fbpx
czwartek, 25 kwietnia, 2024
Strona głównaFelietonPolitycy szkodzą? Sami ich wybraliśmy!

Politycy szkodzą? Sami ich wybraliśmy!

Politycy cały czas nas oszukują, okłamują i okradają. Układają nam świat według własnego widzimisię, na naszą szkodę. Logika podpowiada, że politykom i urzędnikom należałoby odebrać wpływ na najważniejsze dziedziny życia gospodarczego i społecznego, a tymczasem Polacy chcą państwowej służby zdrowia czy państwowej edukacji.

Baza Danych o Produktach i Opakowaniach oraz o Gospodarce Odpadami to jeden z najbardziej absurdalnych systemów, jakie wymyślili polscy urzędnicy. Na podstawie regulacji Unii Europejskiej firmy są zmuszone najpierw do wpisania się do rejestru (system jest tak skomplikowany, że księgowi nie umieją tego wypełniać, a nawet nie są świadomi, w jakich sytuacjach firma powinna do niego być wpisana), a następnie do sporządzania corocznych raportów na temat wykorzystanych opakowań w roku poprzednim. Trzeba się dokładnie wyspowiadać, ile zużyło się kartonów i papieru, szkła, plastiku itd.

Dotyczy to nawet małych, jednoosobowych działalności gospodarczych, które kupiły na przykład kilka kartonów czy foliówek. W zeznaniu, w którym liczby podaje się w tonach, może to być więc na przykład 0,003 tony czy 0,0002 tony. Zeznanie można złożyć wyłącznie w formie elektronicznej online po zalogowaniu się np. poprzez swój bank.

Niestety formularz jest tak skomplikowany i rozbudowany, że nawet jeśli się go uzupełnia po raz trzeci, to nie wiadomo, co i gdzie wpisać. W celu „ułatwienia” urzędnicy przygotowali nawet specjalny kalkulator opłat w Excelu. Konieczne jest więc wydzwanianie na ogólnopolską infolinię i do urzędników właściwego urzędu marszałkowskiego, który te wszystkie sprawozdania zbiera. Na końcu wychodzi jakaś mniejsza lub większa opłata. Do tego trzeba zapłacić 2 proc. od wartości faktur za kupione opakowania na edukację śmieciową.

Ale to nie wszystko

Po ustaleniu tej kary finansowej można błagać urzędasów, by tej opłaty nie trzeba było płacić. No więc trzeba wypełnić kolejny skomplikowany formularz, zzipować go, następnie opatrzyć w podpis elektroniczny i wysłać jako załącznik wraz z głównym sprawozdaniem. Nie wiadomo, dlaczego tego wszystkiego nie można wysłać listownie ani nie można przyjść do urzędu, by wypełnić wnioski na miejscu przy pomocy urzędnika. Po tak wykonanej ciężkiej i nikomu niepotrzebnej robocie, zamiast której można było normalnie popracować, szukać klientów czy wyjść na spacer do parku z psem, litościwa władza daje… dotację. Tak! Umorzenie tej opłaty nazywa się dotacją.

Aha, jeszcze w formularzu trzeba się wyspowiadać, czy w poprzednich latach z tej dotacji się korzystało i w jakiej wysokości. Ale któż by pamiętał, jakie to były „dotacje” w poprzednim roku?

A za brak wpisu lub złożonego wniosku o wpis do BDO i prowadzenie działalności bez wymaganego wpisu zagrożone jest administracyjną karą finansową dla firmy, która może wynieść nawet – uwaga – milion złotych! I nie ma od niej odwołania! Do tego jest jeszcze jednorazowa opłata rejestracyjna w BDO oraz coroczna opłata (100 lub 300 zł), na które już nie ma „dotacji”, a za ich brak grozi wyrejestrowanie z systemu i również ta milionowa kara. Rozumiem, że takie opłaty powinny ponosić duże podmioty, które tworzą wielkie ilości odpadów, ale po co mają się spowiadać z tego – tracąc czas i niepotrzebnie generując koszty – małe firemki, które nie mają nawet zasobów na realizowanie tego absurdalnego obowiązku.

Nie wiadomo, czy te pieniądze (opłata i dotacja jako zapłata za nią) są przerzucane z jednej kieszeni urzędniczej do drugiej kieszeni urzędniczej, a jeśli tak to po co. Czy to jest tylko fikcja i przerzucane są tylko cyferki w systemach elektronicznych urzędów? Czy też nic nie jest przerzucane? Tylko mający nierówno pod sufitem urzędnik mógł wymyślić taki system. To są wariaci. Takich ludzi powinno się izolować od reszty społeczeństwa, bo potrafią tylko szkodzić. Tak samo jak eurokraci, którzy wymyślili ESG czy Europejski Zielony Ład. Co ciekawe, remonty domów w ramach Europejskiego Zielonego Ładu to nie jest nic nowego. Niemcy już wcześniej mieli podobne pomysły i ciągotki, które wdrażali w życie. Na przykład w 1862 r. w Prusach wprowadzono całkowity zakaz wznoszenia drewnianych chałup. Można było budować tylko z cegły.

