Gdyby spojrzeć na los przedsiębiorcy oczami pracownika korporacji, trudno znaleźć sens wyboru pracy na własny rachunek. Same przeciwności losu. Przez wiele lat gnębił nas – jako najpotężniejszy wróg przedsiębiorcy – Urząd Skarbowy. Potem dobrały się do nas banki, niestety często skutecznie rujnując niejedną świetnie prosperującą firmę, która wpadła w przejściowe kłopoty. Na co jakby czyhał kredytodawca, żądając natychmiastowej spłaty zobowiązań.

krzysztof oppenheim - zdjęcie
Krzysztof Oppenheim/Kancelaria Doradztwa Finansowego

Od ponad dwóch lat rząd niszczy polskie firmy wszelkimi możliwymi sposobami: niepotrzebne, niby „anty-pandemiczne” lockdowny lub ograniczenia w prowadzeniu działalności, potem „wspaniały” Polski Ład. Dochodzi inflacja wywołana całą serią rządowych działań pro-inflacyjnych. Dokłada się także do tej pacyfikacji akcja NBP poprzez kolejne podwyżki stóp procentowych. Dlaczego zatem wciąż walczymy o to, by nie przejść na garnuszek Skarbu Państwa albo by nie zatrudnić się w jakieś korporacji? Odpowiedź na to pytanie znajdziesz poniżej:

Przedsiębiorca to ostatni wolny człowiek

Stosując nazewnictwo ze słynnej „Ucieczki od wolności” Ericha Fromma – w porównaniu z „etatowcami” posiadamy znacząco więcej „wolności od” (nie musimy słuchać głupiego szefa, sami tworzymy otoczenie i procedury w swojej firmie, nie musimy ulegać wszechogarniającej świat politycznej poprawności), ale także – „wolności do”.

Żeby więcej zarabiać i żeby stać nas było nie tylko na szare życie, nie musimy czekać na podwyżkę i w tym celu podlizywać się zwierzchnikom, czy też np. donosić na kolegów, co też niekiedy bywa premiowane w korporacjach. Prowadząc działalność gospodarczą możemy generować dochody niemal nieograniczone. Oczywiście, zależy to już od skali działalności oraz naszych biznesowych umiejętności. I dlatego też, mimo opisanych powyżej trudności w działaniu na własny rachunek, za nic w świecie nie zgodzimy się dobrowolnie tej wolności wyrzec, idąc na niby bezpieczny etat.

W okresie od marca 2020 roku, czyli od początku ogłoszenia w Polsce pandemii, zniszczonych zostało dziesiątki tysięcy firm. W pewnym sensie można by to wręcz nazwać zaplanowaną eksterminacją, bowiem bardzo podobne działania skierowane przeciwko klasie średniej obserwowaliśmy niemal na całym świecie. Zadajmy sobie więc pytanie:

Dlaczego właściwie przeszkadzamy globalistom?

Bardzo trudno zrozumieć to osobie, która uważa się za normalną. W tych działaniach, zakrojonych na tak wielką skalę, ofiarami mają być m.in. właśnie przedsiębiorcy. Czy chodzi zatem o to, że swoimi małymi biznesami stanowimy konkurencję dla wielkich, międzynarodowych korporacji? Oczywiście, że nie.

Rozumiem, że człowiek bardzo bogaty, chce być jeszcze bogatszy. To taki rodzaj chorego sportu: stać cię absolutnie na wszystko, bo twój majątek przekracza kwotę np. 1 mld USD, a ty mimo wszystko, za wszelką cenę, chcesz stan posiadania znacząco powiększyć. No dobra, może ten typ tak ma. Nie mogę jednak w żaden sposób zrozumieć, dlaczego tym niewiarygodnie bogatym ludziom zależy na tym, żeby tobie wszystko zabrać? Przecież to oznaka upośledzenia umysłowego, a na pewno poważnych problemów osobowościowych.

A jednak tak się dzieje. Na całym świecie obiektem takich ataków jest właśnie klasa średnia. Niestety, także nasz rząd jest pod urokiem globalistów zrzeszonych w organizacjach typu Światowe Forum Ekonomiczne i posłusznie stosuje w naszym kraju, wydane tamże dyrektywy. Kryzysy tłumaczy się bądź skutkami strasznego wirusa, lub też obwinia się za wszystko tego potwora Putina. A wszystkie rachunki płaci klasa średnia, w tym w głównej mierze przedsiębiorcy. Uważasz, że nie mam racji? Przyjrzyjmy się więc działaniom naszego rządu.

Putinflacja, czy patoekonomia?

