fbpx
czwartek, 25 kwietnia, 2024
Strona głównaFelietonOwoce zatrutego drzewa

Owoce zatrutego drzewa

W Polsce zwykliśmy rozwiązywać problemy z pompą i dużą dawką romantyzmu. Dobrze wiemy, że w Sejmie powołano speckomisję śledczą, która ma za zadanie rozwikłać problem Pegasusa, zdemaskować winnych i oczywiście zaprowadzić ich przed oblicze sprawiedliwości. I tu sprawa się komplikuje.

Co łączy Polskę, USA i Izrael? Zapewne wiele rzeczy, szczególnie tych politycznych. Jednak to nie jest miejsce do komentowania każdego aspektu stosunków łączących te podmioty prawa międzynarodowego, czy snucia teorii spiskowych dotyczących wzajemnych relacji tych państw. Tak się akurat składa, że własnych problemów mamy dosyć, tych wpływających na otoczenie prawne od groma, więc naprawdę brak potrzeby mnożenia bytów ponad rzeczywistą potrzebę. Warto skupić się na rodzimych problemach, tych dla nas, Polaków dotkliwych. Przy okazji może się jednak okazać, że te same troski trapią i inne kraje. Stąd też moje prowokacyjne pytanie na samym początku.

Odpowiedź jest zresztą oczywista. Przedmiotem, który łączy Polskę, a konkretnie Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej, Izrael, jako kraj pochodzenia producenta oraz USA, jako kraj mający te same dylematy co Polska odnośnie moralnych granic inwigilacji obywateli, jest oczywiście oprogramowanie Pegasus.

Sprawa jest ciekawa i rozwojowa. Jak wszyscy dobrze wiemy i na co zwracałem już uwagę w jednym z wcześniejszych tekstów, w Polsce nikt z klasy politycznej specjalnie nie interesował się legalnością stosowania przez służby narzędzi kontroli korespondencji, a co dopiero dopuszczalnością metod prowadzenia czynności operacyjnych w świetle zgodności z gwarancjami płynącymi z Konstytucji, dopóki dotyczyło to zwykłych obywateli. Środowiska prawnicze, publicyści czy aktywiści alarmowali, ale co z tego? Przełamanie przyszło dopiero wtedy, gdy problem zaczął dotykać „niezwykłych” obywateli, czyli polityków.

Krąg osób pokrzywdzonych coraz bardziej się zwiększa i obejmuje już nie tylko opozycję. Jak słusznie zauważył swego czasu lord Acton: „każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie”. A każdy chyba przyzna, że narzędzie w postaci oprogramowania Pegasus (a to nie jedyne narzędzie tego rodzaju zakupione przez polskie służby) daje możliwości niemal absolutnej kontroli. W myśl sentencji lorda Actona skoro możemy kontrolować absolutnie wszystkich, to dlaczego nawzajem nie możemy siebie kontrolować? Brzmi to komediowo, ale do śmiechu nie jest co oczywiste zarówno podsłuchiwanym przez kolegów przedstawicielom obozu poprzednio sprawującego władzę, ale też i naszym sojusznikom zza oceanu. Okazuje się bowiem, że w USA Pegasus też się doigrał.

Prezydent Biden już jakiś czas temu zwracał uwagę, że w obrocie międzynarodowym znajduje się oprogramowanie inwazyjne w zakresie cyberbezpieczeństwa, które może być niewłaściwie wykorzystywane. Co oznacza niewłaściwe wykorzystanie takiego oprogramowania dla Amerykanów, którzy są o wiele bardziej przywiązani do wolności wyrażonych w ich Konstytucji? Zdaniem prezydenta oznacza to wykorzystywanie oprogramowania przeciwko działaczom politycznym, obrońcom praw człowieka lub też dziennikarzom. Jak widać, w USA klasa „niezwykłych” obywateli jest zdecydowanie szersza w porównaniu z rodzimą. W tej sytuacji pozostało tylko problem rozwiązać.

