Fot. Pixabay

Rodzimy sektor produkcji owoców od kilku lat borykać się musi z trudnościami płynącymi z występowania suszy rolniczej, ale także z niebezpieczną strukturą kapitałową funkcjonujących na polskim rynku skupów i przetwórni owoców – największe z nich reprezentują kapitał zachodnioeuropejski, ukraiński lub chiński. Wobec problemów sadownicy rokrocznie drżą o korzystne ceny skupu swoich owoców, szukając alternatyw. Taką jeszcze do niedawna wydawał się rynek cydru.

Struktura polskiej produkcji jabłek sprzyja rozwojowi tej gałęzi sadowniczego biznesu. Z około 5 mln ton jabłek, które w skali roku produkują nasi rolnicy, zaledwie 1,5 mln tony to jabłka deserowe, czyli te, które nadają się do spożycia przez człowieka w formie nieprzetworzonej. Cała reszta wykorzystywana jest do wytwarzania koncentratów, soków, przetworów, ale także… jako główny surowiec do produkcji cydru. Dywersyfikacja ryzyka produkcyjnego jest zrozumiała, gdy pod uwagę weźmiemy ruchy, których w tym sektorze dokonują nasi zachodni sąsiedzi. W ostatnich latach poczynili oni znaczne inwestycje w chłodnie, systemy nawadniające, systemy ochrony drzew przed gradobiciami czy nawalnymi deszczami. Zachodnie sady są zatem w większym stopniu niezależne względem warunków pogodowych oraz wykazują wciąż większe możliwości magazynowania zbiorów. Słowem – rywale Polaków będą tylko silniejsi.

Gdy w roku 2013 na krajowym rynku pojawiła się spółka Ambra, która poczyniła znaczne inwestycje na rynku cydru, Polska zanotowała niespotykany dotąd wzrost sprzedaży tego trunku. Jeszcze w rzeczonym roku 2013 Polacy spożywali zaledwie 2 mln litrów cydru rocznie. Pięć lat później wolumen sprzedaży przekroczył jednak 53 mln litrów, co uczyniło rynek cydru jednym z najprężniej rozwijających się sektorów produkcji alkoholu w naszym kraju.

Ambra wypromowała markę, która stała się jedną z najchętniej spożywanych przez Polaków, czyli Cydr Lubelski. Głównym udziałowcem spółki jest jednak niemiecka firma Schloss Wachenheim AG (poprzednia nazwa: Sektkellerei Schloss Wachenheim AG) posiadająca 15 406 644 akcji, co stanowi 61,12 proc. udziału w kapitale zakładowym i upoważnia do wykonywania 61,12 proc. głosów na WZ. Firma ta – promowana niegdyś przez Janusza Palikota, który był także przewodniczącym jej rady nadzorczej – szturmem weszła na polski rynek. Oddać należy, że spółka korzysta z krajowego surowca, co przyczynia się do wzrostu rentowności rodzimego sektora sadowniczego.

Niemniej to właśnie faktycznie polskie cydry zbierają laury na prestiżowych międzynarodowych i krajowych konkursach. Te jednak wciąż mają niemały problem z przebiciem się przez szklany sufit rynkowych realiów. Winą za tę sytuację, której naprawa mogłaby stanowić remedium na problemy krajowego sektora sadowniczego, obarczyć należy przede wszystkim wadliwe prawodawstwo.

Za przykład posłużyć tu może ustawa z 2011 roku o wyrobie i rozlewie wyrobów winiarskich, obrocie tymi wyrobami i organizacji rynku wina, która definiuje kwestie prawne związane z produkcją cydru oraz perry (cydru gruszkowego) i którą do rodzimego prawodawstwa wprowadził rząd PO-PSL. Wysokość akcyzy na ten napój określona tu została na podstawie zawartości alkoholu. Cydry zawierające do 4,5 proc. alkoholu obarczone są podatkiem w wysokości 97 zł/100 litrów, natomiast powyżej granicy 4,5 proc. aż do 8,5 proc. wymagają odprowadzenia do budżetu stawki 158 zł/100 l. Nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie fakt, że najbardziej cenione polskie cydry zawierają zazwyczaj powyżej 5 proc. alkoholu. Ustawa odwodzi zatem producentów, którzy chcieliby uczynić jakość swoich wyrobów kluczowym kierunkiem rozwoju, od dokonywania koniecznych inwestycji.

Minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski niejednokrotnie podkreślał, że siłą polskiego rolnictwa ma być właśnie jakość wytwarzanych artykułów rolno-spożywczych. Cydr wpisuje się w ideę resortu choćby ze względu na konieczną minimalną zawartość soku jabłkowego, który w przypadku rodzimych cydrów wynosi aż 60 proc. (także w perry), co sprawia, że już na starcie polski alkohol z jabłek zostawia daleko w tyle międzynarodową konkurencję, która korzysta z niższych standardów definiowanych krajowym ustawodawstwem.

W ubiegłym roku głos w sprawie rynku cydru zabrał także premier Mateusz Morawiecki, który przekonywał o konieczności zniesienia akcyzy oraz obowiązku banderolowania dla małych i średnich producentów. Obietnice szefa rządu okazały się kierunkiem na tyle właściwym, że przyciągnęły uwagę Unii Europejskiej, która zaczęła opóźniać pracę nad nowelizacją dyrektywy 92/83/EWG ujednolicającą stawki podatkowe za napoje alkoholowe w Unii Europejskiej, skutecznie uniemożliwiając obniżenie daniny. Zapowiadane przez premiera regulacje udało się wprowadzić natomiast na również dynamicznie rozwijającym się rynku piw regionalnych.

W roku 2019 nastąpił jednak zwrot, który wymusza rychłą konieczność znowelizowania prawa dotyczącego wina jabłkowego – bo właśnie tak według klasyfikacji legislacyjnej skategoryzowany został cydr. Spożycie tego napoju w roku 2019 spadło o niemal 25 proc., co nieprawnemu oku kazałoby patrzeć na sukcesy rynku cydru jako przejaw chwilowej mody. Nic bardziej mylnego. Klienci odeszli od cydru na rzecz na przykład rzeczonych browarów kraftowych i piw smakowych. To właśnie te kategorie produktów, ze względu na przyjazne środowisko ustawowe, nie są objęta zakazem reklamy. Z tego powodu cydr wypierany jest przez popularne trunki typu radler, czy inne smakowe alkohole, których głównym składnikiem jest piwo. Najwięksi producenci działający na polskim rynku wycofali cydr ze swojej oferty, zastępując go właśnie smakowymi piwami. Regulacje dotyczące reklamy cydru muszą ulec niezwłocznym modyfikacjom.

Wciąż istnieje jednak światełko w tunelu. Mimo kłopotów największych producentów cydru, mniejsi dostawcy wyprzedają na pniu w zasadzie całe swoje zapasy. Odbiorcami regionalnych cydrów wysokiej jakości są lokalne punkty gastronomiczne, czy specjalistyczne sklepy. Mniejsi producenci zabiegają, aby cydr stał się swoistą pamiątką, którą turyści będą chcieli zapamiętać w kontekście naszego kraju. Nie jest to utopia, patrząc na sukcesy francuskich win, Calvadosu, czy maurytańskiego rumu.

Cydr może stać się jedną z najbardziej rozpoznawalnych rodzimych marek alkoholi. Jak wynika z raportu EU Agricultural Outlook for the EU agricultural markets and income 2017-2030, konsumpcja jabłek w tytułowym przedziale czasowym w krajach UE notować będzie spadki w wysokości 0,3 proc. w przeliczeniu na osobę. To mniej niż w prognozie na lata 2006-2016, kiedy spożycie spadało w tempie 0,7 proc. rocznie na osobę. Wówczas jednak kampanie promocyjne zatrzymały negatywną, z puntu widzenia rynku, tendencję. Jak twierdzą analitycy, w najbliższych latach w Europie zwiększy się zapotrzebowanie na owoce, ale trend dotyczyć będzie przede wszystkim cytrusów i owoców jagodowych – w mniejszym stopniu jabłek. Polska, jako europejski lider, odczuje przewidywane wahania najmocniej. Stąd pilna potrzeba zagospodarowania rynku w sposób, który uatrakcyjni jego produkty. Aby tego dokonać, zmodyfikować należy jednak zapisy ustawy o wyrobie i rozlewie wyrobów winiarskich, obrocie tymi wyrobami i organizacji rynku wina oraz znowelizować przepisy dotyczące reklamy tego wciąż perspektywicznego rodzimego trunku. Liberalizacja i racjonalizacja stawek akcyzy przy jednoczesnej możliwości prowadzenia choćby ograniczonych działań marketingowych z pewnością przyczyniłaby się do ustabilizowania trudnej sytuacji na polskim rynku sadowniczym, które stanowiłyby uzupełnienie działań prowadzonych w tym kierunku przez resort rolnictwa.

Autor jest Dyrektorem Instytutu Gospodarki Rolnej