O zmianach w polskim systemie podatkowym trzeba dyskutować. Co więcej, potrzebne są konkretne działania wymagające odwagi i dalekosiężnego myślenia. Nie można jednak iść na skróty, a właśnie taką drogę proponują zwolennicy podatku obrotowego.

Ich narracja jest mniej więcej następująca: „podatek obrotowy jest lepszy od dochodowego dlatego, że jest prosty. Nie ma w nim ulg, zwolnień, przeciągania liny ze skarbówką odnośnie do kosztów uzyskania przychodu itp.” To, wydawać by się mogło powinno skończyć dyskusję. Danina pobierana od obrotu to wybawienie od gmatwaniny przepisów związanych z ustalaniem podstawy opodatkowania. Banalne, czyż nie?

Tymczasem podatek obrotowy ma wiele wad, które mogłyby zaszkodzić szczególnie takiej gospodarce jak nasza.
Nie jest on wrażliwy na nakłady, jakie firma ponosi na rozwój, nie można w jego konstrukcję wbudować zachęt inwestycyjnych, tak aby nie utracił on swojej istoty. Dodatkowo ma on charakter narastający. Im dłuższy łańcuch połączeń prowadzący do ostatecznego klienta, tym wyższa cena towaru, to zaś powodować może poważne problemy dla mniejszych firm, z których usług lub dostaw korzystają większe podmioty. Te drugie po prostu będą chciały, aby owa produkcja lub dostawa miała charakter in-house. Mniejsze zatem stracą klientów i wielu przypadkach rację bytu. Nie mówiąc już o negatywnym wpływie takiego rozwiązania na nasz eksport.

Podatek obrotowy ponadto jest zwyczajnie niesprawiedliwy. Przecież różne branże mają różną rentowność. Inaczej to wygląda np. w przypadku firmy świadczącej usługi IT, a inaczej u przedsiębiorstwa produkcyjnego działającego w przemyśle.
A wspomnieć trzeba też i o tym, że przecież niektóre podmioty mają stratę mimo znacznych przychodów. Nawet wówczas musiałby uiścić daninę zupełnie niezwiązaną z ich faktyczną sytuacją finansową. Oczywiście można na to machnąć ręką i powiedzieć, że jak przedsiębiorca nie ma zysku, a w związku z tym środków na zapłatę zobowiązania, to jego problem. Tyle, że takie podejście ma niewiele wspólnego z elementarnymi zasadami podatkowymi, w tym ochrony źródeł podatku.

Aby wyeliminować przynajmniej część z wyżej wymienionych wad, trzeba by wprowadzić rozwiązania znane np. z CIT, a przecież nie o to chodzi.
Podatek przychodowy w czystej formie mógłby być katastrofą dla polskiej gospodarki. Należy o tym mówić jasno i wyraźnie. Można natomiast zastanowić się nad tym, czy aby nie wprowadzić rozwiązań, wedle których firmy mogły samodzielnie wybierać jaka forma opodatkowania bardziej im pasuje.
Czy chcą płacić CIT, czy opłacać podatek ryczałtowy od przychodów ewidencjonowanych (de facto podatek przychodowy). Ten drugi należy tak zreformować, aby był dostępny dla jak najszerszego grona podmiotów (w tym spółek kapitałowych), z zachowaniem jednak możliwości płacenia daniny od dochodu. I to jest rozwiązanie, które warto poważnie przemyśleć i dopracować.