Represyjna polityka prowadzi zawsze do ograniczenia ludzkiej wolności. Zadaniem państwa nie jest prowadzenie ludzi do świętości – pisze w najnowszym felietonie ks. Jacek Gniadek.

W Nowej Zelandii uchwalono najsurowsze prawo antynikotynowe, które uniemożliwi przyszłym pokoleniom Nowozelandczyków zakup papierosów. Zakaz ten będzie dotyczył wszystkich osób urodzonych po 1 stycznia 2009 r. i będzie obowiązywał przez całe życie, a grzywna za złamanie prawa sięgnie nawet 100 tys. euro.

– Ta ustawa przyspiesza postęp w kierunku przyszłości wolnej od dymu tytoniowego – uważa nowozelandzka wiceminister zdrowia Ayesha Verrall. Rząd ocenia, że tysiące ludzi będzie żyło dłużej i zdrowiej, a system opieki zdrowotnej będzie miał o 5 mld dolarów więcej, gdyż nie będzie leczył chorób będących skutkiem palenia tytoniu. Palenie tytoniu szkodzi, ale czy jest to dobry sposób na walkę z nikotynizmem?

Katechizm Kościoła Katolickiego naucza, że cnota umiarkowania uzdalnia do unikania wszelkiego rodzaju nadużyć dotyczących m.in. nikotyny (KKK 2290). Św. Paweł pisał: „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę” (1 Kor 6,12).

Jacob H. Hueber, autor książki „Libertarianism today”, zwraca uwagę, że przed I wojną światową w USA heroinę mogło kupić w aptece nawet dziecko. Była ona stosowana jako składnik syropów na bóle gardła lub kaszel i nikomu to wtedy nie przeszkadzało. W XIX w. aż 0,5 proc. Amerykanów stanowiły osoby uzależnione od narkotyków, ale narkomania nie była wtedy kojarzona z przemocą, śmiercią oraz przestępczością, jak to jest obecnie.

Problem pojawił się w XX w., a swój udział w tym miały rządy. Toczone wówczas wojny miały charakter totalitarny, a skala ofiar w ludziach była ogromna. Ponieważ na wojennym froncie trudno było o dobrą opiekę lekarską, stosowano preparaty na bazie opium. Pod koniec lat 30. ubiegłego stulecia opracowano amfetaminę, nazywaną „narkotykiem walki”, która trafiła do prawie każdej armii świata.

Dzisiaj rządy próbują walczyć z narkomanią, ale raporty komisji ds. walki z narkotykami pokazują, że represyjne strategie nie rozwiązują problemu oraz że wojna z narkotykami nie została wygrana. Interweniując bezpośrednio w konsumpcję narkotyków, rząd nie doprowadził do celów, które próbował za jej pomocą osiągnąć. Mamy za to państwo, które interweniuje w prywatność obywateli i kontroluje ich życie w najdrobniejszych szczegółach. Ludwig von Mises pyta retorycznie, czy opiekę rządu należałoby w takim wypadku ograniczyć wyłącznie do ochrony ciała, czy objąć nią na przykład umysły i dusze poprzez zakaz czytania nieodpowiednich książek?

Dlaczego w XIX w. nie było problemu narkomani? Czym ten wiek różnił się od naszych czasów? Czy ludzie byli inni? Nie, ale nie było państwowej służby zdrowia, państwowego systemu edukacji i zasiłków socjalnych. Ludzie sami sobie radzili, byli przedsiębiorczy i nie liczyli na pomoc państwa.

Podobnie będzie z antynikotynową polityką rządu w Nowej Zelandii. Represyjna polityka prowadzi zawsze do ograniczenia ludzkiej wolności. Zadaniem państwa nie jest wcale prowadzenie ludzi do świętości. Wiedział o tym św. Tomasz z Akwinu i nie wymagał, aby pułap etyczny możliwy do wyegzekwowania przez państwo był wyższy od tego, który poprzez swoje nauczanie oferuje Kościół.

Jacek Gniadek

Poprzedni artykułProf. Grosse: Korupcja w PE problemem systemowym
Następny artykułZUS będzie brał dotacje