Osoby projektujące takie przepisy nie rozumieją podstawowych pojęć, którymi się posługują – tak o projekcie Lewicy w sprawie szczepień pisze w najnowszym felietonie Michał Góra.

Lewica przypomniała na swojej stronie internetowej o złożonym przez ten Klub projekcie ustawy, która miałaby wprowadzić powszechny obowiązek szczepień przeciw COVID-19. Po ostatniej analizie rozporządzenia ministerialnego w sprawie obowiązku szczepień przez tzw. zawody medyczne (a akt ten trudno właściwie zinterpretować choćby z punktu widzenia kręgu osób faktycznie poddanych obowiązkowi szczepień), przyszedł czas na przyjrzenie się projektowi Lewicy. Ograniczę się tutaj tylko do kilku przykładów, przedstawionych zresztą w formie literackiej, w celu zachowania czytelności wywodu.

W szczególności Lewica chciałaby, aby podmiot prowadzący działalność gospodarczą był wyłączony z czasowego ograniczenia w prowadzeniu działalności gospodarczej, jeżeli ta działalność będzie wykonywana przez osoby:

1) zaszczepione przeciwko COVID-19;

2) po zakończeniu izolacji z powodu zakażenia wirusem SARS-CoV-2 lub

3) posiadające negatywny wynik testu diagnostycznego w kierunku obecności wirusa SARS-CoV-2 wykonanego nie wcześniej niż 48 godzin przed jego okazaniem.

Proponenci projektu zdają się jednak nie zauważać, że w Polsce istnieją nie tylko takie podmioty prowadzące działalność gospodarczą, które są osobami fizycznymi, ale także takie, które nimi nie są. Z literalnej treści projektu ustawy wynika zatem, że przeciwko COVID-19 powinna być zaszczepiona na przykład spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Nie jestem także pewien, czy projektodawcy zdają sobie sprawę z tego, że pracownik nie wykonuje działalności gospodarczej w imieniu swojego pracodawcy, bo działalność tę wykonuje sam przedsiębiorca. Zgodnie z art. 3 ustawy – Prawo przedsiębiorców, „działalnością gospodarczą jest zorganizowana działalność zarobkowa, wykonywana we własnym imieniu i w sposób ciągły”, a zatem wykonywanie określonej działalności w cudzym imieniu po prostu nie jest działalnością gospodarczą.

Projekt przewiduje także, że podmiot prowadzący działalność gospodarczą jest wyłączony z czasowego ograniczenia w prowadzeniu działalności gospodarczej, jeżeli sam spełnia powyższe trzy warunki, ale ponadto stroną stosunku prawnego z podmiotem prowadzącym działalność gospodarczą powinien być konsument, który jest zaszczepiony, po zakończeniu izolacji lub posiada aktualny negatywny test. Nie jestem pewien, czy zdano sobie sprawę z tego, że przedsiębiorcy zawierają umowy nie tylko z konsumentami, ale także innymi przedsiębiorcami, o których ten przepis w ogóle nie wspomina. Poza tym konsument, który wchodzi do sklepu czy lokalu usługowego, nie jest automatycznie stroną żadnego stosunku prawnego. Przepis ten pozwalałby więc na przykład w sposób swobodny „kręcić się” choćby po galeriach handlowych, gdzie nie zawiera się żadnych umów przed wejściem do konkretnej placówki.

Lewica chce także, aby osoby wykonujące pracę zarobkową, prowadzące działalność gospodarczą lub prowadzące odpłatną bądź nieodpłatną działalność pożytku publicznego „na obszarze” – cokolwiek to znaczy – 1) zakładu opieki zdrowotnej, 2) jednostki systemu oświaty, 3) żłobka lub klubu dziecięcego, 4) domu pomocy społecznej były zobowiązane do posiadania unijnego cyfrowego zaświadczenia COVID i do okazania go na każde żądanie kierowników podmiotów, o których mowa w pkt 1-4, lub osób przez nich upoważnionych. Rzecz w tym, że podmiot prowadzący działalność gospodarczą jednoosobowo jest sam sobie kierownikiem, więc komu miałby okazać taki certyfikat?

