Fot. Twitter

Na przeszkodzie stoi stabilizująca reguła wydatkowa, czyli wpisany do ustawy o finansach publicznych algorytm obliczania dopuszczalnego w danym roku poziomu wydatków budżetu państwa. Nieraz pisałem, że SRW to rozwiązanie zbyt sztywne. Co prawda możliwe jest zawieszenie jej obwiązywania ale tylko kiedy w kraju obowiązuje stan wojenny lub stan wyjątkowy. Nie wiadomo, czy ten drugi zostanie wprowadzony w związku z epidemią. Obecnie uruchomiono stan zagrożenia epidemicznego, ten jednak nie upoważnia do niestosowania reguły. Tymczasem już teraz rząd zapowiedział możliwość prolongaty w opłacaniu składek na ZUS czy w rozliczeniach z fiskusem. Wiele firm powinno móc liczyć na abolicję, jeśli chodzi o jedne i drugie zobowiązania. Oczywiście konieczne będzie tutaj przyjęcie określonych reguł skorzystania z tych zwolnień, najpewniej jednak bez tego się nie obejdzie. To z kolei oznaczać może poważne uszczuplenia dla budżetu państwa. Jeśli jednak ma nie dojść do fali plajt skutkujących wzrostem bezrobocia i recesją, działać trzeba zdecydowanie. Na ten rok SRW powinna być zatem wyłączona ze stosowania. Wskazany byłby sygnał ze strony rządu, że takie kroki są planowane.

Firmy mogą mieć zresztą problemy nie tylko z regulowaniem zobowiązań publicznoprawnych. Trudności mogą pojawił się także z bieżącą obsługą kredytów i innych zobowiązań wobec sektora finansowego. To zaś może wymagać wsparcia płynnościowego ze strony NBP, szczególnie kiedy zbyt narażony na ryzyko banki przestaną finansować gospodarkę. Obniżka stopy procentowej banku centralnego to w tych okolicznościach zbyt mało. Nie brak zresztą głosów, że lepiej jej nie obniżać ze względu na wciąż dużą ekspozycję polskich kredytobiorców na zobowiązania wyrażone w obcych walutach (vide kredyty frankowe), na co zwraca uwagę członek Rady Polityki Pieniężnej Łukasz Hradt. Niższe stopy to przecież słabszy złoty i wyższa rata. Być może pora zatem na polska wersję luzowania ilościowego czyli bezpośredniego zasilania gospodarki w płynność przez NBP?