Choć jego nazwisko zapisano na tablicy upamiętniającej 886 emigrantów najbardziej zasłużonych dla USA, warto wiedzieć, że swoje nowatorskie pomysły walcowania najcieńszej blachy na świecie wdrażał na Śląsku. Miliony ludzi na całym świecie pije dziś napoje z puszek „made in Sendzimir”.

Tadeusz Sendzimir (fot. za: sendzimir.org.pl)

Tadeusz Sendzimir, a właściwie Sędzimir (bo tak pierwotnie brzmiało jego nazwisko) – urodził się 15 lipca 1894 r. we Lwowie, który w II Rzeczypospolitej stanie się mekką polskich uczonych i patriotów. Był synem urzędnika państwowego. Od dzieciństwa wykazywał zainteresowanie techniką i motoryzacją. Po ukończeniu IV gimnazjum klasycznego we Lwowie studiował na wydziale mechanicznym lwowskiej Szkoły Politechnicznej. Studiów nie ukończył na skutek wybuchu I wojny światowej. Lwów zajęli Rosjanie, a uczelnię zamknięto.

Kierunek Szanghaj

Chłopak podjął więc pracę jako mechanik w warsztatach samochodowych. Kiedy w czerwcu 1915 r. kontratakujące wojska austriackie zbliżały się do Lwowa, został ewakuowany do Kijowa. Czasy były niespokojne. Wojska carskie ponosiły bardzo duże straty w walkach z Państwami Centralnymi, które Imperium Rosyjskiemu zagroziły w jeszcze inny sposób – Niemcy „sprezentowały” Rosji „bolszewicki desant” w postaci wyekspediowanego ze Szwajcarii Lenina. Cała „impreza” sponsorowana była przez Niemców i miała na celu rozsadzenie Rosji od środka przez wybuch bolszewickiej rewolucji – co się niestety udało. Dla przedstawicieli starego, carskiego porządku nie było już w bolszewickiej Rosji miejsca, toteż Tadeusz postanowił z Kijowa uciekać najdalej, jak się da.

Uciekł do Szanghaju niezwykle długą drogą, bo aż przez Kraj Kwitnącej Wiśni. Na początku przedostał się Wielką Koleją Transsyberyjską do Władywostoku, a stamtąd statkiem do Japonii. Następnie wsiadł na statek do Szanghaju. Podróż była wyjątkowo niebezpieczna. Wojna domowa w Rosji między bolszewikami a „białymi” Rosjanami przybierała wiele niebezpiecznych odcieni, której ofiarami stawali się cywile. Był to doskonały pretekst do rabowania i mordowania tych, którzy mieli pieniądze – czyli przedstawicieli burżuazji, do których, w oczach rewolucjonistów, mógł zaliczać się Tadeusz Sendzimir. W tym czasie bandyci, pod sztandarami rewolucji, rabowali pociągi, którymi uciekało za granicę wielu Rosjan. Sendzimirowi udało się jednak przejechać ogromne syberyjskie przestrzenie cało i zdrowo.
Dlaczego wybrał Szanghaj? Od początku XX w. było to miasto, w którym żyło i zakładało fabryki wielu Europejczyków. No i nie dotarła tam wtedy jeszcze bolszewicka rewolucja. W Szanghaju można było mieszkać i pracować. Była tam też spora grupa Polaków, którzy okazali się bardzo pomocni w dalszych poczynaniach Sendzimira.

Fabryka śrub i drutu

Tadeusz, dzięki rodakom pracującym w Szanghaju, uzyskał w tamtejszym Banku Rosyjsko-Azjatyckim kredyt i w 1918 r. założył fabrykę śrub, gwoździ i drutu. Pomysł na biznes był bardzo dobry, gdyż zbyt zapewniała rosyjska kolej dalekowschodnia, która musiała działać – obojętnie, czy u władzy byli biali Rosjanie, czy bolszewicy. Fabryka Sendzimira początkowo odnotowała spory sukces. Zapotrzebowanie na metalowy asortyment był na tyle duży, że zatrudniała aż 150 osób.

Patent Sendzimira na ulepszony proces cynkowania (fot. za: historianadotyk.pl)

Polski uczony zauważył, że w wilgotnym chińskim klimacie wyroby metalowe narażone były na silną korozję, co skłoniło go do zajęcia się problemem ich zabezpieczania. Doszedł do przekonania, że głównym mankamentem stosowanej wówczas metody ocynkowywania blachy żelaznej jest uleganie ochronnej warstwy utlenianiu już w trakcie procesu cynkowania. Na skutek tego powłoka była nietrwała, łatwo się kruszyła i odpadała. Sendzimir zdał sobie wtedy sprawę, że proces cynkowania metalu należy prowadzić bez dostępu powietrza atmosferycznego oraz w sposób ciągły, na długich pasmach blachy, a nie arkuszach, w jakich ją wówczas wytwarzały walcownie. Zaczął więc przemyśliwać nad walcarkami nowego typu. Jak się okazało jego spostrzeżenie stało się impulsem do odkrycia metody walcowania blach, dzięki której zostanie w przyszłości „Edisonem metalurgii”.

Niemcy mówią: „Niemożliwe”

Nie mając możliwości skutecznej pracy nad swoimi pomysłami w Szanghaju, postanowił sprzedać fabrykę i wyruszyć do USA. Jego wyjazd przyspieszyła coraz gorsza opłacalność produkcji drutu i śrubek. Główny odbiorca jego produktów – Wielka Kolej Transsyberyjska – była pod bolszewickim zarządem i teraz to sowieckie zakłady produkowały wyroby metalowe.

