Wilki akwizycji ruszyły na łowy. Rośnie liczba przejęć i fuzji dokonujących się na polskim rynku. Pokazują one, co prawda, siłę i potencjał naszych rodzimych firm oraz miejsce, w którym znajduje się polska gospodarka, ale jest to również bardzo poważne zagrożenie, nad którym trudno przejść do porządku dziennego. Nadal niestety to głównie polskie firmy są podmiotami przejmowanymi.

W zeszłym roku odnotowano 229 transakcji fuzji i przejęć na polskim rynku. To o 50 więcej niż w przedpandemicznym roku 2019 – wynika z raportu Navigator Capital & FORDATA z grudnia 2020. Po raczej chudych latach 2017-2018 widać więc na tym rynku wyraźne ożywienie, a ten rok – również „pandemiczny” – może jeszcze bardziej zaskoczyć.

Do przejęć i połączeń firm inwestorzy, przede wszystkim zagraniczni, przygotowywali się oczywiście znacznie wcześniej. W listopadzie 2019 r. – jak wskazywał raport przygotowany przez KPMG nt. transakcji M&A (mowy wtedy jeszcze nie było o globalnej pandemii i zamknięciu gospodarki) – ich szczególne zainteresowanie budziły firmy ze wzrastającego sektora IT i nowoczesnych technologii, ale – co ciekawe – także z sektorów: ochrony zdrowia, logistyki i transportu, mediów i reklamy oraz show biznesu. I uwaga: również usług gastronomicznych i hotelarskich. Krótko mówiąc, interesowały ich te wszystkie branże i sektory, które nabrały szczególnego znaczenia po wybuchu w marcu 2020 r. pandemii COVID-19; znaczenia albo ze względu na szybki wzrost rynkowej kapitalizacji albo odwrotnie – deprecjację aktywów na skutek wprowadzanych lockdownów.

W tym artykule koncentrujemy się na wybranych fuzjach i przejęciach dotyczących spółek średniej wielkości i większych. Transakcje z udziałem małych i najmniejszych firm z sektora MŚP albo ze względu na ich niski stosunkowo wolumen, albo charakter lokalny, „wymykają” się obserwatorom międzynarodowych firm konsultingowych.

Udane konsolidacje

Warto przypomnieć, że jeszcze na początku lutego ub.r. Vectra, duży operator sieci kablowej, przejął swojego konkurenta – Multimedia Polska. W ten sposób narodził się największy polski operator sieci kablowej, świadczący usługi dla ponad 1,7 mln klientów.

19 czerwca 2020 r. doszło do dużej i kontrowersyjnej fuzji na rynku rolno-spożywczym: polski Cedrob, przedsiębiorstwo przetworów mięsnych, przejęło aktywa spółki ZM Henryk Kania za ok. 100 mln zł. Skąd kontrowersje? Otóż właściciel przejmowanej firmy twierdził, że musiał upaść. Doprowadzić do tego mieli jego nieubłagani wierzyciele.

Na rynku artykułów higienicznych także zaczęło się sporo dziać jeszcze przed wybuchem pandemii, bo pod koniec stycznia ubiegłego roku. Ich największy polski producent przejął swojego odpowiednika w Czechach – firmę Moracell. Kupującym z firmy Velvet Care był jednak nie polski inwestor, tylko posiadacz większościowego pakietu udziałów, znany już także na polskim rynku fundusz Abris Capital.

Fundusze typu private equity (PE) czy venture capital (VC) mogą – przynajmniej w teorii – stanowić atrakcyjną opcję sfinansowania inwestycji, także zagranicznej. Pozwalają budować wartość przedsiębiorstwa w długim okresie. Wiele jednak zależy od intencji i strategii ich działania. Często są tylko przejściowym, zaledwie kilkuletnim inwestorem, zainteresowanym przede wszystkim osiągnięciem jak największego zwrotu z zaangażowanego kapitału. Ostatecznie i tak firma trafia w ręce jakiegoś globalnego gracza.

Działo się też na atrakcyjnym rynku medialnym i ochrony zdrowia. W maju ub.r. Interia Group została przejęta przez Cyfrowy Polsat – od niemieckiej Bauer Media Group. W czerwcu Pratia, należąca do notowanej na GPW grupy Neuca zajmującej się badaniami klinicznymi, przejęła 40 procent udziałów w niemieckiej KFGN. Pratia zakłada docelowo zakup 100 procent akcji niemieckiej firmy.
Niecałe trzy miesiące później ta sama Grupa Neuca za pośrednictwem zależnej spółki Clinscience przejęła hiszpańską firmę Experior. Dzięki temu polska spółka uzyska dostęp do ok. 50 szpitali klinicznych, m.in. we Włoszech, Francji, Wielkiej Brytanii oraz w krajach Beneluksu.

