Poniższy artykuł publikujemy, żeby pokazać, jak wygląda wpływanie na zachodnią opinię publiczną. Materiał ten został napisany przez dziennikarza “Gazety Wyborczej” i opublikowany w hiszpańskim dzienniku “La Vanguardia”. Co ciekawe, dzienniku uchodzącym za konserwatywną część hiszpańskich mediów. Materiał ten pokazuje, jak istotną kwestią jest kontakt publicystów konserwatywnych z polskich redakcji z ich zagranicznymi odpowiednikami – redakcjami o pokrewnym profilu. I ich publikacje za granicą. W przeciwnym razie jedyny głos z Polski – cytowany na Zachodzie – pochodził będzie z mediów lewicowo-liberalnych.

Oto, co publikuje”La Vangurdia” via “Gazeta Wyborcza”:

Po dramatycznym czterodniowym szczycie w Brukseli, który zakończył się zatwierdzeniem nowego budżetu UE i stworzeniem funduszu (750 miliardów euro) na wyjście z pandemii koronawirusa, polski rząd rozpoczął euforyczną kampanię propagandową, aby pokazać, że Polska zwycięża po pokonaniu wszelkich prób powiązania funduszy europejskich z poszanowaniem praworządności i przewodnimi wartościami demokratycznymi UE w Europie.

We wtorek szef rządu, Mateusz Morawiecki, w swoim wystąpieniu parlamentarnym chwalił się, że uzyskał sumę 159 mln euro na różne wydatki (fundusze spójności, dopłaty do rolnictwa, fundusz odbudowy i kredyty) bez konieczności spełniania specjalnych warunków i po odrzuceniu próby uzależnienia tej wypłaty od poszanowania przez państwa członkowskie zasad praworządności i wartości europejskich.

W obliczu oburzenia opozycji, która zarzuciła szefowi rządu kłamstwo na temat tego, co zostało uzgodnione w Brukseli, Morawiecki w końcu przyznał, że związek między funduszami a praworządnością istnieje w unijnych rezolucjach, ale ironizował, że to warunkowanie było „hipotetyczne”. Dodał, że to martwe prawo ponieważ zarówno Węgry, jak i Polska – oba kraje krytykowane za ograniczanie demokracji – mogą je zawetować.

Rząd przemilczał również fakt, że warunki ostatecznej alokacji części pieniędzy wymagają podpisania zobowiązania przeciw zmianom klimatycznym, które Polska odrzuca.

Rząd nie chce powiedzieć Polakom, że po raz pierwszy budżety europejskie są powiązane z zasadami przewodnimi UE, a wynika to właśnie z tego, że w ostatnich latach dwa kraje rządzone przez partie nacjonalistyczne – Polska i Węgry – poważnie zaszkodziły liberalnej demokracji, stopniowo zastępując ją coraz bardziej autorytarnym reżimem.

Nowy mechanizm alokacji środków zostanie określony przez Komisję Europejską i zatwierdzony przez Radę Europy. Istnieje jednak zobowiązanie, że dla krajów łamiących zasady fundusze mogą zostać zablokowane w Radzie Europejskiej większością kwalifikowaną (czyli przez 55 procent krajów członkowskich reprezentujących 65 procent populacji). Wówczas kraje te nie będą w stanie uniknąć sankcji.

Rząd polski i telewizja publiczna, która jest kontrolowana żelazną ręką, również całkowicie wyciszyły stanowisko Parlamentu Europejskiego, który krytykował rezolucje szczytu jako zbyt łagodne, bo brak jest jasnego ustalenia, w jaki sposób te uwarunkowania zostaną wprowadzone w życie.

Polska utrzymuje, że może zawetować każdą próbę powiązania praworządności ze środkami z budżetu. Posłowie są jednak zgodni co do tego, że – jak powiedział Niemiec Manfred Weber – pieniędzy nie będzie, jeśli nie będzie poszanowania reguł i mechanizmów praworządności. Stanowisko to popiera również grupa posłów socjalistycznych („Ani jednego euro dla tych, którzy nie działają z pełnym poszanowaniem praworządności i podstawowych wartości Unii”).

Euforią rozpętaną przez polski rząd próbuje się przykryć walkę między antyeuropejskimi jastrzębiami a skrzydłem umiarkowanym w nacjonalistycznej partii Prawo i Sprawiedliwość.

Sektor ekstremistów, na czele z Ministrem Sprawiedliwości, który w ostatnich latach przewodził likwidacji niezależnego wymiaru sprawiedliwości i tym samym uruchomił stan alarmowy w UE, próbował zmusić szefa rządu do zawetowania rezolucji UE.

Krnąbrnego Ministra Sprawiedliwości musiał wezwać do porządku przywódca nacjonalistów Jarosław Kaczyński, który nakazał ogłosić wynik szczytu wielkim zwycięstwem polskiego rządu.

Źródło: Maciej Stasiński/ „Lavanguardia”