Do Ameryki wyjechał w 1929 r., w czasie, w którym Stany Zjednoczone cieszyły się jeszcze gospodarczą prosperity. Polak studiował tam m.in. opisy patentowe pokrewnych procesów. Swoim pomysłem próbował zainteresować amerykańskich przemysłowców. Niestety – były to też początki Wielkiego Kryzysu, więc atmosfera nie sprzyjała inwestycjom, zwłaszcza tak nowatorskim. Tadeusz parł jednak za wszelką cenę do zrealizowania swojego pomysłu. W tym celu postanowił zainteresować nim Niemców, którzy w tym czasie przodowali technologicznie w świecie metalurgii. I tutaj ciekawostka – niemieccy eksperci z Zakładów Kruppa w Essen (z którymi Sendzimir nawiązał kontakt) orzekli, że wymyślona przez Polaka metoda rozwalcowywania blachy stalowej na zimno do niewyobrażalnej wówczas cienkości jest niemożliwa do zrealizowania. Zresztą walcarki, które miałyby się tego podjąć, jeszcze nie istniały – były jedynie w głowie Sendzimira.

Polak postanowił więc wrócić do kraju. Ale nie z pustymi rękami. Szczęśliwym trafem udało mu się znaleźć w Niemczech fachowców, którzy podjęli się zbudowania prototypu zaprojektowanej przez niego walcarki. Jak się okazało, dopiero w Polsce mógł urzeczywistnić swoje projekty.

Światowy rozgłos

Fot. za: historianadotyk.pl

Przysłowie mówi, że nieszczęścia chodzą parami, ale w przypadku Tadeusza Sendzimira możemy mówić, że to szczęście parami chadza. Okazało się, że to, co uznano za niemożliwe w USA i w Niemczech, można było zrealizować w Polsce, a konkretnie na niedawno odzyskanym Górnym Śląsku. Pierwszym szczęściem było to, że miał już prototyp. Drugim, iż udało się zainteresować nowatorską linią technologiczną polski przemysł. W 1933 r. postanowiła zaryzykować dyrekcja zakładów firmy Śląski Przemysł Cynkowy SA w Kostuchnie pod Katowicami. Tam Tadeusz Sendzimir stworzył pierwszą na świecie linię technologiczną ciągłego walcowania na zimno i ocynkowywania blachy stalowej wedle swej koncepcji. Wytwarzaną blachę cynkowaną można było poddawać dalszej obróbce (tłoczyć, wyginać) bez naruszania jej powłoki ochronnej.
Już w 1934 r. pokryto nową blachą dach krakowskich Sukiennic, a wkrótce potem dach kurii biskupiej w Wilnie. Rok później walcarkę Sendzimira zainstalowano również w Hucie „Pokój” w Nowym Bytomiu i o jakości wynalazku niech świadczy fakt, iż pracowała ona nieprzerwanie do… 1962 r.

1934 r. – Tadeusz Sendzimir uruchamia w Hucie „Pokój” swoją walcarkę (fot. za: hutapokoj.eu)

Blacha ocynkowana produkowana według metody Sendzimira zyskała przychylne opinie fachowców w kraju i za granicą. O wynalazcy z Polski zaczęło być głośno w branży metalurgicznej. Na Śląsk zaczęły spływać zamówienia z całego świata, czyniąc z wynalazcy człowieka zamożnego.

Wykorzystując ogromne zainteresowanie swoim pomysłem, Sendzimir postanowił przenieść się w 1935 r. do Francji. Zamieszkał w Paryżu, jego walcarki pracowały w stalowniach w wielu krajach, a wynalazcę światowe media zaczęły nazywać „Edisonem metalurgii”. Wiosną 1939 r. znów wyjechał do USA (tam zmienił pisownię swojego nazwiska na Sendzimir).

120 patentów

Można powiedzieć, że polski wynalazca uczestnicząc w produkcji na potrzeby wojenne (m.in. tworząc nowatorską walcarkę Z do stali krzemowej, która została uruchomiona w 1942 r.) miał też swój wkład w zwycięstwo w II wojnie światowej.

Od 1945 r. Tadeusz Sendzimir prowadził już własną firmę po nazwą Armzen w Waterbury w stanie Connecticut. Amerykańskie obywatelstwo otrzymał w 1946 r. Jego pomysłowość wynalazcza nie ograniczała się jedynie do stalownictwa. Uzyskał w sumie około 120 patentów (73 w USA) z najrozmaitszych dziedzin. Był wielokrotnie nagradzany i wyróżniany. Największą wagę spośród wyróżnień mają: złoty medal im. Bessemera nadany mu w 1965 r. przez Brytyjski Instytut Żelaza i Stali oraz złoty medal im. Brinella nadany w 1974 r. przez Królewską Akademię Nauk Technicznych w Sztokholmie. W 1936 r. II Rzeczpospolita przyznała mu Złoty Krzyż Zasługi.
Zdobywszy uznanie i majątek, wspierał finansowo wiele organizacji polonijnych w USA, zwłaszcza Fundację Kościuszkowską. Do końca życia pozostał dumny z bycia Polakiem. Zmarł w sędziwym wieku 95 lat (1 IX 1989 r.) w Jupiter na Florydzie. Został pochowany – w trumnie ze stali wyprodukowanej według jego technologii – w Waterbury, gdzie mieściła się siedziba jego zakładów.

Fot. ipn.gov.pl
Poprzedni artykułNowe technologie coraz bardziej ułatwiają życie [WYWIAD]
Następny artykułŚwiadczenia wzrosną o rekordowe kwoty. Czy emeryci będą zadowoleni?