fbpx
niedziela, 16 czerwca, 2024
Strona głównaFelietonPiłkarki mało zarabiają. I dobrze, bo tak chciał wolny rynek

Piłkarki mało zarabiają. I dobrze, bo tak chciał wolny rynek

O finale Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej Kobiet dowiedziałem się z Internetu. W niedzielę Google zaszczycił mnie swoją okolicznościową grafiką wyświetlaną na stronie startowej i to dzięki temu w ogóle powstał ten felieton. Również w niedzielę miał bowiem miejsce finał tej imprezy. Prawdopodobnie, gdyby nie reklamowa ingerencja wielkiej korporacji (ten wątek jeszcze wróci), żyłbym w nieświadomości, że tak wielkie sportowe wydarzenie przechodzi mi koło nosa.

Cóż, po prostu nie jestem targetem. Nie interesuję się piłką nożną, tym bardziej jej kobiecą wersją. Wiem jednak tyle, aby zrozumieć dzisiejszą zależność sportu i pieniędzy. Właściwie to docierały do mnie tylko wiadomości dotyczące wynagrodzeń piłkarek, jest to bowiem nie tylko tematyka sportowa, ale również ekonomiczna oraz filozoficzna. W dodatku podlana sosem woke, który choć może i niestrawny, to jednak dodaje pikanterii.

Niesamowicie wysokie zarobki sportowców to nie jest temat, który pojawił się niedawno. Jeszcze w wydanej po raz pierwszy w 1974 r. książce „Anarchia, państwo, utopia” Robert Nozick pisał o tym, dlaczego Wilt Chamberlain, ówczesny gwiazdor NBA, zarabia aż tak dużo – bo jak na tamte czasy zarabiał on gigantyczne pieniądze. Co podkreślał libertariański filozof, zarabiał uczciwie, bo dzięki dobrowolnym interakcjom. Polegały one na tym, że zwyczajnie wielu ludzi chciało oglądać wyczyny mierzącego 216 centymetrów i ważącego 125 kilogramów atlety, który przedefiniował grę także w kwestii profitów, jakie mogą z niej wypływać. Był pierwszym graczem w lidze, który zarobił podczas jednego roku ponad 100 tys. dolarów. Dziś ta kwota nie robi wrażenia, ale dzisiaj, po pierwsze, dolar jest mniej wart niż w latach kariery Chamberlaina, której większość przypadła na czasy przed zniesieniem wymienialności dolara na złoto, której dopuścił się Nixon, po drugie, Chamberlain był aktywny sportowo, kiedy kontrakty reklamowe nie były jeszcze tak lukratywne. Jego zarobki były uzależnione od wielkości publiczności, jaką był w stanie przyciągnąć na mecz. Śmiało można jednak uznać zyski płynące z udzielania licencji na swój wizerunek jako pochodną popularności zdobytej na boisku, macie czy korcie. Ostatecznie nieznany i niepopularny sportowiec to żadne lub niewielkie reklamowe aktywo.

Chamberlaina i Nozicka wiele dzieli od dzisiejszych piłkarek i dzisiejszych filozofów i nie powiedziałbym, że mamy tu do czynienia z postępem, jakim powinniśmy się chwalić. Żenujące w swej istocie spory o to, dlaczego piłkarki zarabiają mniej od tamtejszych piłkarzy, biorą się wyłącznie z niezrozumienia istoty dobrowolnej wymiany. Mniej widzów (i już tym bardziej widzek) przyciągają choćby i pełne sportowego ducha i poświęcenia mecze kobiet niż mężczyzn. Receptą na większe zarobki piłkarek nie powinny być pieniądze pochodzące z parytetu i przyznawane im w imię równości, moim zdaniem mechanicznie rozumianą, a przez to błędnie. Tak stało się w USA, gdzie amerykańskie piłkarki generują większe przychody niż piłkarze i zawarta pomiędzy nimi a amerykańskim związkiem piłkarskim ugoda opiera się w dużej mierze właśnie o to – o udział w wypracowywanych przez siebie zyskach. To jednak sytuacja amerykańska, gdzie zyski męskiej reprezentacji wcale nie były wysokie, bo i piłka nożna nie jest tam szczególnie popularna. Nie wiem, co by się musiało stać, aby powtórzyła się ona w krajach przesiąkniętych futbolem – w Brazylii, Anglii czy Argentynie. Albo choćby i w Polsce.

Wątek korporacyjny. Jakimś wyrównywaczem zarobków mogą być właśnie kontrakty reklamowe. Korporacje niekoniecznie bowiem będą się kierować zyskiem ekonomicznym w krótszym okresie, wizerunek jest niejednokrotnie dla nich równie ważny, nawet ważniejszy, bo w dobie sprzedawania skojarzeń i brandów – a coraz mniej produktów i usług, które je niosą – właśnie dlatego może się wielu z nim opłacać dotowanie niedochodowych przedsięwzięć. Takich jak póki co w większości krajów niszowej piłki nożnej kobiet. Te pieniądze w skali biznesu wcale nie muszą być duże, więc – co pokazała już historia – porzekadło „Go woke – get broke” niekoniecznie będzie się musiało ponownie zmaterializować. Tyle że korporacje coraz bardziej przypominają państwa, a coraz mniej firmy. Ich mecenat to forma promocji kultury i jakiegoś zestawu poglądów. Mój pogląd wiążący płacę z przyniesionym do firmy dochodem, nie mieści się w korporacyjnej logice.

Marcin Chmielowski

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Marcin Chmielowski
Marcin Chmielowski
Politolog, doktor filozofii, autor książek, scenarzysta filmów dokumentalnych.

INNE Z TEJ KATEGORII

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Legia jest dobra na wszystko!

No to mamy chyba „początek początku”. Dotychczas tylko się mówiło o wysłaniu wojsk NATO na Ukrainę, ale teraz Francja uderzyła – jak mówi poeta – „w czynów stal”, to znaczy wysłała do Doniecka 100 żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Muszę się pochwalić, że najwyraźniej prezydent Macron jakimści sposobem słucha moich życzliwych rad, bo nie dalej, jak kilka miesięcy temu, w nagraniu dla portalu „Niezależny Lublin”, dokładnie to mu doradzałem – żeby mianowicie, skoro nie może już wytrzymać, wysłał na Ukrainę kontyngent Legii Cudzoziemskiej.
5 MIN CZYTANIA

Rozzłościć się na śmierć

Nie spędziłem majówki przed komputerem i w Internecie. Ale po powrocie do codzienności tym bardziej widzę, że Internet stał się miejscem, gdzie po prostu nie można odpocząć.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Rozzłościć się na śmierć

Nie spędziłem majówki przed komputerem i w Internecie. Ale po powrocie do codzienności tym bardziej widzę, że Internet stał się miejscem, gdzie po prostu nie można odpocząć.
6 MIN CZYTANIA

Pluszowy krzyż polskich liberałów i libertarian

Rozmowa z innym pozwala docenić to, co mamy. Szczególnie wtedy, kiedy ten inny jest tak naprawdę bardzo do nas podobny. Na przykład jest libertarianinem z Białorusi.
5 MIN CZYTANIA

Można rywalizować z populistami w polityce, ale najlepiej po prostu ograniczyć rolę państwa

Możemy już przeczytać tegoroczny Indeks Autorytarnego Populizmu. Jest to dobrze napisany, pełen informacji raport. Umiejętnie identyfikuje problem, jaki mamy. Ale tu potrzeba więcej. Przede wszystkim takiego działania, które naprawdę rozwiązuje problemy, jakie dostrzegają wyborcy populistycznych partii.
4 MIN CZYTANIA