Polski sektor produkcji drobiu małymi krokami podnosi się po wzmożonym okresie występowania w gospodarstwach wirusa grypy ptaków. Problemów, z którymi borykać się musieli w ostatnim czasie krajowi drobiarze, jest jednak więcej. Pandemia koronawirusa, unijne obostrzenia i skomplikowane relacje na linii hodowcy – aktywiści antyhodowlani to trudności, które spiętrzone, zapędziły branżę w kozi róg. Polskie drobiarstwo to dziś swoisty bieg z przeszkodami.

hens/Pixabay

Tylko w tym roku polskie hodowle drobiu były miejscami wybuchu 339 ognisk wysoce zjadliwej grypy ptaków. Prawną konsekwencją stwierdzenia wystąpienia wirusa w gospodarstwie jest likwidacja stad, w których potwierdzono zakażenie. Problemem sektora był fakt, że choroba pojawiała się w największych krajowych zagłębiach drobiarskich – na czele z obszarem północnej części województwa mazowieckiego.

Grypa ptaków ustąpiła?

Straty inwentarza zamykają się w tym roku w liczbie około 14 mln sztuk drobiu. To stosunkowo niewielka część rocznego uboju, bo mowa tu o 1,1 proc., ale tak czy owak są to gigantyczne straty finansowe. Kłopotliwe jest także skumulowanie się liczby ognisk w okresie od końca marca do połowy maja i fakt, że w znacznej mierze dotknęły one stad reprodukcyjnych, które są kluczowe dla utrzymania stabilności hodowli. Z powodu wirusa wybito aż 8 proc. z nich. Obniżenie podaży w korelacji z wciąż rosnącym zapotrzebowaniem na mięso drobiowe z Polski przełożyło się na wysokie ceny skupu, ale z drugiej strony także na znaczące jego niedobory na krajowym rynku. Już dziś wiadomo, że grypa ptaków nie odeszła na długo i że już w najbliższych miesiącach ponownie postawi na skraju bankructwa wielu hodowców.

Krajowa podaż dąży do szybkiej odbudowy, ale tę skutecznie utrudnia niekorzystna sytuacja cenowa na rynku pasz. Zdecydowanie obniża ona rentowność polskich hodowli drobiu sprawiając, że rolnicy muszą liczyć się ze stosunkowo niskimi marżami. Pewnym ratunkiem jest dla nich intensyfikacja eksportu mięsa drobiowego, ale i to działanie niesie ze sobą szereg potencjalnych problemów.

Przeklęta pandemia

Eksperci jednoznacznie twierdzą, że sektor produkcji drobiarskiej – na tle innych branż rolno-spożywczych – wyjątkowo silnie odczuł skutki pandemii koronawirusa. Nie bez znaczenia pozostaje tu oddziaływanie efektu skali – hodowla i chów drobiu to bowiem najsilniejsza gałąź krajowej produkcji mięsnej, która jednocześnie dzierży palmę pierwszeństwa na rynku unijnym. Liderami w Unii Europejskiej polscy drobiarze są również w kategorii eksportu. Ten – w związku z szeregiem następstw pandemii koronawirusa – znacznie wyhamował. Nie pomogło tu także zamykanie się na import z Polski kolejnych rynków, w związku z zagrożeniem ze strony grypy ptaków. Jest to o tyle istotne, że polski sektor produkcji drobiarskiej jest od eksportu uzależniony. W przyszłości w tym względzie niewiele się zmieni, bo rokrocznie klientów z zagranicy, na krajowy drób i polskie jaja, przybywa.

Mięso drobiowe znad Wisły cenione jest na rynkach zagranicznych przede wszystkim za swoją jakość i stosunkowo niską cenę. Takie mięso przez lata stanowiło szczególnie łakomy kąsek dla rynku HoReCa i to do tego typu punktów polski drób przez lata trafiał. Pandemia znacznie ograniczyła jednak skalę działania hoteli czy restauracji, co momentalnie znalazło odzwierciedlenie we wskaźnikach eksportu.

Problemy branży

Jakby mało było branży kłopotów, swoje do ogródka dorzucić postanowiła Unia Europejska. Znaczne ograniczenie możliwości stosowania antybiotyków, zagrożenie ze strony Europejskiego Zielonego Ładu, inicjatywa Koniec Epoki Klatkowej, umowa handlowa na linii UE-Mercosur czy coraz częściej powracający pomysł ustanowienia specjalnego podatku od mięsa mogą napawać hodowców – zresztą nie tylko drobiu – grozą.

Wejście w życie tak daleko idących zmian może spowodować największy kryzys w historii branży, po którym powrotu już nie będzie. Rolnikom nie będzie się bowiem opłacało utrzymywanie niemalże pustych kurników – tym bardziej, że produkowane przez nich mięso stać się może, w związku z potencjalnym gigantycznym wzrostem kosztów, niekonkurencyjne na rynku globalnym.

Branża jest dziś nad przepaścią, choć potrafi wytrzymać wiele. Dane Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz wskazują, że Polsce udało się w kilka miesięcy wykaraskać z największych problemów spowodowanych grypą ptaków. Drobiarze od lat skutecznie walczą z aktywistami prozwierzęcymi. Często udaje im się opóźniać szalone pomysły unijnych dygnitarzy. Jak długo jednak? Tego pytania hodowcy wolą chyba nie zadawać.