Wotum zaufania lub nieufności dla premiera i rządu składa się w Sejmie zwykle w dwóch wypadkach: niepewności trwania urzędującego własnego gabinetu, aby potwierdzić jego trwanie; bądź woli odwołania go, gdy ma się już zebraną większość do obalenia rządu. Dzisiaj krok rządzących nie był podyktowany żadną z tych przesłanek.
Dlatego tak bardzo zaskoczył opozycję.

Z informacji portalu fpg24.pl wynika, że właśnie o to miało chodzić. A głównie o to, by opozycję chwilowo pogubić. Przynajmniej na kilka dni. Dni, w których nie będzie się mówić w mediach o wzroście notowań Rafała Trzaskowskiego, ale co innego zajmie przekaz. I to się najwyraźniej udało.

– Ostatnio prezydent mówił 8 minut o sukcesach rządów Zjednoczonej Prawicy, o planach dotyczących wielkich inwestycji. A potem relacji z tego było 10-30 sekund w programach – tłumaczył nam jeden z członków sztabu wyborczego urzędującego prezydenta.

Stąd postanowiono zagrać va banque. Sztabowcom potrzebne było „nowe otwarcie”. Jak powiedzieli nam – „potrząśnięcie” i opinią publiczną, i posłami PiS. Ci bowiem, jak się mówi, niewiele robią dla kampanii swojego prezydenta w terenie. Jakby nie zrozumieli, że reelekcja Andrzeja Dudy to jedyna szansa na trwanie rządów. Jak już pisaliśmy, prezes Jarosław Kaczyński mocno ich upomniał podczas posiedzenia Komitetu Wykonawczego PiS i ostrzegł, że jeśli Andrzej Duda nie wygra wyborów prezydenckich, nie da się rządzić dalej. Sam Kaczyński mówił o tym, że w wypadku przegranej Dudy zostanie mu tylko podanie rządu do dymisji, a potem nowe wybory parlamentarne. Prawdziwe podanie rządu do dymisji, a nie zabawa, jaka miała miejsce dzisiaj.