fbpx
wtorek, 18 czerwca, 2024
Strona głównaFelietonPolityczne ofiary na ołtarzach ludzkich tragedii

Polityczne ofiary na ołtarzach ludzkich tragedii

Jakoś zwykłym obywatelom, którym opatrzność pozwoliła raz na cztery lata oddać głos w wyborach powszechnych, zanim zaczną wyrażać pełne żalu i oburzenia świadectwa, z jednoczesnym żądaniem działania ze strony polityków, nie przyjdzie do głowy, że po prostu nieszczęścia się zdarzają, że wynikająca z natury wszechświata wadliwość sytemu pozwala na to, by raz na jakiś czas zdarzyło się coś niedobrego, co bynajmniej nie świadczy o potrzebie wprowadzenia jakichkolwiek reform.

Po części z racji zawodu, a po części ze zwykłej ciekawości śledzę inicjatywy ustawodawcze. Swego czasu, na łamach FPG24.pl, sporo pisałem na temat mechanizmu tworzenia prawa, a w zasadzie pobudek jego tworzenia. Ta chęć „przychylenia nieba” wyborcom, co niektórzy, zresztą słusznie, ubierają w zgrabny aforyzm: „rząd chce naszego dobra, a tak niewiele nam już go zostało”, powoduje nagły przypływ inwencji twórczej u naszych politycznych kierowników i ich klakierów. Zauważył to zresztą już bardzo dawno temu nieśmiertelny Nicolo Machiavelli, pisząc w „Księciu”, że:

Przeto przezorny książę powinien obmyśleć sposób, aby obywatele zawsze i w każdej okoliczności odczuwali potrzebę jego rządu, wtedy stale będą mu wierni.

W zasadzie niektórych z polityków nigdy byśmy nie podejrzewali o jakikolwiek przejaw konstruktywnego myślenia. I tutaj – jak zresztą dowodziłem – bylibyśmy nieraz srodze skonfundowani.

Nawet red. Stanisław Michalkiewicz w niedawnym felietonie na łamach tego szacownego medium wyraził pogląd, że wśród polityków pierwszej komuny (co też i obserwujemy u dzisiejszych z jeszcze większym natężeniem zresztą) górę wzięło przy tworzeniu prawa tzw. prawo Lityńskiego. Chodziło oczywiście o podchwytywanie przez rządzących jak najbardziej absurdalnych pomysłów wymyślanych przez Bóg wie kogo (czasem i opozycję) i wmontowywanie ich w porządek prawny. Dlatego Jan Lityński ostrzegał, by nie dawać władzy żadnych pomysłów, a już w ogóle co bardziej absurdalnych, nawet jeżeli owa absurdalność wynikała jedynie z chęci wyśmiewania członków komunistycznej ekipy rządzącej.

Teraz jest jedynie gorzej. Już każdy pretekst jest dobry, by wprowadzić nową ustawę lub zrobić szybką wrzutkę do innej, jak w przypadku „apteki dla aptekarza 2.0”, której antyrynkowego charakteru nie umiał wytłumaczyć podczas prac komisji nawet minister Waldemar Buda, coś tam bąkając o uszczelnieniu systemu. Systemu, który przecież uprzednio przykręcił śrubę sieciowym aptekom do granic możliwości. W sobotę z kolei, biegając po sklepie za sprawunkami, usłyszałem akurat podczas przymierzania marynarki, że znowu jakaś pijana matka doprowadziła do śmierci swojego dziecka. Oczywiście tą bezecną matkę włożono w antyprzemocową maszynkę do mięsa jeszcze przed wytrzeźwieniem. Zamarłem jednakże z przerażenia, zachodząc w głowę, jaki będzie teraz pomysł na upgrade antyprzemocowej maszynki do mięsa, bo na pewno znajdzie się polityk, który rzuci po raz tysięczny hasło, że śruba antyprzemocowa jest zbyt luźno przykręcona. Wszak tak się dzieje niemal za każdym razem, gdy serce niepocieszonych wyborców krwawi z powodu tragedii małego dziecka.

Jakoś tym zwykłym obywatelom, którym opatrzność pozwoliła raz na cztery lata oddać głos w wyborach powszechnych, zanim zaczną wyrażać pełne żalu i oburzenia świadectwa, z jednoczesnym żądaniem działania ze strony polityków, nie przyjdzie do głowy, że po prostu nieszczęścia się zdarzają, że wynikająca z natury wszechświata wadliwość sytemu pozwala na to, by raz na jakiś czas zdarzyło się coś niedobrego, co bynajmniej nie świadczy o potrzebie wprowadzenia jakichkolwiek reform.

Bywają jednakże tematy, na które określone grupy społeczne są szczególnie uczulone. Tak było przecież jeszcze niedawno, gdy znowu obudziły się „upadłe kobiety” na skutek tragicznej śmierci ciężarnej pani Doroty w szpitalu w Nowym Targu. A w tym tygodniu rozgorzeje znowu temat posiadania broni po strzelaninie i samobójstwie, do jakiego doszło w Poznaniu. Podobno motywem najpierw zabójstwa, a następnie samobójstwa mordercy była zazdrość o kobietę. Miłość wszak pisze często najtragiczniejsze scenariusze, a morderstwa z powodu nieodwzajemnionych uczuć w każdym społeczeństwie należą do stosunkowo częstych. Wreszcie znakomita część kinematografii czy literatury oparta jest na takim motywie. I nie piszę bynajmniej tego, by w jakikolwiek sposób uwłaczać powadze zaistniałej tragedii lub spłycać wymiar bólu po stracie tych osób w oczach ich bliskich. Piszę to, bowiem w tej tragicznej sytuacji pojawia się jeden wątek zapalny, który z pewnością wyjdzie poza ramy prokuratorskiego śledztwa i żałoby osób w niej pogrążonych. Jest to kwestia legalnego posiadania przez sprawcę broni, która została użyta do popełnienia tego przestępstwa.

