Rządowa reforma wprowadzona w ramach Polskiego Ładu miała przyczynić się do zmniejszenia skali tego, co politycy nazywają fikcyjnym samozatrudnieniem. Tymczasem skutek reformy jest taki, że kolejnym grupom zawodowym bardziej opłaca się własna firma niż etat.

Fot. Pixabay

Jednym z założeń Polskiego Ładu miała być walka z tzw. sztucznym samozatrudnieniem, czyli zawieraniem z pracownikami umów B2B zamiast bardziej właściwych w takim przypadku umów o pracę. Takie zakładanie firm w miejsce etatu jest szczególnie korzystne w tych przypadkach, w których dane stanowisko jest stosunkowo wysoko opłacane. Stąd też rząd zaplanował mocne uderzenie fiskalne w blisko 700 tys. osób, które korzystają z opodatkowania podatkiem liniowym. Paradoksalnie jednak zamiast ograniczać samozatrudnienie, przyjęte w Polskim Ładzie rozwiązania wypychają (z powodów fiskalnych) kolejne grupy zawodowe z umów o pracę na działalność gospodarczą.
W szczególności dotyczy to dwóch grup zawodowych: medyków oraz informatyków. O tym, że nie jest to tylko zjawisko teoretycznie możliwe, ale fakt świadczą doniesienia, że w części szpitali medycy zaczęli składać wypowiedzenia umów o pracę po to, by założyć swoje firmy i znaleźć nowe zatrudnienie – tyle że oparte już na umowach firma firma (B2B).

Warto uciekać z etatu na ryczałt

Dzieje się tak z powodu rozwiązań przyjętych w Polskim Ładzie w zakresie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych, które z jednej strony obniżyły dla tych zawodów stawki tego podatku, z drugiej zaś wprowadziły niższe, niż w przypadku innych form opodatkowania, składki zdrowotne.

W przypadku osób związanych z rynkiem oprogramowania już w ubiegłym roku możliwe było korzystanie z opodatkowania ryczałtem albo według stawki 15-proc. (ściśle określone rodzaje działalności), albo nawet 8,5-proc. (jeśli nie były to usługi objęte stawką 15-proc., co dotyczy np. testerów oprogramowania czy projekt menadżerów). Teraz wyższa stawka spadła nawet do 12 proc. Z kolei zawody medyczne mogą korzystać z opodatkowania stawką 14-proc.

Co prawda ryczałt nie pozwala uwzględniać kosztów uzyskania przychodów, pamiętajmy jednak, że te w przypadku umów o pracę mają charakter zryczałtowany i nie są zbyt wysokie.

Aby zrozumieć skąd ten nagły boom wśród medyków i informatyków na przechodzenie na firmy wystarczy porównać wysokość obciążeń fiskalnych w przypadku umowy o pracę i działalności gospodarczej. W przypadku zarabiającego np. 15 tys. zł miesięcznie informatyka, który może korzystać z opodatkowania ryczałtem według stawki 12-proc. zapłaci on składki na ZUS w wysokości 1124,23 zł miesięcznie plus składkę na Fundusz Pracy, która wynosi 87,50 zł miesięcznie. W jego przypadku, składka zdrowotna ma charakter zryczałtowany i wyniesie 532,98 zł miesięcznie. Z kolei ryczałt (podatek) to 1665 zł. W sumie osoba taka musi zatem zapłacić w formie obciążeń fiskalnych 3409,71 zł, co oznacza, że na tzw. rękę zostaje 11 590,29 zł miesięcznie.

