Warsaw Genomics umożliwia realizację testów w kierunku koronawirusa SARS-CoV-2 pacjentom indywidualnym i pracodawcom. Wszystkie testy wykonywane są metodą molekularną, w czasie rzeczywistym, rekomendowaną przez WHO. Firma ma także program badań przesiewowych, wspierający pracodawców w organizowaniu bezpiecznych powrotów do pracy. Zespół diagnostyczno-laboratoryjny tej warszawskiej firmy zrealizował dotychczas ponad 100 tys. badań dla systemu ochrony zdrowia: pacjentów, lekarzy, personelu medycznego i podopiecznych domów opieki społecznej.

– W pierwszej kolejności niezmiennie realizujemy badania zlecane przez służby medyczne – mówi prof. dr hab. n. med. Krystian Jażdżewski, współzałożyciel Warsaw Genomics. Firma umożliwia wykonanie testu w kierunku SARS-CoV-2 metodą RT-PCR, która jako jedyna formalnie potwierdza lub wyklucza aktywne zakażenie SARS CoV 2.

– Z kolei w Programie Badamy Geny, dzięki możliwościom precyzyjnych badań genetycznych oraz na podstawie informacji o chorobie nowotworowej w rodzinie, można określić indywidualne ryzyko zachorowania i dostosować plan działań ochronnych. Test w kierunku koronawirusa włączyliśmy do obu pakietów badań Programu Badamy Geny bezpłatnie – podkreśla dr hab. n. med. Anna Wójcicka, współzałożycielka Warsaw Genomics.

Nie tylko medyczne
Są firmy, które stosunkowo niedawno wystartowały, a ich badania znajdują się na różnym etapie. Jak wiadomo, antybiotyki są coraz mniej skuteczne w walce z infekcjami bakteryjnymi. Zażywamy je zbyt często, a lekarze nie chcąc czekać na trwające nawet do 48 godzin wyniki badań, przepisują takie, które działają na szeroką grupę drobnoustrojów. Biolumo to firma, która pracuje nad szybkim testem, dzięki któremu lekarze w kilka godzin będą mogli potwierdzić lub zaprzeczyć swojemu przypuszczeniu, jaka bakteria wywołała chorobę u pacjenta. Testy wykrywające konkretne bakterie dają błyskawiczne wyniki.

Z kolei inna firma – NanoSanguis opracowała płyn, który może zastąpić ludzką krew i być sposobem na dłuższe niż dotychczas przechowywanie ludzkich organów. Firma jest związana z Laboratorium Inżynierii Biomedycznej Politechniki Warszawskiej. Sztuczna krew potrafi przede wszystkim transportować tlen. Płyn ten ma się nie starzeć i można go długo przechowywać. Jest też uniwersalny, bo pasuje do każdej grupy krwi. Sztuczna krew może też wydłużyć czas przechowywania organów do transplantacji. Technologia firmy musi jednak sprawdzić się jeszcze w badaniach klinicznych.

Na rzecz rolnictwa i OZE
Pestycydy, które mają chronić rośliny przed drobnoustrojami, stosowane są „na wszelki wypadek” w najwyższych dawkach i to pomimo tego, że ich stosowanie w Polsce jest prawnie ograniczone. To odbija się niekorzystnie na jakości żywności. Grupa naukowców z uniwersytetu w Lublinie twierdzi, że znalazła rozwiązanie, które ma sprawić, że rolnicy będą bardziej rozważnie stosować środki chemiczne, którymi chronią uprawy przed szkodnikami.

NexBio, bo tak się nazywa firma, w której pracują polscy naukowcy, stworzyła test DNA pomagający wykryć choroby roślin spowodowane przez konkretne drobnoustroje. Jeśli technologia sprawdzi się w praktyce, rolnicy sami będą mogli w szybki i prosty sposób sprawdzić, jakie mikroorganizmy zagrażają uprawianym przez nich roślinom, stosując tylko te środki ochrony roślin, które działają konkretnie na te, a nie inne uprawy. Opracowano już prototyp niewielkiego urządzenia, którym rolnik sam będzie mógł dokonać takiego badania.

Z kolei polscy inżynierowie wymyślili system monitorujący zdrowie trzody w oparciu o kamery termowizyjne rejestrujące ciepło ciała. ThermoEye twierdzi, że za pomocą kamer termowizyjnych będzie można śledzić zmiany temperatury każdego zwierzęcia w stadzie. Wyższa temperatura jest – jak wiadomo – ważnym sygnałem rozwijającej się choroby, nie tylko u ludzi. Tu chodzi o to, by móc na bieżąco kontrolować zdrowie zwierząt, dzięki czemu zapobieganie chorobom w stadzie przez podawanie dużej ilości antybiotyków ma nie być już jedyną skuteczną metodą dbania o zdrowie zwierząt i jakość mięsa.

