Wygląda na to, że każdy kryzys jest rządowi na rękę. W końcu im więcej pomocy, tym więcej zaufania i zależności, a im więcej zależności, tym więcej niezbędności. A mówiąc wprost – potrzeby bycia w polityce – pisze w najnowszym felietonie Jacek Janas.

Wydaje się, że nie wszystko idzie po myśli naszego rządu. Mówię oczywiście o kwestii utrzymania w ryzach finansów publicznych. Trochę światła rzucił na to zagadnienie Bogusław Grabowski w szeroko komentowanej w mediach wypowiedzi, jaką popełnił na antenie Radia ZET. Nie wdając się w polityczne wycieczki, jakie poczynił pan Grabowski, czym zasłużył sobie na przydomek nadany przez samego premiera Morawieckiego – Guru ekonomiczny opozycji – należy się odnieść do jednego spostrzeżenia poczynionego w tym programie. Były członek Rady Polityki Pieniężnej, mówiąc o cudzie gospodarczym wieszczonym przez prezesa NBP Adama Glapińskiego, wskazał: – Kilkunastoprocentowa inflacja, szybko spadające tempo wzrostu gospodarczego, zamrożenie znacznej części cen, coraz większa ingerencja państwa w gospodarce, upolitycznienie przedsiębiorstw, organów państwa, to takich cudów Polakom nie życzę.

Pan Grabowski takiego cudu gospodarczego wprawdzie Polakom nie życzy, ale może życzą sobie tego sami zainteresowani, czyli Polacy? Po części pan Grabowski sam udzielił sobie odpowiedzi na to pytanie, bowiem stwierdził w tym samym wywiadzie, że „Polacy mają swój rozum, ale się nie znają”. Jeżeli prawdą jest stwierdzenie pana Grabowskiego, to w takim wypadku Polacy muszą wierzyć w ekonomiczne kierownictwo rządu, bowiem na razie mamy wprowadzany w życie ów cud gospodarczy, a nie program opozycji.

Z drugiej strony takiego cudu gospodarczego niewątpliwie życzy sobie rząd. Może niekoniecznie z uwagi na to, że sam w ten cud gospodarczy przesadnie wierzy. Ważne, że wierzy w ten cud finansowa zagranica. Przecież kilka dni temu, jak przeczytałem właśnie na „Forum Polskiej Gospodarki”, jedna z wiodących Agencji Ratingowych, czyli niewidzialna siła, która dzięki żmudnym kalkulacjom, analizom i proroctwom potrafi nawet obalać rządy, a konkretnie Agencja Fitch oceniła rating Polski na A-/F1 z perspektywą stabilną i odpornym rynkiem. Wskazana agencja nawet prorokuje, że Polska nadal stąpa po ścieżce wzrostu gospodarczego, który w 2023 roku ma wynieść 1,1 proc.

W każdym razie cud gospodarczy jest rządowi potrzebny, co udowadniają kolejne pozytywne oceny, nieważne czego by dotyczyły. Dla przykładu nasz „państwowy” ZUS podał informację, że polski rynek pracy jest coraz bardziej atrakcyjny… dla cudzoziemców, a wyznacznikiem tego jest wzrost liczby ubezpieczonych. Ciekawy jestem, czy wszyscy ubezpieczeni obcokrajowcy odprowadzają składki od wypracowanego przez siebie dochodu, ale to już jest kwestia na inny felieton. W każdym razie Polska ma się dobrze i nawet się rozwija dzięki działaniom rządu.

Jak zauważył jeden z najbardziej spostrzegawczych myślicieli politycznych, persona non grata filozofii – właśnie z uwagi na swoją bezkompromisową spostrzegawczość, myloną przez doktrynerów z głoszeniem ideologii prowadzenia polityki bez wartości – czyli Nicolo Machiavelli w swoim najbardziej znanym dziele Il Principe („Książę”): Przeto przezorny książę powinien obmyśleć sposób, aby obywatele zawsze i w każdej okoliczności odczuwali potrzebę jego rządu, wtedy stale będą mu wierni. Może tutaj jest odpowiedź na ocenę wystawioną przez pana Grabowskiego polskim obywatelom.