Nawet niektórzy urzędnicy widzą absurd tych przepisów, ale mówią, że to nie oni wymyślili, tylko ministerstwo klimatu. Ale gdyby mieli nieco więcej oleju w głowie i więcej własnej godności, to skoro się z tym nie zgadzają, to by się zwolnili z takiej pracy, a nie swoją pracą de facto firmowali absurdalne przepisy i w ten sposób wspierali reżim, które je wprowadził. Gdyby nikt nie chciał pracować na takim stanowisku, to by nie miał kto nakładać kar i mandatów. Ale urzędnicy zawsze się znajdą, tak jak kapo w obozach koncentracyjnych czy strażnicy miejscy, których zadaniem jest gnębienie i wyciąganie pieniędzy od współobywateli.

Decydują o życiu i śmierci

Zresztą absurdalne kary finansowe to nie tylko BDO. Kary i mandaty czyhają na nas na każdym kroku. A to za przechodzenie przez drogę w miejscu niedozwolonym, a to za przechodzenie przez tory kolejowe, a to za brak świadectwa energetycznego budynku, a to za brak skrzynki pocztowej (do 10 tys. zł!), a to za brak przeprowadzenia kontroli kotła gazowego czy węglowego. Karę można też dostać za brak OC, nawet jeśli nie jest się właścicielem samochodu. Ile łapówek i komu dały koncerny ubezpieczeniowe, żeby został uchwalony taki absurdalny przepis? Bo to, że został uchwalony wyłącznie po to, żeby nikt się nie wywinął i nie ociągał w kupowaniu ubezpieczenia, to rzecz oczywista. Regulacje zarówno w Polsce, jak i w Unii Europejskiej czy w jej poprzedniku, czyli Trzeciej Rzeszy były wprowadzane z dwóch powodów. Po pierwsze, żeby ktoś na tym zarobił. Po drugie, żeby stworzyć możliwości korupcyjne.

Wszyscy wiemy, że politycy cały czas nas oszukują, okłamują i okradają podatkami i karami. Gnębili nas lockdownem i maseczkami. Na spółkę z usłużnymi urzędnikami i sędziami niszczą całą energetykę, by wypełniać absurdalne żądania Unii Europejskiej. Według planu PSE mocy będzie brakować już w przyszłym roku (1,4 GW), a w 2040 r. zabraknie aż 13,6 GW (pisałem o tym w artykule Przed nami gigantyczne braki prądu). Nie potrafią nawet sensownie zająć się wojskiem i przemysłem zbrojeniowym. Rozbroili armię, wysyłając sprzęt wojskowy sąsiedniemu państwu i niczym go nie uzupełnili. Państwowe spółki zbrojeniowe są w stanie agonalnym. Nie logika i zdrowy rozsądek, ale niedouczeni politycy i urzędnicy – w imię partykularnych i chwilowych interesów – decydują o naszym życiu i śmierci. Skąd w takim razie chęć wśród Polaków, by politycy zajmowali się tak istotnymi kwestiami, jak służba zdrowia czy też edukacja, co rzekomo mieliby robić dla naszego dobra? Logika podpowiada raczej, że politykom i urzędnikom należałoby odebrać najważniejsze dziedziny życia gospodarczego i społecznego.

Magdalena Biejat, wicemarszałek Senatu z Lewicy, nie potrafi wymienić państw sąsiadujących z Polską (przypomniała mi się wyjątkowo tępa koleżanka ze szkoły średniej, która na mapie politycznej Europy przez 10 minut nie umiała znaleźć Ukrainy). Marcin Józefaciuk, wytatuowany nauczyciel, który został posłem z PO, nie ma pojęcia, kto w Polsce sprawuje władzę ustawodawczą. Z kolei Paulina Hennig-Kloska, minister klimatu i środowiska, wiceszefowa partii Polska 2050, mówiła o „produkowaniu energii z prądu”. Tacy ludzie chcą nam układać świat. I układają! Tacy ludzie wciągnęli nas do Unii Europejskiej, potem zrobili nam lockdown z paszportami covidowymi, a teraz wciskają nam cały ten zamordystyczny klimatyzm, zielone łady, strefy czystego transportu, urojoną zeroemisyjność, coraz powszechniejszą inwigilację, paszporty dla budynków, samochodów, zwierząt, gleb itd. (zob.: Nowy eurokretynizm: paszport dla… gleb).