Piszę te słowa bezpośrednio po wydarzeniu, sporo czasu przed opublikowaniem tego felietonu, jednakże czuję, że na nowo rozgorzeje co najmniej dyskusja w przedmiocie ograniczenia prawa do posiadania broni. Jest to, obok chociażby aborcji, kluczowy temat, który rozpala wyborczą wyobraźnię, zmusza polityków do różnego rodzaju deklaracji, a niektóre grupy społeczne – mam tu na myśli lewicę – pobudza do działania, niczym przysłowiowa płachta na byka.

Zakaz aborcji i prawo posiadania broni mają ten sam wspólny mianownik, którym jest wynikające z zasad cywilizacji zachodu naturalne, przyrodzone prawo każdej istoty ludzkiej. Obydwie kwestie są z taką samą zaciętością atakowane przez lewicę, która usiłuje wymóc na swoich politykach jak największe ograniczenia, a docelowo likwidację tych obywatelskich uprawnień.

Pomiędzy tymi dwiema kwestiami jest jednak drobna, ale niezwykle istotna różnica. O ile likwidacja zakazu aborcji, poza kwestiami ideologii, nie leży w szczególnym kręgu zainteresowania polityków, o tyle inaczej jest już z prawem do posiadania broni.

Broń jest wyznacznikiem wolności. W USA wagę tego substytutu wolności potwierdza konstytucja. Swego czasu Thomas Paine, jeden z ojców założycieli, uwięziony we Francji przez jakobinów zresztą, pisał: „Doskonałym przykładem najlepszego porozumienia politycznego między rządem, a obywatelami jest to, w którym rząd gwarantuje obywatelom prawa obywatelskie do posiadania broni palnej”. Widział zatem broń jako podstawę trwałości ustroju i siłę oddziaływania na władzę polityczną. I to politykom bardzo często doskwiera, szczególnie w czasach obecnych, gdzie możliwość wpływu na społeczeństwo celem podporządkowania jest ogromna, ale jeszcze nie całkowita. Broń w posiadaniu obywateli wszak może zmienić ciężar argumentacji, w sytuacji gdy władza dopuszcza się nadmiernego ucisku obywateli.

Oczywiście dopóki nie nadarzy się pretekst i rozczulona większość wyborców nie dojdzie do wniosku, że posiadanie broni można poświęcić na ołtarzu jednej tragedii lub kilku tragedii.

Jacek Janas

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Jacek Janas
Jacek Janas
Z zawodu radca prawny. Z zamiłowania muzyk, kompozytor i myśliciel. Działacz społeczny, Prezes Zarządu Stowarzyszenia Brzozowski Ruch Konserwatywny i Członek Zarządu Stowarzyszenia Przedsiębiorców i Rolników SWOJAK. Fundator i ekspert Instytutu im. Romana Rybarskiego.

INNE Z TEJ KATEGORII

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Legia jest dobra na wszystko!

No to mamy chyba „początek początku”. Dotychczas tylko się mówiło o wysłaniu wojsk NATO na Ukrainę, ale teraz Francja uderzyła – jak mówi poeta – „w czynów stal”, to znaczy wysłała do Doniecka 100 żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Muszę się pochwalić, że najwyraźniej prezydent Macron jakimści sposobem słucha moich życzliwych rad, bo nie dalej, jak kilka miesięcy temu, w nagraniu dla portalu „Niezależny Lublin”, dokładnie to mu doradzałem – żeby mianowicie, skoro nie może już wytrzymać, wysłał na Ukrainę kontyngent Legii Cudzoziemskiej.
5 MIN CZYTANIA

Rozzłościć się na śmierć

Nie spędziłem majówki przed komputerem i w Internecie. Ale po powrocie do codzienności tym bardziej widzę, że Internet stał się miejscem, gdzie po prostu nie można odpocząć.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Europa zasad czy ideologii?

Jakiekolwiek podsumowanie 20 lat uczestnictwa Polski w Unii Europejskiej, jakakolwiek dyskusja o tym, czy Polska nadal będzie członkiem tego podmiotu, powinny opierać się nie o analizę zysków i strat, ale o ocenę warunków naszej partycypacji przez pryzmat tego, od czego uwolniliśmy się w 1989 r.
5 MIN CZYTANIA

Romantyczna walka o przyszłość

Przytłoczeni rzeczywistością, czyli ogromem problemów, które zamiast stopniowo rozwiązywać, niemiłosiernie nam się piętrzą, odpychamy od siebie pytania o przyszłość. Niefrasobliwie unikamy oceny czekających nas wyzwań, w sytuacji gdy tylko poprawna ocena pozwoli nam odkryć największe zagrożenie i się na nie przygotować. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że idziemy na łatwiznę i pozwalamy oceniać tym, którzy mają w tym interes, ale niekoniecznie rację.
6 MIN CZYTANIA