Spółka komandytowa to kolejna spółka osobowa, która zostanie objęta „dobrodziejstwem” podatku dochodowego. Projektowana zmiana dotycząca sp.k pozwala znacznie ograniczyć lub nawet wyeliminować efektywne opodatkowanie wspólników. Widać, że Ministerstwo Finansów dąży do tego, aby zasięg CIT był możliwie szeroki. Wcześniej do grona podatników CIT zaliczono spółki komandytowo-akcyjne. W rezultacie podmiotów efektywnie podwójnie opodatkowanych będzie coraz więcej.

Fot. Pixabay

To zła wiadomość, bo podwójne opodatkowanie w zasadzie z definicji jest niesprawiedliwe. Płacić trzeba bowiem dwukrotnie za to samo – raz na poziomie spółki, drugi raz na poziomie wspólnika. A przecież robiąc zakupy, czulibyśmy się niekomfortowo, gdyby po odejściu od kasy trzeba było podejść do następnej i jeszcze raz uiścić kwotę widniejącą na paragonie.

Wydawało się, że odwrotem od tego schematu będzie estoński CIT, nad którym od jakiegoś czasu pracują ministerialni urzędnicy. Pomysł rozbudził nadzieje środowisk biznesowych. Zapowiadał bowiem inne podejście do opodatkowania przedsiębiorstw. I chociaż detale projektu budziły i w dalszym ciągu budzą obiekcje, coś drgnęło w dobrą stronę. Potem jednak opinię publiczną poinformowano o planach opodatkowania spółek komandytowych i czar prysł. A chciałoby się przecież zamiast tego powiedzieć: chwilo trwaj. Niestety, ta chwila nadziei minęła zbyt szybko.

Dodatkowo CIT będą musiały płacić spółki jawne, jeśli ich wspólnikami nie są wyłącznie osoby fizyczne. Pod warunkiem wszakże, że uzyskujący dochód z tych podmiotów wspólnicy nie są znani organom podatkowym.

CIT staje się zatem podatkiem coraz bardziej powszechnym. W zasadzie w ten czy inny sposób dotyczy on już nie tylko spółek kapitałowych, ale także większości spółek osobowych. Kto wie, może niebawem przyjdzie kolej także na spółki cywilne… To o tyle dziwne, że od pewnego czasu ze szczebla rządowego płynie przekaz zachęcający osoby prowadzące działalność gospodarczą, aby zakładały spółki. W ten sposób ogranicza się ryzyko osobiste prowadzenia biznesu, to zatem sposób, aby chronić własny majątek w razie niepowodzenia przedsiębiorstwa. Tyle że z tą ochroną majątku może być różnie, skoro podatek trzeba będzie zapłacić podwójnie.

Obecnie dokręcana jest śruba fiskalna, chociaż Ministerstwo Finansów nie chce tego przyznać. Nie chodzi tu jednak o semantykę czy inną formą politycznego marketingu, ale o fakty. A te mówią same za siebie. Przekaz w świat idzie taki, że fiskus szukać będzie pieniędzy tam, gdzie się da. Czy zatem powiedział już ostatnie słowo, czy może w planach są jeszcze jakieś inne daniny, nad których wprowadzeniem pracuje się w zaciszu gabinetów? Tego nie wiemy. Być może czekają nas jeszcze jakieś podatkowe niespodzianki.

W tych okolicznościach pozostaje mieć nadzieję, że estoński CIT i planowana ulga na robotyzację nie powtórzą losu wcześniejszych preferencji podatkowych adresowanych do przedsiębiorców. Były one tak napisane, że mało kto mógł się na nie załapać. Ich efekt dla gospodarki był zatem mizerny, więcej się słyszało o tym jak trudno z nich skorzystać niż o tym komu i jak pomogły. Pozostaje mieć nadzieję, że wyciągnięto z tego wnioski.