Projekt jest też absolutnym superfluum, czyli zbytecznym powtórzeniem tego, co już dawno w polskim prawe obowiązuje, skoro i tak doprecyzowanie treści obowiązku szczepień deleguje się na Ministra Zdrowia. Rzecz w tym, że Minister Zdrowia od dawna ma kompetencje w zakresie ustanawiania takich obowiązków, zarówno poza stanem epidemii (na podstawie art. 17 ust. 10 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi), jak też w stanie zagrożenia epidemicznego lub w stanie epidemii (art. 46 ust. 4 pkt 7 powołanej ustawy). Co więcej, za naruszenie obowiązku szczepienia ochronnego przeciw COVID-19 w nowym projekcie przewidziano karę grzywny, jednak od dawna obowiązuje przepis art. 115 § 1 kodeksu wykroczeń, który przewiduje, że kto – pomimo zastosowania środków egzekucji administracyjnej – nie poddaje się obowiązkowemu szczepieniu ochronnemu przeciwko gruźlicy lub innej chorobie zakaźnej albo obowiązkowemu badaniu stanu zdrowia, mającemu na celu wykrycie lub leczenie gruźlicy, choroby wenerycznej lub innej choroby zakaźnej, podlega karze grzywny do 1500 złotych albo karze nagany. Powtórzone w zmienionej formie przepisy wprowadziłyby tylko chaos interpretacyjny i niepotrzebnie wyróżniały zasady szczepienia ochronnego przeciw COVID-19 spośród innych szczepień ochronnych.

Najciekawsze jest jednak to, że w uzasadnieniu projektu wskazano, iż „Minister Zdrowia (…) zapewni możliwość dostępu wymienionych do aplikacji mobilnej, która będzie weryfikować ważność unijnego cyfrowego zaświadczenia COVID przy pomocy kodu QR bez ujawniania bądź zapisywania danych osobowych. Okazanie dowodu tożsamości ze zdjęciem, w tym dowodu osobistego, paszportu lub prawa jazdy będzie wymagane tylko ze względu na zweryfikowanie imienia i nazwiska na cyfrowym zaświadczeniu COVID z tożsamością jego posiadacza. Żadne dane osobowe nie będą przetwarzane lub przechowywane przez podmiot sprawdzający”. Projektodawcy najwyraźniej nie rozumieją, czym są dane osobowe i ich przetwarzanie. Otóż zgodnie ze słynnym unijnym rozporządzeniem, przetwarzanie danych osobowych w sposób całkowicie lub częściowo zautomatyzowany następuje także wtedy, gdy dane nie są włączone do zbioru danych. Zwykłe zatem sprawdzenie certyfikatu COVID przez ochroniarza w klubu nocnym jest przetwarzaniem danych osobowych, nawet jeśli on tych danych nigdzie nie zapisze. Co więcej, liczne przepisy – w tym przepisy samego RODO – nakładają na przedsiębiorców obowiązki w zakresie rozliczalności. W jaki zatem sposób przedsiębiorca udowodni, że sprawdził certyfikat danej osoby, jeśli nie zapisze jej danych osobowych? Szczególnie kuriozalnie brzmi stwierdzenie, jakoby wszystko miało się odbyć „bez ujawniania” danych osobowych, skoro dalej jest mowa o weryfikacji imienia i nazwiska z okazanym dowodem tożsamości. Skanowanie certyfikatów covidowych w połączeniu z weryfikacją ich treści z dowodem tożsamości zdecydowanie jest przetwarzaniem danych osobowych, co więcej kategorii tzw. danych wrażliwych.

To wszystko wskazuje na to, że osoby projektujące nowe przepisy nie rozumieją podstawowych pojęć, którymi się posługują. Już z tego względu prawo w takiej formie nie powinno zostać uchwalone.