Z czarnej owcy do obrońcy unijnych granic. Polska coraz bardziej zyskuje w oczach zachodnich społeczeństw dzięki konsekwentnej polityce migracyjnej.

Fot. PAP/ITAR-TASS.

Kryzys na granicy białoruskiej spowodował, że tysiące ludzi utknęło w krzyżowym ogniu geopolitycznej bitwy. Działania polskiego rządu, mające na celu obronę granic, były szeroko komentowane w Europie Zachodniej. Najwięcej uwagi poświęcono ustanowieniu trzykilometrowej strefy wykluczenia, która uniemożliwiła środkom masowego przekazu zbliżania się w rejony przygraniczne. Mówiono wtedy o naruszeniu wolności słowa, a nawet o cenzurze prewencyjnej środków masowego przekazu.

Hiszpańskie media, takie jak „El Pais” czy „El Confidencial”, rozpisywały się na temat cierpienia uchodźców, opatrując je zdjęciami płaczących dzieci i grzejących się przy ognisku ludzi.

Zdjęcia przedstawiające imigrantów w zakładce zatytułowanej “Kryzys migracyjny na granicy Polsko-Białoruskiej w zdjęciach”. Źródło: „El Pais”.

Kryzys na granicy ułatwił atak na Polskę

Polska od dłuższego czasu była obiektem ataków zachodnich mediów. Nie trzeba nikomu przypominać, że obecny polski rząd nie jest zbyt popularny w Europie. Kryzys na granicy stał się idealną okazją, aby przedstawić Polskę jako dziki kraj, który nie tylko nie przestrzega zasad praworządności, ale także za nic ma podstawowe prawa człowieka.

Hiszpański portal Publico w kontekście kryzysu migracyjnego rozpisywał się o polskich aktywistach, którzy w ukryciu i w obawie przed represjami pomagali ukrytym w lesie imigrantom. Nawet ostatnio hiszpański dziennik „El Confidencial”, podążając za narracją totalnej opozycji, pisał o paranoi i atmosferze wojny, która zawładnęła Europą Wschodnią. Głównym celem opublikowania tego artykułu było zdyskredytowanie działań m.in. polskiego rządu poprzez przedstawienie polityki szczelnych granic jako narzędzia wykorzystywanego przez dyktatorów. We wskazanej publikacji Polska, podobnie jak Białoruś, została oskarżona o wykorzystanie imigrantów do swoich celów politycznych. Instrumentalne traktowanie imigrantów przez Polskę – zdaniem hiszpańskich autorów tego typu materiałów medialnych – ma służyć złagodzeniu konfliktu na linii Warszawa–Bruksela.

Nie pomogą statystyki

„Polski polexit”, „Imigranci jak piłeczki pingpongowe” – to tylko niektóre ze sformułowań  użytych w opublikowanym przez „El Confidencial” artykule. Wzmocnieniu narracji  przeciwko Polsce miało posłużyć odwołanie się do raportu Human Rights Watch, w którym oskarżono Polskę i Białoruś o uprzedmiotowienie imigrantów oraz w którym zarzucono krajom nadbałtyckim bezprawne ograniczenie imigrantom prawa do wjazdu na terytorium UE, nazywanego przez przedstawicieli organizacji prawem do schronienia.

„Dyktatorzy i autorytarni przywódcy, którzy są w Europie, od lat powtarzają ten sam schemat: grają na europejskim strachu przed potencjalnym kryzysem migracyjnym (…) UE stała się ofiarą własnych lęków i niemożności ustanowienia wspólnej polityki azylowej i migracyjnej. Różne pozycje wśród 27 są nie do pokonania i sprawiają, że jest to jeden z ich głównych nierozstrzygniętych problemów” – czytamy w artykule.

Zachodnie społeczeństwa odporne na propagandę

Tymczasem, jak wskazują komentarze internautów pod omawianymi publikacjami,  hiszpańskie społeczeństwo nie wspiera polityki otwartych granic. W zamieszczonych wpisach nie brak głosów sprzeciwu wobec narracji największych zagranicznych mediów.

„Co za zazdrość, że istnieją takie rządy, jak rząd polski, który troszczy się o dobrostan swojego społeczeństwa” czy też „Od kiedy fundamentalnym prawem człowieka nielegalny najazd na inny kraj? Od kiedy misją wojska nie jest bronienie granic ojczyzny? W dzisiejszych czasach środki masowego przekazy to środki masowej manipulacji”.

Pojawiają się też takie wpisy: „Polska nie ponosi żadnej odpowiedzialności czy też winy. (…) Oczywiście imigranci mają prawo prosić o azyl, ale niech to robią w innych krajach muzułmańskich, z którymi współdzielą kulturę, religię i język”.

Poprzedni artykułPolacy jednym z najbardziej zapracowanych narodów
Następny artykułObniżka VAT ma pomóc w walce z inflacją