Próba wybicia się na swoistą gospodarczą niepodległość w relacjach unijnej biurokracji z Państwem Środka wydaje się być z góry skazana na porażkę. Będzie to bardzo dużo kosztować, nie przynosząc oczekiwanych owoców. Oto podstawowe pięć powodów, dlaczego wymyślone przez Brukselę „konkurowanie” nie może się udać.

  1. Powód inwestycyjny

300 miliardów euro, jakie chce Unia zainwestować w krajach rozwijających się, wydaje się być kwotą dużą. Jednak nie w porównaniu z inwestycjami Chin. Z raportu Silk Road wynika, że wartość inwestycji realizowanych w różnych częściach świata w ramach chińskiego programu Pasa i Drogi (ang One Belt and Road lub BRI) przekroczyła już 4 bln dolarów. 1590 projektów o wartości 1,9 bln dolarów stanowiły bezpośrednie projekty BRI, podczas gdy 1574, o łącznej wartości 2,1 bln dolarów, zostały opisane jako „Projekty z udziałem Chin”. Do 2019 r. ukończono inwestycje trwałe (nie spekulacyjne!) o wartości co najmniej 519 mld dolarów.

W tym świetle nie ulega wątpliwości, że projekt inwestycyjny UE jest karłowaty, a także jest spóźniony. Unia Europejska wykosztuje się na tworzenie Funduszu Odbudowy, kreowanego nota bene przede wszystkim z drogich pożyczek międzynarodowych instytucji finansowych i nie wystarczy jej już sił na nic więcej.

  1. Powód cywilizacyjny

Unia Europejska jest sztucznym, wymuszonym tworem, w skład którego w większości wchodzą państwa, które okresy swojej historycznej świetności (najczęściej kolonialnej) mają już dawno za sobą. Chiny od wewnętrznych problemów oczywiście nie są wolne, ale UE to prawdziwy zbiór różnych kłopotów, na czele z długimi okresami stagnacji gospodarczej przerywanymi kryzysowymi wstrząsami. Pomimo wysiłków faktycznych oraz deklarowanych, Unii nie udało się zatrzeć podziału na bogatą północ i biedniejsze południe oraz na zamożny zachód i nadal wyraźnie uboższy wschód. Ma też problemy z zaspokojeniem własnych potrzeb infrastrukturalnych i rozwojowych, w tym ze stworzeniem własnej bazy produkcyjnej, więc trudno mówić o zaspakajaniu potrzeb innych krajów.

Widać też już, że zaraźliwy, ale jak się wydaje stosunkowo mniej groźny od poprzednich wariantów koronawirus Omicron, wywołuje paniczne i nieprzemyślane decyzje rządów o ponownym blokowaniu gospodarek i wbrew tradycjom demokratycznym Starego Kontynentu wykorzystywany jest do szykanowania własnych obywateli. Z tego nie może być nic dobrego. Kolejne wydatki obciążą budżety poszczególnych krajów oraz budżet unijny.

  1. Powód ustrojowy

Chiny to jednopartyjne, hierarchiczne państwo quasikomunistyczne, w których administracja, gdy już podejmuje działania, to robi to konsekwentnie, transparentnie, do końca  i bezwzględnie egzekwując centralne wydawane zarządzenia. Kiedy Chiny chcą, aby coś zostało zrobione, zostaje to szczegółowo i przy wsparciu najlepszych ekspertów zaplanowane, a zadanie „schodzi” w dół do faktycznej realizacji. Wszelka prywata oraz korupcja, które tak już naznaczyły kraje unijne, są tępione w zarodku. Państwo życzliwie, ale z ojcowską surowością współdziała przy realizacji projektów z sektorem prywatnym.

Natomiast Unia Europejska to biurokratyczny zlepek 26 różnych krajów, istniejący w ramach ponadnarodowej organizacji, który mozolnie stara się wypracowywać działania – nierzadko na zasadzie wymuszania szantażem konsensusu pośród swoich członków. Instytucje UE, takie jak Komisja Europejska i Parlament Europejski, próbują kierować i narzucać prawodawstwo, często najbardziej korzystne dla krajów ich najzamożniejszych reprezentantów, stwarzając tym szereg kosztownych paradoksów demotywujących raz jedne, raz inne kraje członkowskie do działania. Instytucje Unii Europejskiej zdają się istnieć „same dla siebie” –  jako sine cure „zasłużonych” polityków poszczególnych krajów. Tym w nikłym stopniu zależy na progresie, a w największym na trwaniu tego biurokratycznego tworu. Coraz częściej dostrzegają to obywatele krajów, którzy nie identyfikują się ze swoim unijnym przywództwem. Inaczej niż w Chinach, gdzie ludzie wspierają projekty partii tym silniej, im więcej dostrzegają pozytywnych efektów płynących z działań „nowych mandarynów”.

  1. Powód ekonomiczny

Unia Europejska nie jest „państwem” (całe szczęście) i już widać, że nie będzie nawet skutecznie działającą federacją, jeśli nawet kiedyś dojdzie do jej federalizacji (oby jednak nie doszło). Brakuje jej działań jako spójnego organizmu na arenie światowej. Koordynacja dużych międzynarodowych projektów finansowych, z grającym do własnej bramki korporacyjnym sektorem prywatnym, jest nieefektywna, a nawet iluzoryczna, a współpraca firm z finansującymi je bankami nacechowana jest przemocą kontraktową. Przy tym nikt tego realnie nie kontroluje. Unia nie ma narzędzi, jak KPCH, by „zmusić” firmy do inwestowania i do realizacji wspólnych celów.

  1. Powód geopolityczny

Ostatni z powodów jest nie mniej istotny. Największe kraje unijne, czyli te „pierwszej prędkości” – Francja, a przede wszystkim Niemcy, stoją w rozkroku pomiędzy koniecznością utrzymywania dobrych relacji gospodarczych z USA, a potrzebną im do współpracy Rosją (a także Chinami), która – jak się wydaje – jest już trwałym sojusznikiem Chin. Powoduje to geopolityczną „schizofrenię”, będącą dodatkowym hamulcem rozwojowym. Chiny nie mają tego rodzaju problemów.

Jak się więc wydaje, lepszą opcją dla Unii Europejskiej (a także poszczególnych krajów wchodzących w jej skład), byłoby wypracowanie jak najkorzystniejszego modelu współpracy z Chinami niż konkurowanie z nimi. Taka próba została już nawet stosunkowo niedawno podjęta, ale działania w tym kierunku zostały zamrożone.

Poprzedni artykułKNF zmniejszyła kary nałożone na GetBack
Następny artykułCzego biznes spodziewa się po 2022 roku?