Choć 1 lutego VAT na żywność zostanie obniżony z 5 do 0 proc., to przedstawiciele branży twierdzą, że wzrostu cen w sklepach nie da się powstrzymać – czytamy we wtorkowej „Rzeczpospolitej”.

Polska Izba Handlowa wskazuje, że choć na początku sklepy być może nieco obniżą ceny, to podwyżki będą nieuniknione, jeśli kolejna otrzymana dostawa danego towaru będzie już po wyższej cenie. Wszystko przez rosnące ceny gazu i prądu, które dotyczą każdego, a więc też producentów żywności. Handlowcy ostrzegają również przed powielaniem pomysłu z Węgier, gdzie rząd na niektóre towary wprowadził ceny urzędowe.

– Narzucanie cen detalicznych spowoduje w pierwszym rzędzie upadek firm małych i średnich, a w konsekwencji niedobory na rynku. W PRL kwitł drugi obrót, w sklepach było niewiele produktów poza octem, a towary kupowane były na czarnym rynku po zupełnie innych niż urzędowe cenach – powiedział cytowany przez „Rz” Andrzej Gantner, wiceprezes Polskiej Federacji Producentów Żywności Związku Pracodawców. – W konsekwencji zaczęto też regulować popyt poprzez reglamentację produktów, czyli wprowadzono kartki. Jedyny rodzaj produkcji, jaki był w miarę opłacalny w takim systemie, to była produkcja na eksport za tzw. dewizy. Naprawdę chcemy do tego doprowadzić? – zapytał.

Trwające podwyżki cen sprawią, że konsumenci mogą się spodziewać zaostrzonej walki o klienta przez największe sieci handlowe, które będą ich kusiły kolejnymi promocjami.

Źródło: Rzeczpospolita

Poprzedni artykułWalka deweloperów
Następny artykułRośnie wymiana handlowa Chin ze światem, mimo pandemii