Ale sami jesteśmy sobie winni, bo sami ich wybraliśmy. Tak jak sami w referendum zgodziliśmy się na członkostwo w Unii Europejskiej, czego wkrótce wszyscy będą bardzo żałować. Nie tylko o tym piszę w mojej najnowszej książce „Dwadzieścia lat w Unii. Bilans członkostwa”.

Tomasz Cukiernik

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Tomasz Cukiernik
Tomasz Cukiernik
Z wykształcenia prawnik i ekonomista, z wykonywanego zawodu – publicysta i wydawca, a z zamiłowania – podróżnik. Ukończył Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego oraz studia podyplomowe w Akademii Ekonomicznej w Katowicach. Jest autorem książek: Prawicowa koncepcja państwa – doktryna i praktyka (2004) – II wydanie pt. Wolnorynkowa koncepcja państwa (2020), Dziesięć lat w Unii. Bilans członkostwa (2005), Socjalizm według Unii (2017), Witajcie w cyrku (2019), Na antypodach wolności (2020), Michalkiewicz. Biografia (2021) oraz współautorem biografii Korwin. Ojciec polskich wolnościowców (2023) i 15 tomów podróżniczej serii Przez Świat. Aktualnie na stałe współpracuje m.in. z miesięcznikiem „Forum Polskiej Gospodarki” (i z serwisem FPG24.PL) oraz tygodnikiem „Do Rzeczy”.

INNE Z TEJ KATEGORII

Sztuczna inteligencja w działaniu

Ostatnio coraz częściej mówi się o sztucznej inteligencji i to przeważnie w tonie nader optymistycznym – że rozwiąże ona, jeśli nawet nie wszystkie, to w każdym razie większość problemów, z którymi się borykamy. Tylko niektórzy zaczynają się martwić, co wtedy stanie się z ludźmi, bo skoro sztuczna inteligencja wszystko zrobi, to czy przypadkiem ludzie nie staną się zbędni?
5 MIN CZYTANIA

Można rywalizować z populistami w polityce, ale najlepiej po prostu ograniczyć rolę państwa

Możemy już przeczytać tegoroczny Indeks Autorytarnego Populizmu. Jest to dobrze napisany, pełen informacji raport. Umiejętnie identyfikuje problem, jaki mamy. Ale tu potrzeba więcej. Przede wszystkim takiego działania, które naprawdę rozwiązuje problemy, jakie dostrzegają wyborcy populistycznych partii.
4 MIN CZYTANIA

Urojony klimatyzm

Bardziej od ekologizmu preferuję słowo „klimatyzm”, bo lepiej oddaje sedno sprawy. No bo w końcu cały świat Zachodu, a w szczególności Unia Europejska, oficjalnie walczy o to, by klimat się nie zmieniał. Nie ma to nic wspólnego z ekologią czy tym bardziej ochroną środowiska. Chodzi o zwalczanie emisji dwutlenku węgla, gazu, dzięki któremu mamy zielono i dzięki któremu w ogóle możliwe jest życie na Ziemi w znanej nam formie.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Urojony klimatyzm

Bardziej od ekologizmu preferuję słowo „klimatyzm”, bo lepiej oddaje sedno sprawy. No bo w końcu cały świat Zachodu, a w szczególności Unia Europejska, oficjalnie walczy o to, by klimat się nie zmieniał. Nie ma to nic wspólnego z ekologią czy tym bardziej ochroną środowiska. Chodzi o zwalczanie emisji dwutlenku węgla, gazu, dzięki któremu mamy zielono i dzięki któremu w ogóle możliwe jest życie na Ziemi w znanej nam formie.
6 MIN CZYTANIA

Etapy rozwoju Unii

Niektórzy zarzucają mi, że bez powodu nienawidzę Unii Europejskiej. Albo uważają, że nawet jeśli mam jakiś powód, to nie mam racji, bo przecież Unia jest taka wspaniała i chce wyłącznie naszego dobrobytu. To kompletna nieprawda.
5 MIN CZYTANIA

Sri Lanka nie tylko tuk tukiem

Podczas targów książki w Łodzi, na których odbyła się prapremiera mojej najnowszej książki „Dwadzieścia lat w Unii. Bilans członkostwa”, jedna z czytelniczek napomknęła, że planuje wyjazd na Sri Lankę. Odpowiedziałem, że właśnie cały styczeń przebywałem w tym kraju i co nieco wiem o wyspie. Kobieta spytała mnie, czy da się tam przeżyć za 20 dolarów. Spytałem, czy ma na myśli jeden dzień, ale po jej minie wywnioskowałem, że chyba myślała o znacznie dłuższym okresie czasu. Stwierdziłem, że jeden dzień jedna osoba może jakoś przeżyć za tę kwotę, ale na pewno nie cała rodzina przez miesiąc.
7 MIN CZYTANIA