Fot. Karol Jarosz

Ma Pan kilkunastoletnie doświadczenie zawodowe zdobyte na szwedzkim rynku budownictwa mieszkaniowego. Jest coś, co warto przenieść stamtąd na polski grunt? Pytanie istotne, bo w Polsce wciąż brakuje co najmniej trzech milionów mieszkań.
Zgadza się. I choć budujemy coraz więcej – w ubiegłym roku biorąc pod uwagę wszystkich uczestników rynku, wybudowanych zostało ok. 185 tys. mieszkań, w tym ten wynik być może będzie jeszcze lepszy – to takie tempo wciąż jest za małe, byśmy w ciągu dekady, czy kilkunastu lat pod względem mieszkaniowym dogonili średnie wyniki w Europie. Zachodniej. Akurat Szwecja to kraj, w którym w bardzo wysokim stopniu przyjęło się budownictwo modułowe, czyli budynki powstają tam z gotowych, wcześniej przygotowanych prefabrykatów przestrzennych. Mogą to być prefabrykaty żelbetowe, mogą być drewniane – to kwestia drugorzędna. Najistotniejsze jest to, że ponad 90 proc. wielorodzinnych budynków mieszkaniowych realizowanych jest w tej właśnie technologii. Ona się tam bardzo dobrze sprzedaje, bo w zasadzie nikogo w Szwecji nie trzeba przekonywać do korzyści płynących ze stosowania tego rodzaju rozwiązań. Myślę, że cały ten know-how, czyli system zarządzania pełnym procesem budowy, warto przenieść na nasz krajowy grunt. Im szybciej to zrobimy, tym szybciej zwiększymy tempo budowy mieszkań.

Prefabrykacja mocno wchodzi w polskie budownictwo

Czym ta technologia różni się od tradycyjnego modelu budowania?
W najprostszych słowach można powiedzieć, że technologia budownictwa modułowego z elementów prefabrykowanych to przeniesienie części pracy z budowy do zakładu produkcyjnego. W HM Factory zajmujemy się prefabrykacją żelbetową, czyli produkujemy elementy betonowe. Gotowe ściany, stropy, balkony i schody. Nie ma się co dziwić, że Szwedzi tak wysoko sobie tę technologię cenią. Z jednej strony jest ona doskonałą odpowiedzią na trudności związane z brakiem rąk do pracy, rosnącymi kosztami robocizny i wysokimi cenami materiałów budowlanych. Z drugiej, cechuje się mniejszą usterkowością niż tradycyjny system budowy mieszkań i jest oszczędniejsza.

Zwolennicy tej technologii przekonują, że zrewolucjonizuje ona budownictwo mieszkaniowe w XXI wieku. Rzeczywiście tak będzie?
W perspektywie czasowej na pewno. Zresztą już dziś technologia, jaką dysponujemy, zaczyna się opłacać. Korzyści, jakie daje, to przede wszystkim skrócenie czasu realizacji inwestycji, zwięszkenie jakości wykonywanych elementów oraz ułatwienie logistyki i prac na placu budowy. Od pracy oczywiście nie uciekniemy, ale jest ona przeniesiona z warunków mniej korzystnych, w jakich mamy do czynienia na budowie, do zakładu produkcyjnego, gdzie te warunki są nieporównywalnie korzystniejsze. Uniezależniamy się w pewnym stopniu od pogody oraz od wzrostu cen robocizny. Nie da się ukryć, że łatwiej produkcję pewnych elementów kontrolować w zakładzie produkcyjnym. Dodatkowym czynnikiem wynikającym z szybkości budowania jest niedoceniana jeszcze w Polsce wcześniejsza komercjalizacja inwestycji, która może mieć ogromne znaczenie, zwłaszcza w przypadku mieszkań na wynajem. Postawienie budynku z prefabrykatów zabiera ok. 30 proc. mniej czasu w porównaniu z tradycyjnym modelem budowania. Do tego dochodzi możliwość zastosowania mniejszych przekrojów ścian, co przekłada się na zwiększenie powierzchni użytkowej lokalu. Prefabrykacja to również znaczne zmniejszenie nakładów na wykończenie budynków, niższe koszty ekploatacji – chociażby ogrzewania czy renowacji elewacji. Wyliczyliśmy w HM Factory, że przy inwestycji od samego początku zaplanowanej pod tą konkretną technologię, średnio można zaoszczędzić ponad 400 złotych na metrze kwadratowym powierzchni użytkowej mieszkania.

Co zrobić, by zaszczepić te skandynawskie rozwiązania w Polsce?
To na pewno ogromne wyzwanie. Zdaję sobie sprawę, że łatwo nie bedzie, muszę jednak powiedzieć, że widać, iż temat zyskuje na popularności, zarówno wśród inwestorów, przedstawicieli państwowych spółek, generalnych wykonawców, deweloperów, producentów prefabrykatów, jak i klientów kupujących mieszkania. Prefabrykacja już na dobre zagościła w dyskusjach prowadzonych na temat naszego rynku budowlanego i wydaje się, że coraz bardziej przemawia do naszej świadomości jako system, który może przynieść wymierne korzyści. Nie da się jednak ukryć, że to dopiero pierwszy krok w kierunku powszechnego stosowania tego typu rozwiązań. Pod tym względem jeszcze nam daleko do krajów skandynawskich.

Czego zatem brakuje, aby przejść od słów do czynów?
Po pierwsze, zmiany nastawienia i mentalności. Nie zawsze jest to proces łatwy do przeprowadzenia. Szczególnie w branży, która od lat uchodziła za wyjątkowo konserwatywną. Budownictwo, szczególnie mieszkaniowe, musi stać się jednym z najbardziej innowacyjnych sektorów polskiej gospodarki. Tylko w taki sposób uda się nam nadrobić zapóźnienia cywilizacyjne w tym obszarze. Ta innowacyjność to nie tylko technologia, ale przede wszystkim model zarządzania całym procesem budowy, który ja definiuję w pięciu punktach: koncepcja, projekt, produkcja, dostawa i montaż. Celowo zaczynam od słowa koncepcja, bo z doświadczenia wiem, że aby z sukcesem zastosować nową technologię, trzeba podejść do tego już na etapie pomysłu. Po drugie, potrzebujemy dobrego przykładu. Jak w każdym biznesie – niby wszyscy widzą korzyści, ale z jakichś powodów czekają. A moim zdaniem kto pierwszy wykona ruch, ten zyska najwięcej. Niedługo na konkretnych przykładach udowodnimy, że warto pójść tą drogą. Jako Grupa Inwest, której częścią jest zakład HM Factory, rozpoczeliśmy realizację dwóch inwestycji, które od początku do końca zostaną wykonane w technologii prefabrykacji. Jedna w Poznaniu, druga w Krakowie.