Rzadko dopadają mnie emocje. Lecz przyznaję – trudno nad nimi zapanować, mając do czynienia ze sprawami takimi jak ta, gdy urzędnik niszczy nie tylko człowieka, ale też państwo – pisze w najnowszym felietonie Łukasz Warzecha.

Fot. PAP/Artur Reszko

Ileż to ja słyszałem narzekań, że polskie państwo nie jest przez Polaków traktowane jako własne. Że właściwie uznają je za swojego wroga. Narzekający na takie postawy zwykle uważają, że wina leży po stronie spustoszenia uczynionego przez komunę, po stronie wychowania, a wreszcie – właściwie po stronie wrednego charakteru danej osoby, która łączności z państwem nie czuje. Rzadko kiedy bierze się pod uwagę, że jakkolwiek wszystkie te czynniki mogą jakąś rolę odgrywać, to jednak może być też druga strona medalu: polskie państwo może po prostu cały czas zachowywać się w sposób, który obywateli od niego odrzuca i każe im traktować je właśnie jako wrogi twór. W gruncie rzeczy poniekąd okupacyjny.

Weźmy historię pana Sławomira, właściciela prowadzonego od 34 lat niewielkiego zakładu wulkanizacyjnego na Suwalszczyźnie. Znamy ją, ponieważ interweniował tam rzecznik małych i średnich przedsiębiorców Adam Abramowicz, przy okazji ją nagłaśniając.

Nie będę tutaj referował sprawy w detalach – można się z nią zapoznać na stronach rzecznika tutaj. Mówiąc najkrócej – przedsiębiorcę o zużyte opony do umocnienia brzegu stawu poprosiła lokalna fundacja. Ten opony im przekazał – niech mają drugie życie. Okazało się jednak, że nie mógł tego zrobić, bo firma, której opony przekazał, nie miała pozwolenia na „przetwarzanie odpadów”. Opony zostały więc przez firmę pana Sławomira zabrane i przekazane do utylizacji. Ale rok później pracownik Departamentu Ochrony Środowiska Podlaskiego Urzędu Marszałkowskiego nałożył 1 128 604 zł kary (plus odsetki) na pana Sławomira za rzekome składowanie odpadów na prywatnej działce znajdującej się w obszarze chronionym Wigierskiego Parku Narodowego. Sprawa ostatecznie trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

Czytając relację na stronie Biura Rzecznika MŚP rzuciła mi się w oczy jedna rzecz: napisano tam, że karę nałożył urzędnik – i tyle. Ale przecież ten urzędnik ma nazwisko. Pod tą skandaliczną i całkowicie pomijającą sens zastosowanego przepisu decyzją podpisała się konkretna osoba. Ktoś nieanonimowy przez swój konformizm, albo karierowiczostwo, albo kunktatorstwo, albo najzwyklejszą grzmiącą głupotę postanowił zniszczyć życie ciężko pracującemu od 34 lat przedsiębiorcy, który przecież już się z tego nie podniesie, jeśli WSA utrzyma wyrok w mocy. Choć moim zdaniem, jeśli tylko taka prawna możliwość istnieje, pan Sławomir powinien wydeptać wszystkie możliwe ścieżki, nie poddając się.

Rozumiem, że sam rzecznik MŚP nie może na swoich stronach piętnować konkretnego urzędnika. Ale mogą i powinni to zrobić dziennikarze zajmujący się tą sprawą. Bo szkody, które wyrządza taki, powiedzmy sobie wprost, urzędniczy pasożyt są niepowetowane i wykraczają daleko poza tragedię życiową jednego przedsiębiorcy i jego rodziny. To również upadek jego firmy, a zatem utrata pracy przez zatrudniane w niej osoby oraz pozbawienie fiskusa podatków wynikających z prowadzenia działalności gospodarczej przez zniszczonego przedsiębiorcę. Dodatkowo to konsekwencje dla wszystkich podobnych inicjatyw – każdy właściciel warsztatu oponiarskiego, który na tę historię trafił, zastanowi się teraz dziesięć razy, zanim odda zużyte opony komukolwiek na jakiś zbożny cel.

Lecz przede wszystkim to właśnie ugruntowanie przekonania, że państwo jest wrogiem – nie tylko przedsiębiorców, ale też po prostu obywateli. Że będzie chciało ich ukarać nawet wówczas, kiedy nie robią nic złego, a wręcz przeciwnie – próbują komuś pomóc, jakkolwiek mogą wówczas naruszyć literę prawa. Podkreślmy jednak: literę, a nie ducha, bo oprócz dosłownej interpretacji przepisów istnieją jeszcze inne, w tym celowościowa. Jeśli z niej skorzystać, jasne się stanie, że za działanie takie jak pana Sławomira kary absolutnie nie powinno się wymierzać. Zwłaszcza że sam przedsiębiorca zadbał, żeby przywrócić stan zgodny z prawem.

Rzadko dopadają mnie emocje. Lecz przyznaję – trudno nad nimi zapanować, mając do czynienia ze sprawami takimi jak ta, gdy urzędnik niszczy nie tylko człowieka, ale też państwo. A przecież nawet jeżeli pan Sławomir ostatecznie obroni się przed absurdalną karą, to urzędnik, który ją na niego nałożył – zgodnie z prawem – pozostanie całkowicie bezkarny i nadal będzie mógł bruździć innym. Skoro w jednej kwestii zachował się w taki sposób, to jest to zapewne wzorzec jego postępowania.  Utopił jednego przedsiębiorcę, więc utopi i następnego. Dla takich ludzi nie powinno być miejsca w administracji, ale zamiast tracić pracę, dostają nagrody i awanse. Zaś sprawa taka jak suwalskiego przedsiębiorcy staje się potem już tylko pozycją w statystykach „sukcesów” danego urzędu czy instytucji.

Łukasz Warzecha

Poprzedni artykułHiszpania podwaja podatki dla najbogatszych mieszkańców
Następny artykułFirmy obawiają się przerw w dostawach energii i gazu