Zauważmy, że nie ma dnia, w którym byśmy się nie dowiedzieli o jakimś sukcesie rządu. Jakże więc moglibyśmy wątpić w skuteczność sterowania naszej nawy państwowej pośród mielizn polityki i ekonomii. Mało tego, zgodnie z tezą postawioną przez Florentczyka, Polacy są wierni rządowi nie tylko na skutek przekonania, ale przez potrzebę. Bez pomocy państwa coraz mniej obywateli dostrzega powodzenie swoich indywidualnych spraw.

Świadczą o tym nagłówki artykułów prezentowanych w mediach. Rząd ogłasza kolejny program pomocowy, tym razem dla rolników, który ma zachęcić do produkcji biogazu i biometanu, powstawania spółdzielni energetycznych (ale tylko na wsi), upowszechnienia OZE i… po raz kolejny fotowoltaiki.

Stopień uzależnienia od państwa jest ogromny. Kolejna informacja traktuje o żądaniach restauratorów i ogólnie pojętej gastronomii wysuwanych do rządu ws. dobijających branżę cen energii. I już wiemy, że rząd zamierza, a przynajmniej tak obiecuje, opowiedzieć pozytywnie na te postulaty kolejnym wielkim programem pomocowym.

Rzekłoby się, że w tej sytuacji każdy kryzys jest rządowi na rękę. I to prawda. W końcu im więcej pomocy, tym więcej zaufania i zależności, a im więcej zależności, tym więcej niezbędności. A mówiąc wprost – potrzeby bycia w polityce.

Koło się jednak zamyka. Bo skutkiem jest kolejny „cud gospodarczy”. Pomimo lekkiego spadku inflacji wg. danych GUS, przywitanego wszak przez niektóre środowiska z euforią równą nadejściu Mesjasza, jak wynika z komparatystyki przeprowadzonej choćby na łamach buissnesinsider.com dalej pozostajemy w niechlubnej szóstce krajów europejskich z najwyższą inflacją.

I chyba to nie idzie po myśli naszego rządu. Pomimo wielkich nadziei ratowania finansów publicznych przez projekt ustawy o zmianie ustawy o Sądzie Najwyższym, chyba nie do końca finanse publiczne utrzymywane są w ryzach, bowiem hitem tego tygodnia pozostaje informacja, że rzekomo „zamrożony” do niedawna, niemal bolszewicki projekt skoku na kasę tych, co jeszcze kasę mają, uzasadniany potrzebą ograniczenia handlu mieszkaniami, czyli opodatkowanie wyższą stawką podatku tych, którzy chcą nabyć szóste i następne mieszkanie, trafił już do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Jak donosi money.pl, mimo że brak jest woli rządu, by opodatkować darowizny i dziedziczenie, mając świadomość zaradności Polaków, Ministerstwo Rozwoju i Technologii poinformowało, że zamierza ograniczyć omijanie przepisów przez tych, którzy kupują wiele mieszkań i będzie to dotyczyć darowizn. Dodatkowo, co już jest skandaliczne (a zostało wypróbowane przy okazji nowelizacji ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego), osoba, która już posiada mieszkania na własność w magicznej liczbie pięciu, będzie mogła kupić jedno mieszkanie raz na rok!! A sankcje? Gdyby nie surowość, to byłoby to kuriozalnie zabawne. Nie dość, że czynność prawna w przypadku naruszenia przepisów ustawy byłaby ex lege dotknięta wadą nieważności, to jeszcze nieszczęśnik, któremu zdarzyłoby się skłamać przed notariuszem co do liczby mieszkań, zostanie skazany, bo oświadczenie będzie składane pod rygorem odpowiedzialności karnej.

Nie ma to jak prawdziwy cud gospodarczy.

Jacek Janas

Poprzedni artykułCzeski cud demograficzny godny naśladowania
Następny artykułSłużby kontra prywatność