Prawie dwa lata kowidowych restrykcji okazało się pospolitą ściemą. Jeszcze w styczniu br. minister Niedzielski przerażał wizją 50 tys. zakażeń dziennie (link), aby ledwie po dwóch miesiącach… znieść wszelkie restrykcje. Oto bowiem wirus przestraszył się trzech milionów uchodźców z Ukrainy, którzy bez żadnych testów, obowiązkowych szczepień czy nawet maseczek, zagościli w Polsce. I jak się okazało nie kładliśmy się pokotem na ulicach z braku miejsc w szpitalach, umierając na tę ponoć tak straszną i tak zaraźliwą chorobę.

9-krotna podwyżka stóp procentowych ma nas chronić przed inflacją, a faktycznie powoduje jedynie to, że dużo więcej nadwyżki w budżecie (jeśli takową jeszcze posiadamy) zanosimy bankom, miast przeznaczyć te środki na konsumpcję lub oszczędności. I oczywiście hamujemy wszelkie inwestycje, bo przy tak drogim kredycie nie mają one racji bytu.

Najśmieszniejsza jest „tarcza antyinflacyjna”, która polega na rozdawaniu ogromnej ilości pieniędzy „poszkodowanym Polakom”, co w efekcie jeszcze bardziej napędza inflację. Bo to zupełnie tak samo, jakby gasić pożar benzyną.

A przecież mamy jeszcze upiorny pomysł (choćby ze względu na szalejącą inflację) rozdawania Polakom po 1300 zł za nicnierobienie – mowa o pracach rządu nad tzw. podstawowym dochodem gwarantowanym.

Mamy też kolejne gigantyczne podwyżki cen energii elektrycznej, gazu oraz cen benzyny – nawet dla osoby średnio rozgarniętej jest oczywiste, jak takowe działania wpłynąć muszą na wzrost cen. Niemal wszystkiego. Oto jedna z publikacji, która potwierdza, że tak znacząca zwyżka cen benzyny i energii elektrycznej (mowa nie tylko o Polsce) nie ma ekonomicznego uzasadnienia – link. I jeden z niej cytat: „Przeanalizowaliśmy ceny benzyny 95 w Polsce. Okazuje się, że obecny wzrost cen, nie jest powiązany z ceną ropy na świecie.” Wniosek jest oczywisty: chcą nas oskubać, a zwalą wszystko na Putina.

Najgorsze przed nami?

Ta nienachalnie optymistyczna ocena sytuacji bieżącej nie daje nadziei na to, że wkrótce będzie lepiej. Może być znacznie gorzej. Szczególnie, jeśli wsłuchamy się w treść wypowiedzi, które padają w Davos. W tym temacie co nieco znajdziesz w opracowaniu: link. Cytuję fragment: „W 2030 r. nie będziesz miał nic i będziesz szczęśliwy” – to światowy komunistyczny projekt, oklaskiwany przez Macrona i Merkel w Davos”.

Może przetłumaczmy to na język czynów i przyszłych zdarzeń. Masz dom? Mieszkanie, które kupiłeś z myślą o dzieciach? Pewnie też kilka samochodów – te prywatne i pracowników? No to kochany – wyskakuj z tych dóbr. Dajemy ci czas do 2030 roku!

Gdzie szukać obrony?

Trudno jest przewidzieć, czy uda nam się uchronić przed tak rozumianym „szczęściem”, czyli globalizacją á la Klaus Schwab. Może jednak choć trochę zmądrzejemy jako społeczeństwo i powiemy w końcu „DOŚĆ” opisanym praktykom? Bo tylko na to możemy liczyć. Najważniejsze jest jednak, aby zdawać sobie sprawę, że otaczający nas „system”, czyli rząd i wszystkie instytucje podporządkowane aparatowi władzy, to twoi śmiertelni wrogowie. Dążą do tego, aby cię zniszczyć. W tym wypadku ślepe zaufanie do rządu plus bezkrytyczna praworządność oznaczają bezmyślność i bezrefleksyjność. A w konsekwencji cichą zgodę na unicestwienie twojego przedsiębiorstwa i pozbawienia cię majątku.

Jak się zatem bronić przed zakusami globalistów? Zapraszam do lektury kolejnego odcinka poradnika, gdzie przedstawię kilka kluczowych rozwiązań. Będą to sprawdzone „w boju” techniki antywindykacyjne.


(Poprzedni odcinek poradnika – link).


KRZYSZTOF OPPENHEIM
– ekspert finansowy oraz od rynku nieruchomości, specjalizujący się m.in. w kredytach hipotecznych, przedsiębiorca. Od lipca 2016 roku prowadzi także kancelarię antywindykacyjną o specjalnościach: upadłość konsumencka, pomoc zadłużonym przedsiębiorcom i spory „frankowe”. Członek Zespołu Roboczego ds. Restrukturyzacji i Upadłości w Radzie Przedsiębiorców przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców. Więcej informacji: www.oppen-kredyt.pl, www.krzysztofoppenheim.pl

 

 

Poprzedni artykułZachód kupuje od Indii ropę z… Rosji
Następny artykułBranża noclegowa i zadłużenie. Czy jest lepiej?