ale do tej narracji mogliśmy się już przyzwyczaić. Teraz impulsem do działania dla aktywistów stała się także informacja o wykryciu koronawirusa w jednej z ferm norek w powiecie kartuskim.
Hodowla zwierząt futerkowych to jednak nie jedyna branża, która w ostatnim czasie padła ofiarą krótkowzrocznych aktywistów.

Aktywiści nie chcą, by Polska się bogaciła?

Zgodnie z szacunkami Związku Polski Przemysł Futrzarski powstanie globalnej aukcji skór zwierząt futerkowych ma być inwestycją, której koszt wyniesie między 60 a 80 mln EUR. Jej realizacja ma zapewnić pracę nawet 600 osobom, a sama aukcja może przyczynić się do ożywienia gospodarczego okolic Radomia, gdzie aukcja – według pierwotnych założeń – miałaby powstać. Inwestycja podziałałaby stymulująco na cały sektor hodowli zwierząt futerkowych w kraju, przyczyniając się do wzrostu liczby aktywnych ferm norek amerykańskich oraz ustawicznego podnoszenia standardów hodowlanych w Polsce, które już dziś uchodzą za najwyższe na świecie.

Znajduje to odzwierciedlenie w pozycji polskich hodowców na światowym rynku. Polska jest bowiem największym światowym producentem skór zwierząt futerkowych oraz absolutnym liderem pod względem jakości dostarczanego surowca. Hodowla zwierząt futerkowych jest szczególnym obszarem działalności rolniczej, a sukcesy święci się tylko wówczas, gdy to jakość i dbałość o dobrostan zwierząt stają się celem nadrzędnym aktywności hodowców. Wyższe standardy przekładają się na zwiększenie opłacalności prowadzonej działalności gospodarczej. Wiedzą o tym polscy rolnicy, którzy od lat notują najlepsze na świecie wyniki, pozostawiając w tyle konkurencję z innych państw.
To jednak aktywistom nie wystarcza…

Gospodarcza krótkowzroczność

Hodowla zwierząt futerkowych zajmuje też ważne miejsce w łańcuchu produkcji rolnej. Pełni ona bowiem rolę największego naturalnego utylizatora ubocznych produktów pochodzenia zwierzęcego pochodzących z hodowli drobiu oraz sektora przetwórstwa rybnego. Polskie hodowle są także dla rolników utrzymujących żywy inwentarz jedyną opłacalną metodą utylizacji tych produktów. Hodowla zwierząt futerkowych jest ważnym odbiorcą pasz roślinnych oraz sektorem dającym zatrudnienie tysiącom osób będących kooperantami ferm: weterynarzom, producentom leków, kuśnierzom, stolarzom, przedstawicielom sektora budowlanego i innym.

Szanse dla polskiego sektora futrzarskiego i branż z nim kooperujących dostrzegają eksperci, politycy i sami rolnicy, na czele których stoi Jan Krzysztof Ardanowski, były minister rolnictwa, a obecnie przewodniczący Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP. Nie dostrzegają ich – do czego mogliśmy już przywyknąć – aktywiści antyhodowlani, między innymi ze stowarzyszenia Otwarte Klatki.

Światowy handel skórami zwierząt futerkowych wart jest około 22 mld USD rocznie, a Polska już w tym sezonie zagospodarowywać będzie największą część tej kwoty. To Polska ma szansę stać się także globalnym centrum handlu tym surowcem.

Naiwnym jest myślenie, że zablokowanie (czego chciałoby stowarzyszenie Otwarte Klatki) powstania polskiego domu aukcyjnego skór spowodowałoby, że w innych krajach podobna inwestycja nie zostanie zrealizowana. Już dziś wiadomo, że greccy hodowcy czynią podwaliny pod niemal bliźniaczą, względem omawianej, inicjatywę.

Stworzenie Polskiej Aukcji Skór to wprost wpompowanie do rodzimej gospodarki wielu miliardów złotych, co w czasach ogólnoświatowego kryzysu gospodarczego przyczynić się może do wsparcia naszej gospodarki; choćby poprzez tworzenie nowych miejsc pracy. Dziś to Polska ma szansę wyznaczać światowe trendy i dać impuls do kolejnego etapu rozwoju rodzimego sektora rolnego.

Otwarte Klatki chcą wywołać efekt domina

Podobne ataki ze strony aktywistów kierowane były w ostatnich latach także wobec sektorów produkcji mięsa drobiowego, jaj, mleka, wieprzowiny, wołowiny, pszczelarstwa oraz szeregu innych branż.

Przyzwolenie na atak wymierzony w choćby jeden z tych sektorów to dziś, tak naprawdę, przyzwolenie na ograniczenie całej działalności rolniczej w naszym kraju.

Jak kończyły się próby wyrugowania z mapy polskiego rolnictwa uboju na potrzeby wspólnot religijnych wiemy wszyscy. Doszło do tego – na rok – sześć lat temu. Wówczas to kraje, które najgłośniej krytykowały dokonywanie uboju rytualnego w Polsce, ochoczo przejęły rynki zagospodarowywane dotąd przez polskich hodowców bydła czy drobiu. Podobnie rzecz miała się z rzekomo nieopłacalną w Polsce produkcją cukrowniczą, którą dziś faktycznie kierują u nas Niemcy.
Rynek nie zna próżni, a podejmowane decyzje o charakterze gospodarczym mają często nieodwracalne skutki. Takie właśnie pociągnąć za sobą mogą harce organizacji antyhodowlanych, które za nic mają dorobek lat pracy wielu ludzi. Trudno się dziwić, skoro ta pogarda rokrocznie przynosi im krociowe zyski.