Przypatrując się wprowadzonemu przez Polski Ład systemowi nowych ulg i odliczeń trudno nie odnieść wrażenia, że niekoniecznie ich wprowadzeniu przyświecały szczytne cele i troska o podatników. Pewne jest natomiast to, że większość firm jednoosobowych niewiele na tych ulgach zyskuje, ponosząc za to główny ciężar zmian w systemie podatkowo-składkowym.

Sala Posiedzeń w Sejmie - 2015 r./Wikipedia

Nie tak dawno Ministerstwo Finansów poinformowało o wykładni przepisów dotyczących rozliczenia ulgi dla rodzin z czwórką dzieci. Wynika z niej, że niezależnie od tego, w którym miesiącu urodzi się dziecko, ulga będzie przysługiwać rodzicom przez cały rok. Ulga na czwórkę dzieci wprowadzono zastała w ramach tzw. Polskiego Ładu. Jest niezwykle korzystna, pozwala bowiem na odliczenie od dochodu kwoty 85 528 zł przez każdego z rodziców, co w przypadku dwójki rodziców oznacza aż 171 056 zł bez podatku. I to niezależnie od tego, że uwzględnią oni także wyższą niż przed rokiem kwotę wolną, która wynosi obecnie 30 tys. zł rocznie. W konsekwencji rodzic, rozliczający się według skali podatkowej, nie będzie płacić PIT przy kwocie do 115 528 zł, a przy wspólnym rozliczeniu małżonków kwota bez PIT wyniesie 231 056 zł.

Nie bez znaczenia jest fakt, że ta akurat ulga została dorzucona do Polskiego Ładu niemal na samej końcówce prac nad tymi przepisami. Pierwotne założenia jej nie przewidywały. Ostatecznie jednak została ona uchwalona i obowiązuje od 1 stycznia 2022 r. uzupełniając i tak bogaty już katalog ulg i odliczeń dla rodzin posiadających dzieci.

Zupełnie przypadkiem tak się składa, że posiadaczem czwórki dzieci jest m.in. premier Morawiecki, którego obecne wynagrodzenie jako premiera RP wynosi ok. 20,5 tys. zł miesięcznie (po ostatniej podwyżce), czyli 246 tys. zł rocznie. Mimo zatem, że zgodnie z założeniami Polskiego Ładu premier znajduje się w grupie zaliczonej do „bogatych podatników” (zgodnie z zapowiedziami rządzących na Polskim Ładzie mieli nie tracić wyłącznie podatnicy zarabiający do ok. 12,8 tys. zł), to na zmianach raczej nie stracił. No ale tak to już jest, że politycy rzadko tracą na wprowadzanych przez siebie zmianach. Szczególnie że nowe odliczenia dla rodzin wielodzietnych wcale nie pozbawiają ich prawa do obowiązującej już od dawna ulgi na dzieci. Co w praktyce oznacza, że większość rodzin wielodzietnych w ogóle przestanie płacić podatek dochodowy. A to już poważny wyłom w zasadzie powszechności opodatkowania. Nie jedyny zresztą.

Można by oczywiście powiedzieć, że takie finansowe wsparcie dla rodzin wielodzietnych to ruch jak najbardziej uzasadniony. Z drugiej jednak strony, ta – z pewnością przypadkowa – zbieżność z sytuacją premiera, może jednak dawać do myślenia i każe poważnie zastanowić się nad tym, dla kogo tak naprawdę uchwalane są nowe ulgi. Szczególnie że do grona szczęśliwych posiadaczy licznego potomstwa zalicza się w obozie rządzącym nie tylko premier.

To zresztą nie jedyny taki przykład. Drugim jest np. opisana już dość szeroko „ulga na pałacyk” (nazywana też „pałacyk plus”). Ta z kolei pozwala na odliczenie od postawy opodatkowania 50 proc. kwoty wydatków poniesionych na wpłaty na fundusz remontowy oraz na prace konserwatorskie, restauratorskie i roboty budowlane dotyczące zabytku nieruchomego (wpisanego do rejestru zabytków albo znajdującego się w ewidencji zabytków) lub wydatku na nabycie zabytku nieruchomego wpisanego do rejestru zabytków (nie więcej niż kwota odpowiadająca iloczynowi 500 zł i liczby metrów kwadratowych jego powierzchni użytkowej). Limit odliczenia na wszystkie inwestycje podatnika z tego tytułu nie może przekroczyć 500 000 zł.

Zabytki nieruchome to dzieła architektury i budownictwa, dzieła budownictwa obronnego, obiekty techniki, a zwłaszcza kopalnie, huty, elektrownie i inne zakłady przemysłowe. Zatem z ulgi skorzystać mogą nie tylko właściciele lub współwłaściciele „pałacyków”, ale także posiadacze chociażby dworków czy kamienic wpisanych do rejestru zabytków lub znajdujących się w ewidencji zabytków.

Szczodrobliwość państwa w tym zakresie wydaje się co najmniej zastanawiająca, szczególnie gdy zestawić ją z niektórymi głośnymi medialnie inwestycjami osób powiązanych z obozem władzy, a także skalą wzrostu obciążeń dla zwykłych, małych przedsiębiorców, których na takie inwestycje stać raczej nie będzie.

Warto też zauważyć, że mimo iż Polski Ład wprowadzano pod hasłem, że bogatsi podatnicy będą płacili więcej po to, by biedniejsi mogli płacić mniejsze podatki i żeby skala obciążeń podatkowych była bardziej sprawiedliwa – to wcale w praktyce tak nie jest. Polski Ład wyjątkowo łagodnie obszedł się bowiem z dużymi firmami. Co prawda wprowadzono tzw. minimalny CIT, ale już na wstępie przewidziano, że ta akurat danina nie obejmie dochodów kapitałowych a także instytucji finansowych.

Również większość nowych ulg, takich jak ulgi na ekspansję, robotyzację czy ulga sponsoringowa, prawdziwe korzyści mogą przynieść tylko dużym przedsiębiorstwom. Nie są to raczej ulgi dla małych firm czy działalności jednoosobowych, które ponoszą największy koszt wzrostu obciążeń w związku z Polskim Ładem. Wszystko to zmusza nas do postawienia sobie pytania, czy Polski Ład faktycznie uczynił system podatkowy bardziej sprawiedliwym. Moim zdaniem jest to wysoce wątpliwe. Wydaje się raczej, że podzielił on polskich podatników na tych, którym w nowym systemie ma być dobrze (i nie dotyczy to raczej najbiedniejszych podatników, którzy tak naprawdę nie zyskali na zmianach zbyt wiele, nawet jeśli są to dla nich kwoty znaczące) i tych, którzy mają za to zapłacić i których poziom życia z pewnością znacząco się obniży. Tym bardziej że wyższym podatkom (składce zdrowotnej) towarzyszy także wysoka inflacja oraz coraz wyższe stopy procentowe, które skutecznie drenują portfele tzw. klasy średniej. A rynkowe reguły są niestety takie, że dużo łatwiej wywalczyć podwyżkę przy umowie o pracę, niż podnieść cenę świadczonych przez osoby samozatrudnione usług.

Poprzedni artykułPutina trzeba udusić sankcjami
Następny artykułProf. Konrad Raczkowski: zawiesić Polski Ład na rok [WYWIAD]