Na tym jednak nie koniec akwizycji na rynku badań i ochrony zdrowia. W drugiej połowie listopada ub.r. działająca na rynku biotechnologicznym firma Selvita SA, dostawca usług CRO w zakresie badań przedklinicznych, odkrywania leków oraz badań regulacyjnych, przejęła od potentata tej branży, koncernu Galapagos N.V., chorwacką firmę Fidelta.

Obcy przejmują polskie

Jednak zdecydowanie więcej było przejęć polskich firm przez zagraniczne przedsiębiorstwa. To niemalże tradycja po 1989 r. Już na samym początku zeszłego roku zaczął się ruch na osłabionym koronakryzysem rynku hotelowym. Ponad 30 procent udziałów Profitroom, polskiego dostawcy aplikacji dla hoteli, zostało przejętych przez inwestora zagranicznego – spółkę R22.

Straciliśmy też część doskonale rokującego innego rynku. Danwood, lider na rynku domów prefabrykowanych w Polsce i Niemczech, został sprzedany jednemu z największych koreańskich przedsiębiorstw budowlanych – GS Engineering & Construction. Spółka ma dwa zakłady produkcyjne w Bielsku Podlaskim. W 2019 r. zatrudniała ponad 2 tysiące pracowników i zanotowała ok. 1,1 mld zł przychodu. Potwierdza się teza wcześniej sformułowana na temat funduszy typu PE oraz VC. Z Koreańczykami dogadał się bowiem Enterprise Investors – inwestor strategiczny w Danwood.

Z kolei w lutym 2020 r. włoska agencja pracy Gi Group przejęła pakiet 56 procent udziałów w giełdowej Work Serivce SA, świadczącej usługi z zakresu doradztwa personalnego, outsourcingu pracowniczego i rekrutacji.

Firmy z innych krajów weszły także mocniej na nasz rynek nowoczesnych usług mikropłatności. Polskie ePłatności zostały przejęte przez duńskiego giganta Nets. Polski podmiot był wcześniej własnością funduszu Innova Capital oraz firmy OPTeam. Mastercard zdobył 30 procent Polskiego Standardu Płatności, spółki będącej operatorem płatności mobilnych BLIK i jest tylko kwestią czasu, gdy przejmie nad nim całkowitą kontrolę.
Na tym nie koniec zmian na rynku finansowym. Dom Maklerki TMS Brokers został przejęty przez wiodącego globalnego brokera na rynku Forex – Oanda Global.

Zagraniczni inwestorzy wchodzą też – zgodnie z prognozami – na rynek transportowy. Lineage Logistics, największy na świecie dostawca przemysłowych rozwiązań chłodniczych i logistycznych, przejął spółkę Pago, polskiego dostawcę usług magazynowych, dystrybucyjnych i transportowych.

Będąc świadkami zagranicznego sukcesu polskiego startupu Booksy, firmy zdalnie rezerwującej wizyty w salonach kosmetycznych i fryzjerskich, doświadczyliśmy i odmiennej sytuacji. Codewise, polski startup założony jeszcze w 2011 r. przez Roberta Gryna, został przejęty przez CentralNic, najstarszy na świecie prywatny rejestr domen gTLD na świecie.

Akwizycji będzie przybywać

Deloitte, w raporcie z lipca 2020 r. pt. „M&A and COVID-19: Charting new horizons” napisał, że znaczący wpływ na kształtowanie warunków postpandemicznej, tzw. nowej normalności będzie miała działalność akwizycyjna.
– 45 proc. kadry zarządzającej rozważa zbycie od 1 do 5 zależnych podmiotów lub inwestycji w ciągu najbliższych 24 miesięcy – napisała w raporcie Agnieszka Zielińska, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.
– Mamy najlepsze w Unii Europejskiej relacje kosztów pracy do produktywności, jesteśmy bardzo konkurencyjni, a Unia będzie się bardzo silnie starała, żeby dobra inwestycyjne były wytwarzane w jej ramach. Tym naturalnym miejscem jest właśnie Polska, czy szerzej kraje Trójmorza – ocenia pod względem atrakcyjności inwestycyjnej Polskę Marek Dietl, prezes Giełdy Papierów Wartościowych.

