Coraz więcej ludzi bardzo dokładnie zwraca uwagę na to, co je – czy to z powodu filozofii życiowej, czy z powodów zdrowotnych. Konsumenci wiedzą, co im szkodzi, bo ma to związek z różnymi nietolerancjami pokarmowymi, np. glutenu, laktozy czy fruktozy. Megatrendy podpowiadają, że zapotrzebowanie na zdrową żywność przygotowywaną tradycyjnymi metodami będzie stale rosło.

teefarm/Pixabay

Mięso, owoce, warzywa czy jaja oraz inne kupowane produkty ludzie oceniają pod kątem poziomu tzw. zrównoważenia ich produkcji oraz – coraz częściej – opakowania (czy jest ono maksymalnie ekologiczne – z papieru lub szkła). Do powszechnej świadomości przedostaje się hasło o zrównoważonej żywności. Brzmi ono trochę dziwnie, a dla niektórych może i nawet podejrzanie. Tym bardziej, że owa zrównoważona żywność, czy też teoretycznie produkowana w sposób zrównoważony, jest na ogół w Polsce wyraźnie droższa od „normalnej”.

Co z tym „zrównoważeniem”?

Teoretycznie zrównoważona produkcja oznacza, że producent bierze pod uwagę sposób pozyskiwania produktu żywnościowego – taki, który odbywa się z uwzględnieniem poszanowania zwierząt, ale i pracowników. Ważne są też „zdrowe” składniki i „ekologiczne”, czyli łatwe do utylizacji, opakowania.

Nie jest to tylko moda lansowana przez dużych producentów. Sami konsumenci oczekują coraz to zdrowszego i smaczniejszego towaru, na dodatek za przystępną cenę. Przedsiębiorcy muszą też brać pod uwagę tzw. eko-efektywność, czyli to, że ich produkty nie powinny generować dużo odpadów. Czy nam się to podoba, czy nie tzw. opinia publiczna tworzy presję na rynek. Według badań Innova Market Insights, w latach 2018-2019 z 60 do 87 proc. wzrósł odsetek globalnych konsumentów „spodziewających się, że firmy zainwestują w zrównoważony rozwój”. Potwierdzają to badania EY Future Consumer Index z czerwca 2021 z których wynika, że 39 proc. konsumentów jest przekonanych, że kryzys zdrowotny będzie nadal wpływał na ich życie – i to przez najbliższy rok. Wielu ludziom zaczyna podobać się idea zrównoważonego rozwoju, o ile w praktyczny sposób będzie wdrażana także przy produkcji żywności.

Badanie EY pokazało jeszcze inny, ważny megatrend: konsumenci chcą móc realizować zrównoważone decyzje zakupowe. Czyli takie, które określają jako mające „istotny wpływ na budżet domowy”. Już 78 proc. konsumentów obawia się wpływu wszystkiego, co się dzieje w związku z COVID-19 na ich finanse. I więcej niż połowa (53 proc.) przyznaje, że cena produktu żywnościowego odgrywa dla nich zdecydowanie ważniejszą rolę niż przed pandemią. Ma więc być i zdrowo, i tanio.

Odwiedzający sklepy chcą mieć też możliwość szerokiego dostępu do dietetycznego jedzenia, opartego na tradycyjnej produkcji żywności i koniecznie bez modyfikacji genetycznej. Zwracają pilnie uwagę na termin przydatności do spożycia na etykiecie. Nie może być za długi, bo nasuwa to podejrzenie, że w produkcji użyto jednak niezdrowych konserwantów czy utrwalaczy.

Produkty antystresowe i wzmacniające

Moda na tzw. superfoods nie mija. Poszukiwana jest – i nadal będzie – żywność posiadająca takie wartości odżywcze, które poprawiają kondycję zdrowotną oraz sprzyjają dobremu samopoczuciu. Takie superjedzenie ma być źródłem prawdziwych witamin, minerałów, przeciwutleniaczy, białka oraz błonnika. Ma zwiększać naszą odporność na infekcje bakteryjne oraz wirusowe. Oczekuje się, że zdrowe jedzenie, bogate w witaminy i mikroelementy, będzie redukować zmęczenie i stres, obniżając poziom cholesterolu oraz regulując ciśnienie. Ma być też oczywiście lekkostrawne.

Produktów spożywczych i napojów pod marką superżywności przybywa. Według badania CAGR z lat 2015-2019 średnioroczny wzrost wyniósł na tym rynku 3,8 proc.

Dla wegan, wegetarian i owadożerców

Przez wielu klientów poszukiwane są też produkty, w których mięso zastępują roślinne źródła białka, a nawet owady, czy mięso sztucznie wytworzone. Sklepowa oferta dla wegetarian, wegan czy flexitarian będzie tylko rosła.

Z naszej perspektywy może wydawać się to wszystko nieco sztuczne i przereklamowane. Czy jest wynikiem intensywnej promocji w wykonaniu koncernów przestawiających się już na nową, tzw. zdrową produkcję, czy może jednym z komponentów kształtowanego światopoglądu klientów – ma to już wtórne znaczenie. Tak po prostu jest, że rynek żywności idzie w tym kierunku. Przedsiębiorca może się z tym nie godzić i próbować iść pod prąd, albo poważnie rozważyć wprowadzenie nowej linii produkcji, co pozwoli mu zająć istniejące jeszcze nisze sprzedażowe.

(na podstawie informacji Ferm Drobiu Woźniak)