Każdy naród ma specyficzne podejście do rozwiązywania problemów. Amerykanie dla przykładu podchodzą do tego pragmatycznie i gospodarczo, a jeśli to możliwe, to chcą upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Jeszcze w 2023 r. prezydent Biden raczył był przedstawić „czarną listę” firm, które dostarczają te nowoczesne narzędzia inwigilacji (z NSO Group – twórcą Pegasusa na czele). Znakomita większość podmiotów to firmy z Izraela, który przoduje w tej dziedzinie innowacyjnych technologii i dzieli się z całym światem stworzonym oprogramowaniem, zarabiając kolosalne pieniądze. Swoją drogą klientów z absolutystycznymi zapędami nie brakuje. Na początku lutego obecnego roku Antony Blinken przedstawił założenia nowej polityki federalnej polegającej na tym, że kadra kierownicza, inwestorzy, a nawet porządkowi pracownicy firm produkujących tzw. „ofensywne technologie cyberbezpieczeństwa” stracą wizy do USA, jeżeli to oprogramowanie będzie sprzedawane i następnie niewłaściwie wykorzystane. Już sam pomysł wzbudził popłoch, szczególnie wśród inwestorów w myślach liczących straty i zdziwionych tym, że sankcjami nie będą objęte podmioty korzystające z tego oprogramowania. Długo nad słusznością nowej polityki nie rozprawiano. Zauważono bowiem, że przysłowiową „drugą pieczenią” jest wywarcie presji na premiera Izraela, który nie chce zluzować swojego stanowiska ws. Gazy, co negatywnie odbija się na prognozach wyborczych prezydenta Bidena.

W Polsce zwykliśmy rozwiązywać problemy z pompą i dużą dawką romantyzmu. Dobrze wiemy, że w Sejmie powołano speckomisję śledczą, która ma za zadanie rozwikłać ów problem Pegasusa, jak widać już globalny, zdemaskować winnych i oczywiście zaprowadzić ich przed oblicze sprawiedliwości.

I tu sprawa się komplikuje, bo jak się okazuje, sama sprawiedliwość nie jest bez winy, albo jak kto woli – jest dosłownie ślepa. Wiąże się to z tym, że funkcjonariusze służb dla zachowania swojej bezkarności, tzn. aby nie być posądzonymi o nielegalne inwigilowanie, muszą uzyskać na to zgodę właściwego sądu. A skuteczność w uzyskiwaniu takiej zgody mają niemal stuprocentową, co wydaje się co najmniej zastanawiające, a na pewno dosyć tajemnicze. Trzeba przyznać, że chyba ta speckomisja wreszcie do czegoś się przydała, bo we wtorek „Rzeczpospolita” przedstawiła, samokrytykę jednego z najbardziej dbających o praworządność sędziów – Igora Tulei, który wyznał, że sam prawdopodobnie wydał „zgodę na użycie Pegasusa, nie mając świadomości, jaki system będzie wykorzystywany przez służby”.

Nie wiemy, czy sędzia się przestraszył postawienia w jednym szeregu z tymi „zdeprawowanymi absolutnie”, jednak tłumaczył się ze swoich działań w sposób mało wyszukany: „Czuję się wykorzystany. Wykorzystany został też wymiar sprawiedliwości (…) trzeba też pamiętać, że sąd, rozpatrując wniosek o użycie kontroli operacyjnej, bazuje na skromnym materiale dostarczanym przez służby”.

Za taką oceną tej wypowiedzi przemawia to, że wydawanie zgody na inwigilację obywateli to rozstrzyganie w przedmiocie jednej z najważniejszych wolności gwarantowanych Konstytucją, dla ochrony których władza państwowa została ustanowiona. Czyż ci, którzy mają być inwigilowani, nie mają prawa wymagać, by sąd jednak się sprawą głębiej zainteresował i dokładnie ją zbadał?

Problem jest jednak szerszy, a dotyczy przecież też i materiałów, które funkcjonariusze zdobywają niekoniecznie zgodnie z prawem, a mimo to są włączane w poczet dowodów w prowadzonej sprawie. Wszak w tzw. aferze Pegasusa każdy zadaje sobie pytanie już nie o to, co dalej z ujawnioną inwigilacją, ale jaka jest skala tej nieujawnionej, nierzadko prowadzonej jako zwykłe czynności operacyjne, bez „rozgrzeszenia” sądu.

