Fot. Pixabay

Zapasy poczynione przez Polaków w pierwszych dniach pandemii koronawirusa i ograniczone możliwości eksportu mięsa drobiowego doprowadziły do patowej sytuacji, w której na rynku pojawiły się ogromne nadwyżki mięsa drobiowego. Producenci alarmują, że już dziś zaczyna brakować miejsca w chłodniach. Brakuje także możliwości sprzedaży mięsa na krajowym rynku. Stąd apel producentów do ministra rolnictwa oraz Komisji Europejskiej o dokonanie pilnej interwencji na rynku. Ta miałaby opierać na skupieniu nadwyżek i uwolnieniu sektora z sytuacji, która dziś wydaje się beznadziejna.

Bez interwencji – jak informują sami hodowcy – rynek będzie zmuszony do koniecznego uboju ptaków. Ich przetrzymywanie w budynkach inwentarskich nie ma uzasadnienia ekonomicznego, ponieważ ptaki spożywają ogromne ilości paszy.

To jednak nie jedyny problem branży. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi i Główny Inspektorat Weterynarii informują o kolejnych ogniskach wysoce zjadliwej grypy ptaków.

Co z paszami?

Kolejnym ciosem, który może spaść na producentów drobiu, są potencjalne kłopoty związane z dostępnością i cenami pasz. Te przyjdą wraz ze skutkami zapowiadanej przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej rekordowej suszy rolniczej. Zapaść hydrologiczna przełoży się na spadek plonów, a ich zmniejszona dostępność spowoduje wzrost cen zbóż. Te są z kolei głównym komponentem pasz dla drobiu.

Już dziś branża informuje o wykorzystywaniu sytuacji związanej z pandemią przez producentów pasz, którzy z tygodnia na tydzień podnoszą ceny, zmuszając hodowców do coraz większych wydatków. Zdaniem hodowców obecne ceny są niewspółmierne nawet względem trudnej sytuacji spowodowanej pandemią. Wysokie marże narzucają dziś także pośrednicy, którzy starają się gromadzić kapitał wobec niepewnej przyszłości. Jeśli sytuacja będzie się przedłużać, branża straci większość stad produkcyjnych, a odbudowanie tego zaplecza – od którego uzależnione były w ostatnich latach sukcesy sektora drobiarskiego – potrwać może nawet kilka lat.

Poważne problemy dotknęły również tych dostawców, którzy dostarczają mięso drobiowe na mocy umów kontraktacyjnych. Dziś stają oni wobec konieczności podpisywania niekorzystnych aneksów, które tylko do połowy kwietnia spowodowały straty w wysokości nawet kilkudziesięciu milionów złotych.

Problemy na rynku jaj

Drobiarze alarmują też, że problemy zaczęły występować również na rynku jaj wylęgowych. Zgodnie z unijnym prawem nie można ich przetrzymywać w nieskończoność. Rolnicy mają związane ręce, ponieważ jaja te nie mogą być także przeznaczone do konsumpcji. Rozwiązaniem, na które wskazują producenci, mogłoby okazać się wykorzystanie jaj jako proszku jajecznego – do tego potrzebna jest jednak zgoda instytucji unijnych i krajowego resortu rolnictwa.

Ukraiński kontratak

W ostatnich tygodniach polscy dostawcy mogli upatrywać swojej szansy w trudnej sytuacji na Ukrainie. Epidemia wysoce zjadliwej grypy ptaków doprowadziła tam do zamknięcia wielu intratnych kierunków eksportowych, o które ukraińscy rolnicy rywalizują z polskimi. W ostatnich dniach jednak wiele regionów Ukrainy zostało ponownie dopuszczonych do eksportu towarów rynku drobiarskiego. Wśród nich znalazły się opłacalne rynki północnej Afryki. Specjaliści są zdania, że sama tylko spółka MHP może zagospodarować zapotrzebowanie na drób na rynku wewnętrznym oraz zapewnić stabilność dla tamtejszego eksportu.

*autor jest Dyrektorem Instytutu Gospodarki Rolnej