Polska gospodarka radzi sobie z kryzysem spowodowanym pandemią lepiej niż większość państw Unii Europejskiej. Nie jesteśmy w tak trudnej sytuacji jak Hiszpanie czy Włosi. Nie oznacza to jednak, że jest na tyle dobrze byśmy mogli z założonymi rękami spokojnie czekać na zakończenie pandemii.

Trzeba sobie jasno uświadomić, że dotknął nas największy od dziesięcioleci kryzys gospodarczy. I niezależnie od tego, czy jest na kogo zrzucić winę za taki stan rzeczy, czy nie – potrzebujemy konkretnego i skutecznego planu odbudowy gospodarki. Na wzór powojennego Planu Marshalla czy Nowego Ładu z lat 30. ubiegłego wieku. Potrzebujemy jasnej i merytorycznej dyskusji na temat priorytetów polityki gospodarczej i fiskalnej. Ponad podziałami politycznymi.

Szczególnie teraz, gdy zewsząd zalewa nas propaganda „darmowych” pieniędzy z Unii Europejskiej i straszenie Polaków, że bez tych pieniędzy nastąpi armagedon, a po nim koniec świata. Otóż nic takiego się nie stanie. Warto sobie uświadomić, że Unia Europejska nic nie dała nam za darmo i dawać nie zamierza. Te wszystkie dotacje i pieniądze z unijnych funduszy to zimny, skalkulowany biznes, za który od lat płacimy. Otworzyliśmy przed zagranicznymi firmami nasz rynek, podlegamy unijnym (często bezsensownym) przepisom, kolejne unijne regulacje uderzają w polskie przedsiębiorstwa. To są realne koszty uczestnictwa Polski w UE, o których bardzo rzadko się wspomina. Teraz także środki, zarówno z Funduszu Odbudowy, jak i z wieloletnich ram finansowych będą pieniędzmi, których nie będziemy mogli wydać na dowolny cel, bo te cele narzuci nam Komisja Europejska. Część z nich – jak na przykład Europejski Zielony Ład – stoją w jawnej sprzeczności z naszym interesem gospodarczym.

Tym bardziej więc potrzebujemy skutecznego planu odbudowy gospodarki, który nie będzie uzależniony od pieniędzy z UE. Tak, byśmy w razie ich braku, bez ingerencji z zewnątrz, w spokoju mogli uratować jak najwięcej polskich firm, a całą naszą gospodarkę przywrócić na tory szybkiego rozwoju.

Jest na to wiele pomysłów i większość z nich warto rozważyć. Nie miejsce tu, by je wszystkie omówić, dlatego wspomnę o jednym. Do zagospodarowania na odbudowę polskiej gospodarki mamy 1,3 bln zł. Tyle bowiem wynoszą dziś oszczędności prywatne Polaków na różnych bankowych kontach czy funduszach. Państwo powinno stworzyć swoim obywatelom możliwość zainwestowania tych środków w projekty o strategicznym znaczeniu. Tak, by to Polacy czuli się odpowiedzialni za powodzenie tych projektów i by mogli na nich zarobić. Mowa tu m.in. o inwestycjach dotyczących CPK, Trójmorza czy przekopu Mierzei Wiślanej, ale też o tych mniejszych, lokalnych, związanych chociażby z budownictwem.

Od 1 stycznia 2021 roku wchodzi w życie nowa ustawa Prawo Zamówień Publicznych, która w swoim założeniu ma sprawić, by jak największa część pieniędzy z publicznych inwestycji została w polskich firmach, by na tych inwestycjach zarabiali polscy przedsiębiorcy. Koniecznie trzeba z tego skorzystać. Na Brukseli świat na pewno się nie kończy.