Polskie firmy, które poważnie ucierpiały w 2020 r. w wyniku koronakryzysu i licznych lockdownów, mogą być w tym roku szczególnie podatne na przejęcia. Borykając się z brakiem kapitału, z zatorami płatniczymi oraz koniecznością ponoszenia wysokich kosztów działalności, nie znajdują często wystarczającej ochrony w rządowych tarczach.
– Firmy o silnym bilansie, ale spodziewające się znaczących zmian strukturalnych w swoich sektorach, mogą wykorzystywać M&A (fuzje i przejęcia – przyp. red.), aby chronić swoje bazy klientów i łańcuchy dostaw lub dzięki nim uzupełniać luki w swoich portfolio i przyśpieszyć długoterminową transformację swoich modeli biznesowych – uważa Anita Bielańska, dyrektor w Dziale Konsultingu i Lider zespołu M&A Strategy Deloitte.

W czasie zamieszania koronakryzysowego na rynku krąży dużo pieniądza inwestycyjnego. Wilki biznesu szukają ofiar, przyglądając się, kogo by tu pochłonąć.
– Dzisiaj gospodarka post-COVID i ekspansja monetarna prowadzą do tego, że mamy jednocześnie bardzo dużo wydrukowanego pieniądza, który nie znajduje zastosowania w realnej gospodarce, więc pojawia się na rynkach kapitałowych i publicznych, i niepublicznych. Dzięki temu łatwiej po ten pieniądz sięgnąć i firmy mają silny bodziec, żeby przejmować inne przedsiębiorstwa – wyjaśnia Marek Dietl.

Wątpliwa ochrona

Polskie firmy są więc obecnie wyjątkowo podatne na przejęcia. Spadła ich wycena, mierzona także giełdową kapitalizacją. Stały się przez to łakomym kąskiem dla zagranicznych inwestorów. Czy polskie, średniej wielkości i większe firmy są wystarczająco zabezpieczone przed przejęciami w momencie ich osłabienia koronakryzysem?

Są, ale tylko w szczególnych przypadkach. W ustawie z 19 czerwca 2020 r. (jest to jedna z tzw. ustaw antycovidowych w ramach Tarczy 4.0) przyjęto rozwiązania ograniczające możliwość przejmowania przedsiębiorstw. Intencją jest ochrona polskich firm przed wrogimi akwizycjami, ale tylko przez inwestorów spoza Unii Europejskiej. Podobne przepisy obowiązują w Niemczech. Obejmują m.in. spółki publiczne oraz działalności gospodarcze o charakterze strategicznym, związane przede wszystkim z energią elektryczną, gazem, paliwami, telekomunikacją, przetwórstwem żywności czy produkcją leków – o ile ich przychody przekraczają 10 mln euro rocznie. Ustawa wymienia 21 branż i działające w nich firmy, które muszą dostać zgodę UOKiK na przejęcie. Niewiele średniej wielkości firm wypełnia kryteria tej ustawy.
Innych regulacji brak, bo UE zabrania protekcjonizmu w ramach Wspólnoty. Choć jednocześnie… jest za jego stosowaniem. Tyle że w odniesieniu do krajów pozaeuropejskich, a szczególnie Chin.

– Nie mamy żadnego problemu z tym, by państwo działało jak uczestnik rynku, gdy to konieczne, by zablokować możliwość przejęcia firmy przez obcy kapitał – deklarowała w kwietniu ubiegłego roku na łamach „Financial Times” Margrethe Vestager, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej. To też już dziś nieco inaczej wygląda, odkąd ku zaskoczeniu obserwatorów sceny gospodarczej Unia podpisała w grudniu porozumienie handlowe z Chinami.

Polskim firmom, wymęczonym cyklicznymi i przedłużającymi się lockdownami, może pozostać zwrócenie się w stronę fuzji i przejęć. Przed globalnymi konglomeratami i koncernami, reprezentowanymi na rynkach europejskich, nikt i nic nas nie broni.
Czy firmy będą się sprzedawać z wyboru, czy też z konieczności, by zabezpieczyć swoją przyszłość? To już inna sprawa. Nie zmienia to faktu, że lockdown i tzw. narodowe kwarantanny są wodą na młyn dla tego typu działań osłabiających naszą gospodarkę.