Fot. Pixabay

Teoretycznie podatki zawsze płaci się tylko jeden raz. Aby było to możliwe, funkcjonują specjalne przepisy mające na celu eliminowanie podwójnego opodatkowania, i to zarówno w przepisach krajowych, jak i na podstawie specjalnych umów międzynarodowych. Zdarzają się jednak sytuacje, w których z punktu widzenia podatnika dochodzi do podwójnego opodatkowania, chociaż z punktu widzenia przepisów o podwójnym opodatkowaniu nie może być mowy. Jest tak np. w przypadku opodatkowania spółek kapitałowych.

W przypadku prowadzenia jednoosobowej działalności gospodarczej właściciel firmy i firma to to samo. To jeden podmiot. Dlatego płaci on podatek tylko raz (PIT).

W przypadku spółek kapitałowych jest inaczej. Spółka i jej wspólnik to z punktu widzenia podatkowego dwóch różnych podatników. Płacących przy tym dwa różne podatki. Spółka jest opodatkowana podatkiem dochodowym od osób prawnych (CIT). Wspólnik czerpiący zyski z jej działalności podatkiem dochodowym od osób fizycznych (PIT). Nie ma przy tym znaczenia, w jakiej formie pieniądze do właściciela (lub współwłaściciela) spółki trafiają. Może to być zarówno wypłacane mu wynagrodzenie (jeśli jest w jakiejkolwiek formie zatrudniony w spółce), wypłata z zysku (dywidenda), czy nawet opłaty czynszowe (jeśli wynajął on spółce na potrzeby prowadzenia działalności jakiś majątek, np. nieruchomości, maszyny, czy nawet samochód). W każdym tym przypadku wspólnik (współwłaściciel) musi zapłacić podatek.

Najłatwiej przedstawić to na podstawie dywidendy. Procedura w dużym uproszczeniu wygląda tak, że najpierw spółka ustala dochód do opodatkowania. Następnie od tego dochodu musi wyliczyć podatek (CIT). Wygenerowany zysk został już zatem opodatkowany. Jeśli teraz spółka wypłaci to, co zostało po opodatkowaniu jej dochodów wspólnikom, ci od tak wypłaconej dywidendy muszą zapłacić podatek (PIT). Tym samym to, co zostało już opodatkowane w spółce (zapłacono od dochodu CIT), jest opodatkowane ponownie u właścicieli spółki (płacony jest od dochodu wypłaconego ze spółki PIT).

Taka konstrukcja opodatkowania spółek kapitałowych powoduje, że dziś działa znacznie więcej jednoosobowych działalności gospodarczych oraz spółek osobowych (spółki osobowe nie są podatnikami, bo tymi są poszczególni wspólnicy) niż spółek kapitałowych. Z podatkowego punktu widzenia prowadzenie działalności w formie takiej spółki jest bowiem nieopłacalne. Co najczęściej przeważa nad innymi zaletami tych spółek, takimi jak np. ograniczenie zakresu odpowiedzialności wobec podmiotów zewnętrznych.

Oczywiście istnieje cały przemysł doradczy zorientowany na podpowiadanie sposobów na obniżenie skutków takiego „podwójnego” opodatkowania. Sposoby te w pewnym uproszczeniu sprowadzają się jednak albo do generowania dodatkowych kosztów w spółce (co obniża jej dochód i tym samym płacony przez spółek podatek), albo do „wyprowadzania” ze spółki zysków w formach, które po stronie wspólnika pozwalają na zapłatę niższego PIT. Jeden i drugi sposób jest jednak dziś dość ryzykowny z uwagi na nowe przepisy dotyczące stosowania optymalizacji podatkowej, w tym także obowiązek raportowania fiskusowi tzw. schematów podatkowych, czyli legalnych działań, które powodują obniżenie wysokości płaconych podatków.

Wydaje się zatem, że w ramach zapowiadanej reformy podatków dochodowych pożądane byłoby znalezienie rozwiązania, które pozwoliłoby na odejście od tak rozumianego podwójnego opodatkowania spółek kapitałowych. W sposób, który zabezpieczałby zarówno interesy podatkowe państwa, jak i podatników. Jednym z takich sposobów mogłoby być np. wprowadzenie podatku skumulowanego w tym znaczeniu, że suma płaconych przez spółkę oraz jej właścicieli podatków byłaby ustalona na stałym poziomie zbliżonym od tego, jak w przypadku opodatkowania działalności jednoosobowej (np. 19%). Wówczas podatnik, który otrzymał dywidendę, miałby de facto prawo do pomniejszenia podatku, który sam musi zapłacić, o podatek, który zapłaciła już spółka.

Innym rozwiązaniem może też być określenie, kiedy podatek jest płacony przez spółkę (np. w przypadku zatrzymania zysków w spółce), a kiedy przez właścicieli (np. przy wypłacie dywidendy – wtedy od tej części dochodu spółka nie płaciłaby podatku, ale zapłaciłby go beneficjent takiej wypłaty). Możliwe jest także poszukiwanie innych jeszcze rozwiązań. Istotne jest jedynie to, by w ostatecznym efekcie doprowadzić do sytuacji, w której od wypracowanego w spółce dochodu podatek zawsze płacony jest tylko raz.

Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, takie rozwiązanie wcale nie będzie niekorzystne z punktu widzenia interesów fiskalnych państwa. Dziś, gdy zyski ze spółek kapitałowych są opodatkowane w praktyce dwa razy, większość spółek i ich właścicieli nieustająco poszukuje mniej lub bardziej legalnych metod ucieczki przed opodatkowaniem. A to nie tylko prowadzi do obniżenia płaconych podatków, ale także generuje niepotrzebne koszty. Zarówno po stronie podatnika, który poszukiwanie i wprowadzenie takich rozwiązań musi opłacić, a często także opłacić później koszty obrony tego rozwiązania w sporze z fiskusem. Jak i po stronie fiskusa, który musi angażować znaczne zasoby, by przeciwdziałać tego typu optymalizacją. Tymczasem uproszczenie systemu opodatkowania spółek kapitałowych i uczynienie go z punktu widzenia podatników (właścicieli tych spółek) bardziej sprawiedliwym (uczciwym) szybko doprowadziłoby do niemal całkowitego wyeliminowania tego zjawiska. Inwestowanie dodatkowych środków w tego typu działania stałoby się bowiem w znacznym stopniu nieopłacalne. Szczególnie w zestawieniu z ewentualnymi dodatkowymi kosztami, które mogą na podatnika ściągnąć próby stosowanie zbyt agresywnych metod optymalizacji.

Co prawda premier Mateusz Morawiecki w expose zapowiedział wprowadzenie tzw. estońskiego CIT, czyli właśnie opodatkowania zysków spółek kapitałowych dopiero w momencie, gdy opuszczają one spółkę, jednak ma to być rozwiązanie dedykowane tylko do mikro, małych i średnich firm. A to nadal nie rozwiązuje problemu.