Etat wcale nie taki korzystny podatkowo

Gdyby ta sama osoba pozostała na etacie dostałaby „na rękę” 10 045,58 zł (dodajmy, że osoba taka, z uwagi na wysokość dochodów, nie może korzystać z tzw. ulgi dla klasy średniej), czyli o ok. 1500 zł mniej. W formie różnych obciążeń fiskalnych (składki i podatki) z jej wynagrodzenia zabrano by 4954,42 zł, czyli dokładnie 1544,71 zł więcej niż w przypadku, gdy rozlicza się jako opodatkowana ryczałtem firma. A to nie wszystko, bowiem dodatkowy koszt pracodawcy to w tym przypadku 3072 zł. Łącznie zatem taka pensja kosztuje zatrudniającego nie 15 tys. zł, ale 18 072 zł, zaś suma tego, co trafia na konta szeroko rozumianego fiskusa wyniesie 8026,42 zł. To całkiem sporo, bo kwota ta stanowi ponad 50 proc. wynagrodzenia (oczywiście koszt ten dzielony jest między pracownika i pracodawcę, nie zmienia to jednak faktu, że tyle liczy sobie w tym przypadku państwo).

Jak widać ani informatykom, ani medykom nie ma się co dziwić, że tak ochoczo ruszyli do zamieniania etatów na firmy. Zachęta ze strony rządu, który namawiając podatników do ryczałtu, chciał w ten sposób okpić samorządy (do samorządów trafia cześć wpływów z PIT, a zatem także podatku płaconego od wynagrodzeń z umów o pracę, ale już wpływy z ryczałtu zostają wyłącznie w kieszeni rządu), okazała się zatem skuteczna. Tyle że w wyniku tego zamiast spowodować powrót „fikcyjnie samozatrudnionych” na etaty spowodowano proces odwrotny. Równocześnie obniżono nie tylko wysokość wpływów podatkowych, ale także wpłat do ZUS i NFZ.

Przeczy to też temu założeniu Polskiego Ładu, które mówiło o tym, że zmiany mają dać korzyści najbiedniejszym podatnikom, a uderzyć po kieszeni tylko lepiej zarabiających. Jak się okazuje, osoby lepiej zarabiające – przynajmniej te pracujące w wybranych zawodach – przed skutkami Polskiego Ładu mogą skutecznie uciec wykorzystując to, co Polski Ład wprowadził w zakresie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. Wydaje się, że mimo wszystko jest to sytuacja nieco absurdalna.

Pracodawca wcale nie musi być zadowolony

Trzeba też sobie jasno powiedzieć, że wbrew temu o czym zawsze starają się przekonywać politycy, takie przechodzenie z etatu na własną działalność nie zawsze jest korzystne z punktu widzenia podmiotów zatrudniających.
Owszem, pozwala ona firmie zatrudniającej obniżyć koszty związane ze składkami na ubezpieczenie, opłacanymi dodatkowo przez pracodawcę za pracownika – z drugiej jednak strony powoduje kłopoty innej natury. Osoba zatrudniona na etacie jest dla podmiotu zatrudniającego w pewnym sensie na wyłączność. W przypadku umowy z firmą tak lekko już nie jest. Każda firma, poza świadczeniem usług dla takiego podmiotu, może bowiem dowolnie pozyskiwać także innych kontrahentów, czyli świadczyć swoje usługi na rzecz innych podmiotów. I to w zasadzie bez jakiegokolwiek informowania takiej firmy o tym, co jeszcze i dla kogo robi. Wyegzekwowanie jakichkolwiek ograniczeń czy zakazów w tym obszarze jest zaś bardzo trudne. Szczególnie że w przypadku informatyków firmy często nie mogą sobie pozwolić na ich utratę.
Z drugiej strony – dla medyków i informatyków to jeszcze szersze pole do tego, by swoje usługi mogli świadczyć w kilku miejscach równocześnie. Tyle tylko, że już bez stresu związanego z koniecznością uzyskiwania pozwoleń od pracodawcy. Ten przecież znika z ich życia zamieniając się w zwykłego kontrahenta, na rzecz którego świadczone są usługi.

Poprzedni artykułUOKiK w obronie kredytobiorców
Następny artykułJMK Computerate – skalą działania w potencjalny kryzys [POLSKIE FIRMY RODZINNE]