HiProMine to inna polska firma. Jej twórcy wierzą, że owady są odpowiedzią na wiele żywieniowych problemów współczesnego świata. W Robakowie (nomen-omen) pod Poznaniem powstała w pełni zautomatyzowana fabryka owadów. Tam właśnie, oczywiście nie z owadów, ale dzięki owadom, pozyskiwane jest pełnowartościowe białko, które – jak twierdzą przedstawiciele firmy – będzie można wykorzystać do produkcji paszy w rolnictwie, a w przyszłości być może nawet do produkcji żywności dla ludzi. W uproszczeniu: ma tu być wykorzystana zdolność owadów do przetwarzania materii organicznej na substancje odżywcze, w tym pełnowartościowe białko. Firma współpracuje też z Europejską Agencją Kosmiczną przy programach mających optymalizować żywienie osób przebywających dłuższy czas w kosmosie.

Wiele firm, nie tylko amerykańskich, ale i europejskich, pracuje intensywnie nad usprawnieniem technologii stosowanych w fotowoltaice. Jest oczywiste, że udział fotowoltaiki zarówno w OZE, jak i w tradycyjnych źródłach wytwarzania energii, będzie systematycznie wzrastał. Wdrożenie efektywnych rozwiązań do produkcji kolejnych generacji ogniw fotowoltaicznych ma ogromne znaczenie przy rywalizacji o rynki pomiędzy zaawansowanymi w tej technologii firmami chińskimi, a przedsiębiorstwami ze strefy anglosaskiej. Bydgoska firma FreeVolt opracowuje i wdraża technologie zwiększenia wydajności paneli słonecznych. Do produkcji ogniw wykorzystuje krzem i sławny grafen, materiał, który sprawia, że panele są bardziej wydajne i odporne na awarie oraz na zmiany warunków atmosferycznych.

Rynek dużego potencjału
Polskich firm zajmujących się biotechnologiami jest oczywiście znacznie więcej. Ich prace znajdują się na różnych etapach. Oczywiste jest także, że nie wszystkie zakończą się wdrożeniami, a nieliczne – wdrożeniami na masową skalę. Polski rynek biotechnologiczny dopiero nabiera rozpędu. Gdy raczkował w końcu lat 90. poprzedniego wieku, ale i potem, firmy nagminnie cierpiały na brak infrastruktury badawczej. Na niedobór kapitałów własnych, ale i inwestorów, którzy uwierzyliby w ich sukces. Gdy to już miały, nie dostawały zleceń, bo klienci często nie wierzyli, że opracowana technologia będzie dla nich przydatna i przyniesie im wymierne korzyści finansowe. Teraz to się szybko zmienia. Duże nadzieje wiąże się szczególnie ze spółkami zajmującymi się szeroko pojętą biotechnologią wdrażaną w przemyśle farmaceutycznym oraz narzędzi wspomagających leczenie. Wyłonili się już liderzy branży, tacy jak giełdowe spółki Celon Pharma, Selvita czy Mabion. Aspiracje, by doszusować do tej znanej czołówki, mają takie spółki jak, GLG Pharma, Oncoarendi, czy Nano Group. Innowacyjne projekty prowadzą np. Synektik, Polski Bank Komórek Macierzystych (PBKM), czy Pelion Pharmena.

Stworzenie i prowadzenie firmy biotechnologicznej jest szczególnie trudne, a opłacalność inwestycji w nią nie poddaje się łatwym wycenom. Jest to specyficzny i trudny biznes. Projekty muszą być prowadzone przez wysoko wykwalifikowaną kadrę. Są opracowywane w zaciszu i za zamkniętymi drzwiami laboratoriów, a ich sukces nie jest pewny. Tym bardziej że ludzie nauki muszą tu umieć porozumieć się z ludźmi biznesu. Są też kapitałochłonne. Ze swej natury wymagają wsparcia ze strony publicznych pieniędzy, z budżetów poszczególnych państw, ale oczywiście i ze środków unijnych. Jeśli jednak dany projekt odniesie sukces, korzyści z niego, nie tylko te w wymiarze finansowym, są ogromne, wielokrotnie przewyższające nakłady. Pomimo więc dużej kapitałochłonności i ryzyka związanego z inwestycjami w branżę biotechnologiczną, przyszłość wydaje się należeć do nich.