Prezes Polskiego Funduszu Rozwoju nie spodziewa się, aby wojna w Ukrainie miała istotny wpływ na polską gospodarkę – dowiadujemy się z wywiadu, którego udzielił „Dziennikowi Gazecie Prawnej”.

Fot. PAP/Andrzej Grygiel.

Prezes Paweł Borys stwierdził, że negatywny scenariusz zakłada spowolnienie wzrostu PKB o 1 proc., a wpływ wojny na gospodarkę opiera się na dwóch „przeciwstawnych wektorach”.

– Z jednej strony ceny ropy i gazu jeszcze poszły do góry, co niestety konsumuje część efektów tarczy inflacyjnej. Wzrost cen cały czas jest na podwyższonym poziomie ok. 8 proc. Ale z drugiej strony doszło do załamania cen emisji CO2 – powiedział w wywiadzie z „DGP”. – One w ciągu tygodnia spadły o jedną trzecią. To daje szansę na spadek cen energii, której większość mamy z węgla. I to może z kolei działać hamująco na wzrost cen – dodał.

Paweł Borys zaznaczył, że ze względu na agresję Rosji zmieni się polityka atomowa Niemiec, które najpewniej przesuną w czasie zamknięcie swoich elektrowni atomowych i nie będą sprzeciwiać się budowie elektrowni atomowych w innych krajach Unii Europejskiej, w tym w Polsce. Dzięki temu być może koszty transformacji energetycznej będą mniejsze dla społeczeństwa, co obniży presję inflacyjną. Ponadto, prezes PFR spodziewa się, że polski rząd przedłuży tarczę antyinflacyjną, ale też nie ukrywa, że kluczowa dla wzrostu gospodarczego będzie sytuacja na rynku ropy naftowej.

– Tu są dwa scenariusze. Jeden zakłada, że cena ropy mocno rośnie, co stanowi ryzyko stagflacji w 2023 r. To byłaby zła wiadomość, oznaczająca, że Rosja więcej zarabia. Drugi scenariusz zakłada, że USA i Arabia Saudyjska uruchamiają olbrzymią podaż ropy, Europa odcina Rosję przy spadku cen rzędu 60–70 proc. To byłby idealny scenariusz, oznaczający gigantyczne koszty dla Rosji, a dla Europy i USA – wzrost gospodarczy i spadek inflacji – wyjaśnił.

Jeśli chodzi o kurs złotego Paweł Borys stwierdził, że nasza waluta ma mocne fundamenty w postaci naszej gospodarki, która cieszy się nadwyżką budżetową, a także wzrostem przekraczającym 5 proc. PKB, który „wykazuje wręcz oznaki przegrzania”.

– Złoty może podlegać teraz pewnym wahaniom w zależności od tego, jak wojna będzie przebiegać, natomiast nie ma powodu do tego, by złoty jakoś mocno tracił na wartości. Kolejny czynnik to wzrost cen ropy, której jesteśmy importerem. Zawsze gdy rośnie cena ropy, osłabia się złoty. Do tego dochodzą oczekiwane podwyżki stóp procentowych w Europie i USA, a to powoduje, że waluty wszystkich krajów wschodzących tracą na wartości. Mimo to fundamenty są dobre, dlatego w długim terminie o złotego się nie obawiam. Po okresie osłabienia kurs powinien się umocnić, tak jak to było podczas pandemii – podsumował.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna, PAP

Poprzedni artykułChiny nie wprowadzą sankcji na Rosję
Następny artykułChińsko-rosyjska współpraca gospodarcza. Jak wygląda?