Amerykanie w tej materii mądrze rozwiązali ów problem. Dowód pozyskany nielegalnie nie może być dowodem w sądzie. Jest to owoc zatrutego drzewa, którego nie powinno się spożywać. W Polsce jest on bardzo smaczny, nie tylko dla organów ścigania, ale też i niezawisłego sądu. Wartym zatem odnotowania jest inicjatywa Naczelnej Rady Adwokackiej, która przedstawiła projekt krótkiej nowelizacji kodeksu postępowania karnego mający wreszcie wprowadzić sprawdzoną w prawie anglosaskim zasadę zakazu dowodzenia owocem zatrutego drzewa.

Pytanie, czy ów projekt zdobędzie atencję rządu lub Sejmu, a w konsekwencji zostanie uchwalony? Na razie jesteśmy na etapie przywracania praworządności. Ale pamiętajmy, że każda władza deprawuje…

Jacek Janas

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Jacek Janas
Jacek Janas
Z zawodu radca prawny. Z zamiłowania muzyk, kompozytor i myśliciel. Działacz społeczny, Prezes Zarządu Stowarzyszenia Brzozowski Ruch Konserwatywny i Członek Zarządu Stowarzyszenia Przedsiębiorców i Rolników SWOJAK. Fundator i ekspert Instytutu im. Romana Rybarskiego.

INNE Z TEJ KATEGORII

Sztuczna inteligencja w działaniu

Ostatnio coraz częściej mówi się o sztucznej inteligencji i to przeważnie w tonie nader optymistycznym – że rozwiąże ona, jeśli nawet nie wszystkie, to w każdym razie większość problemów, z którymi się borykamy. Tylko niektórzy zaczynają się martwić, co wtedy stanie się z ludźmi, bo skoro sztuczna inteligencja wszystko zrobi, to czy przypadkiem ludzie nie staną się zbędni?
5 MIN CZYTANIA

Można rywalizować z populistami w polityce, ale najlepiej po prostu ograniczyć rolę państwa

Możemy już przeczytać tegoroczny Indeks Autorytarnego Populizmu. Jest to dobrze napisany, pełen informacji raport. Umiejętnie identyfikuje problem, jaki mamy. Ale tu potrzeba więcej. Przede wszystkim takiego działania, które naprawdę rozwiązuje problemy, jakie dostrzegają wyborcy populistycznych partii.
4 MIN CZYTANIA

Urojony klimatyzm

Bardziej od ekologizmu preferuję słowo „klimatyzm”, bo lepiej oddaje sedno sprawy. No bo w końcu cały świat Zachodu, a w szczególności Unia Europejska, oficjalnie walczy o to, by klimat się nie zmieniał. Nie ma to nic wspólnego z ekologią czy tym bardziej ochroną środowiska. Chodzi o zwalczanie emisji dwutlenku węgla, gazu, dzięki któremu mamy zielono i dzięki któremu w ogóle możliwe jest życie na Ziemi w znanej nam formie.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Czasami i sceptycy mają rację

Wszystkie zjawiska, jakie obserwujemy w ramach gospodarki, są ze sobą połączone. Jak w jednym miejscu coś pchniemy, to w kilku innych wyleci. Problem z tym, że w przeciwieństwie do znanej metafory „naczyń połączonych”, w gospodarce skutki nie występują w tym samym czasie co przyczyna. I dlatego często nie ufamy niepopularnym prognozom.
5 MIN CZYTANIA

Samorządność wysłana na urlop przez centralę

Wróżby exit poll w momencie zamknięcia lokali wyborczych, konferencje prasowe i sztabowe przemówienia liderów największych sił politycznych, a od poniedziałku niemal niekończące się wypowiedzi w mediach, jak nie polityków to ekspertów na temat tego, która partia polityczna wygrała, mogą wzbudzić w obywatelach uzasadnione obawy, czy aby rzeczywiście brali udział w wyborach samorządowych. Ten dylemat implikuje kolejne pytanie: ile nam pozostało z tej samorządności?
5 MIN CZYTANIA

Geopolityczna doktryna Robin Hooda

Kreatywność polityków w tworzeniu wyjątków od twardych i ustalonych reguł, które w pocie czoła ustalali ich poprzednicy, dotyczy zawsze problemu pieniędzy. Trudno sobie wyobrazić, by ten proceder wyszedł poza nawias państwowy. W sytuacji kosztownej imprezy międzynarodowej, nie jest to tylko baśniowa perspektywa.
6 MIN CZYTANIA