Unia Europejska jest najważniejszym światowym dostawcą rzepaku, wyprzedzając państwa o teoretycznie znacznie bardziej korzystnych warunkach do uprawy tej rośliny, takie jak Chiny, Kanada, Australia, Indie czy Rosja. W ścisłej czołówce unijnych dostawców od lat pozostaje Polska, która ceniona jest w szczególności za wysoką jakość dostarczanego surowca.

Fot. Marcin Kalita

Rzepak to wiodąca w globalnych uprawach roślina oleista, która ustępuje miejsca tylko niezwykle wydajnej soi. Uprawy rzepaku stanowią około 12 proc. światowej produkcji roślin oleistych. Jego zaletą jest możliwość wykorzystania na wielu płaszczyznach. Najważniejszą z nich jest z całą pewnością przemysł spożywczy, ale rzepak znajduje również zastosowanie w produkcji – zyskującej na popularności, i słusznie! – biomasy rolniczej oraz w płodozmianie, przemyśle chemicznym czy paszowym.

Rzepaku będzie mniej

Światowe prognozy jednoznacznie wskazują, że w sezonie 2021/2022 zbiory rzepaku będą niższe niż w latach ubiegłych, ale i tak zbliżą się do wysokiego poziomu 70 mln ton (dokładnie 69,3 mln ton). Wszystko przez prawdopodobny spadek plonów w Kanadzie, będącej jednym z najważniejszych producentów rzepaku na świecie i liderem pod względem powierzchni upraw tej rośliny. Jeśli prognozy się potwierdzą, Kanada – w wyniku ekstremalnej suszy – dostarczy na rynek aż o 35 proc. mniej rzepaku niż rok wcześniej. Mniejsze zbiory odnotują w tym roku także Chiny i Stany Zjednoczone. Spadków nie zrekompensują prognozowane wzrosty produkcji w Australii, Indiach i Unii Europejskiej. Wciąż zagadkę dla analityków stanowi sytuacja na rynkach rosyjskim i ukraińskim. Oba te państwa są znaczącymi dostawcami rzepaku na światowym rynku, ale wojna na terytorium Ukrainy może uniemożliwić zbiory oraz zaburzyć eksport i import z tych krajów.

Najwięksi producenci rzepaku na świecie

Unia Europejska jest niekwestionowanym liderem na globalnym rynku rzepaku, zaspokajając aż 25 proc. (17 mln ton) światowej produkcji. Drugie miejsce zajmują Chiny, z dostawami na poziomie 14 mln ton (20 proc. światowej produkcji), trzecie Kanada – 12,6 mln ton (18 proc. światowej produkcji). Na dalszych pozycjach plasują się Indie – 9,5 mln ton, Australia – 5,5 mln ton, Ukraina – 3,1 mln ton, Rosja – 2,8 mln ton oraz USA – 1,2 mln ton.

Struktura produkcji rzepaku w Unii Europejskiej jest korzystna dla Polski. UE-27 wyprodukowała w ubiegłym sezonie 17 mln ton rzepaku, z czego Polska odpowiadała za 3,2 mln ton, ustępując tylko Niemcom (3,5 mln ton) i Francji (3,3 mln ton). Zaraz za naszym krajem plasuje się Rumunia z wynikiem na poziomie 1,3 mln ton, dalej Czechy – 1 mln ton, Litwa – 1 mln ton, Węgry – 0,7 mln ton i Dania – 0,7 mln ton.

Patrząc na wynik Polski jednostkowo, nasz kraj należy do ścisłej światowej czołówki, będąc siódmym największym producentem rzepaku na świecie.

Z kim Polska handluje rzepakiem?

Polska jest znaczącym eksporterem rzepaku. Handel zagraniczny tym surowcem odbywa się jednak w zasadzie wyłącznie w kooperacji z Unią Europejską. Nielicznymi wyjątkami są tu RPA, Japonia czy Ukraina, ale wysyłki rzepaku do tych krajów mają wymiar promilowy względem ogółu sprzedaży zagranicznej znad Wisły. Aż 89 proc. rzepaku wysyłanego z Polski trafiło w ubiegłym roku do Niemiec, 8 proc. zagospodarowali Czesi, a 2 proc. Duńczycy. Śladowe ilości surowca wysyłamy także na Słowację, do Norwegii, Belgii i Węgier.

Musimy importować

Polska nie produkuje tyle rzepaku, aby w pełni zaspokoić potrzeby rynku krajowego. Wskaźniki samowystarczalności na rynku rzepaku wahają się w zależności od sezonu. W ubiegłym roku współczynnik ten oszacowano na poziomie 87 proc. Oznacza to, że nasz kraj zmuszony jest importować znaczne partie rzepaku, który trafia do Polski głównie z krajów Unii Europejskiej – przede wszystkim z Niemiec i Czech.

Wysokie ceny

Ostatnie tygodnie przyniosły wzrost cen rzepaku na największych giełdach rolnych. Zyskuje szczególnie rzepak europejski. Wszystko przez rekordowe ceny ropy i wysokie koszty tak zwanej chemii rolniczej. Nie bez znaczenia pozostają także szalenie wysokie ceny olei roślinnych.

Niemały wpływ na sytuację cenową na rynku ma także rosyjska agresja na Ukrainę. Jest to o tyle istotne, że zarówno Rosja jak i Ukraina są największymi światowymi eksporterami oleju słonecznikowego – bezpośredniego konkurenta oleju rzepakowego. Wszystko wskazuje na to, że utrudnienia transportowe odcisną swoje piętno na cenach także w kolejnych tygodniach.

 

Poprzedni artykułUE wtrąca się w wynagrodzenia pracowników
Następny artykułNa białoruskiej granicy powstanie elektroniczna bariera