Od czasu awantury o Puszczę Białowieską polski przemysł drzewny mierzyć się musi z niezliczoną ilością manipulacji i zarzutów, które nie mają żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Wciąż słyszy się o postępującym wylesianiu naszego kraju, masowych wycinkach drzew i niszczeniu drzewostanu. Problemów jest jednak znacznie więcej.

polski przemysł drzewny - grafika wpisu
fot. Kristopherk/Pixabay

Ostatnie trzydzieści lat to okres wzmożonego zużycia drewna w Polsce. Jeszcze w roku 1990 statystyczny Kowalski potrzebował około 0,4 m sześc. drewna okrągłego rocznie. Dziś jest to już niemal 1 m sześc. Skok jest zatem zauważalny, bo ponad dwukrotny. To właśnie wzrastające zużycie drewna jest jednym z głównych argumentów aktywistów walczących z polskim przemysłem drzewnym. Twierdzą oni też, że lasy nie wytrzymają tak destrukcyjnego modelu prowadzenia gospodarki, czego efektem jest fakt, że jest ich coraz mniej. W ich mniemaniu wzorem powinna być dla nas Europa Zachodnia, gdzie statystycznie – o czym aktywiści nie informują – zużywa się znacznie więcej drewna.

Czy z Polski znikają lasy?

Tymczasem w Polsce z roku na rok lasów przybywa. Rokrocznie pozyskujemy mniej drewna niż wynosi jego przyrost. Dzieje się tak od czasów powojennych. W roku 1946 udział lasów w ogólnej powierzchni naszego kraju wynosił 20,8 proc. Dziś jest to aż 29,6 proc. – w żadnym wypadku nie możemy nazwać tego spadkiem lesistości.

Kłamstwem jest także mówienie o masowej wycince starych lasów. W Polsce najczęściej występujące drzewostany liczą sobie od 40 do 80 lat. Ich powierzchnia od roku 1946 wzrosła z 0,9 mln ha do aż 2,1 mln ha dziś. W lasach administrowanych przez Lasy Państwowe aż 13 proc. stanowią też drzewostany o wieku przekraczającym sto lat. Właściwe korzystanie z zasobów przyrody potwierdzają tu także międzynarodowe certyfikaty konieczne do pozyskiwania drewna.

Nad Wisłą o wylesianie nie musimy się martwić, bo gospodarka leśna wciąż się rozpędza. Zagrożenia stanowić nie powinno także prognozowane zwiększenie pozyskiwania drewna w kolejnych latach. Ta stabilna sytuacja przekłada się na sukces gospodarczy, bo drewno i jego wyroby są jednym z krajowych hitów eksportowych. Są jednak tacy, którym ten stan rzeczy nie jest na rękę. To ich oraz ich pomysłów przemysł drzewny powinien realnie się obawiać. Podobne zagrożenia dotyczą jednak także niemal wszystkich branż, w których Polska jest silna na światowych rynkach.

Strategia Bioróżnorodności zniszczy przemysł drzewny?

Eksperci alarmują, że już dziś obszary Natura 2000 stanowią około 20 proc. powierzchni naszego kraju. Unijni decydenci prą jednak w kierunku realizacji tak zwanej Strategii Bioróżnorodności. Ma ona odbić się na wielu gałęziach krajowej gospodarki – także na przemyśle drzewnym. Lasy Państwowe szacują, że aby sprostać wymogom Brukseli, obszary Natura 2000 będą musiały rozrosnąć się w Polsce o 3 mln ha. Wszystko w myśl odbudowy bioróżnorodności biologicznej, z którą Polacy nie mają problemów – takich jak choćby Niemcy czy Francuzi.

Nakazy i zakazy polityków znacznie ograniczą podaż surowca drzewnego w Polsce, co znajdzie swoje odzwierciedlenie także we wzroście cen drewna. Odbije się to negatywnie na kondycji firm z sektora drzewnego i papierniczego. Unijne dyrektywy mogą pójść jednak znacznie dalej, niż dziś przewidują eksperci, ponieważ Strategii Bioróżnorodności wciąż nie nadano ostatecznego kształtu.

Jak wynika z analiz Lasów Państwowych, w wyniku unijnych działań w Polsce nastąpić może spadek w zakresie pozyskiwania drewna wynoszący nawet 10 proc. Raport przygotowany dla spółki przez Deloitte wskazuje, że tak znacząca redukcja wiązać się może z likwidacją 4921 punktów przerobu drewna, co stanowi aż 67 proc. tego typu przedsiębiorstw w kraju. Naturalną konsekwencją będzie także drastyczny spadek zatrudnienia w przemyśle drzewnym, który dziś daje pracę około 200 tysiącom osób. Firmami, które najsilniej odczują skutki Strategii Bioróżnorodności będą w większości małe i średnie przedsiębiorstwa zlokalizowane na obszarach o wysokim bezrobociu strukturalnym.

Wszelkie te działania wpłyną na marginalizację polskiego przemysłu drzewnego, który jest dziś najsilniejszy w Europie. Deloitte donosi, że tylko do roku 2025 pracę w sektorze stracić może – w zależności od przyjętego przez Unię Europejską scenariusza – nawet niemal 20 tysięcy osób.

Już dziś wiadomo, że na Strategii Bioróżnorodności – w odniesieniu do sektora leśnego – bezpośrednio zyskają Rosjanie, Białorusini i Ukraińcy, czyli państwa posiadające znaczne zasoby drzewne. Im dalej na wschód, tym tańsza staje się także siła robocza.Przemysł drzewny może zatem podzielić los innych branż, które dotknie niszcząca siła unijnych decyzji. Już za kilka lat stworzy on wspólny front z hodowcami drobiu, przemysłem wydobywczym i hodowcami zwierząt futerkowych.