W drodze rządowego rozporządzenia nie można zakazać prowadzenia działalności gospodarczej; łamie to zapisy Konstytucji RP. Rząd upoważniony jest do wprowadzenia rozporządzeniem wyłącznie ograniczeń w zakresie korzystania z wolności działalności gospodarczej, ale nie do całkowitego zakazu jej prowadzenia. Taka opinia, oparta na wyroku WSA w Opolu, krąży w środowiskach prawniczych przygotowujących obronę przedsiębiorców i firm przed karami za złamanie obostrzeń pandemicznych.

To zdarzyło się jeszcze podczas pierwszego, wiosennego lockdownu, 22 kwietnia 2020 r. w Prudniku. Policjant sporządził i przekazał sanepidowi notatkę służbową z interwencji w jednym z salonów fryzjerskich. Fryzjer strzygł w nim klienta, a przecież salony miały wówczas pozostać zamknięte. Na dodatek, zdaniem funkcjonariusza, ani przyłapany fryzjer, ani klient nie mieli czasie interwencji założonych maseczek. Złamali więc obostrzenia sanitarne.

Powiatowy Inspektorat Sanitarny w Prudniku wszczął na podstawie notatki policyjnej postępowanie administracyjne o nałożenie kary na właściciela salonu fryzjerskiego. Podparł się tu rozporządzeniem RM z 19 kwietnia 2020 r., które w założeniu ma pomagać w walce z pandemią. Ostatecznie fryzjerowi wymierzono 10 tys. zł kary, z wezwaniem do natychmiastowej zapłaty.

Zamiast się ucieszyć, że nie było to maksymalne 30 tys. zł właściciel salonu postanowił walczyć i odwołał się od decyzji sanepidu. Jego wersja zdarzeń z owego feralnego dnia była inna niż policjanta; zajrzał mianowicie do swojego salonu, żeby przygotować i zabrać niezbędne mu dokumenty. Gdy to robił, niespodziewanie do salonu przyszedł „na pogaduszki” znajomy, któremu przy okazji podciął włosy.
Wojewódzki Inspektor Sanitarny w Opolu, do którego trafiło odwołanie, nie przychylił się jednak do tej wersji zdarzeń i decyzję powiatowego sanepidu o ukaraniu fryzjera utrzymał w mocy. Właściciel salonu zaskarżył ją więc do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Opolu i sprawę… wygrał. Jakim sposobem?

Ograniczenie działalności to nie zakaz

Z niewielkiego stosunkowo zdarzenia zrobiła się grubsza sprawa. WSA zauważył, że Rada Ministrów zrezygnowała z wprowadzenia stanu klęski żywiołowej. Tym samym, zdaniem sądu, uznała, że „zwykłe środki konstytucyjne” wystarczą, aby opanować epidemię. Co jednak najważniejsze – sąd orzekł, że w drodze rozporządzenia nie wolno zakazać prowadzenia działalności gospodarczej.
„Rada Ministrów upoważniona była wyłącznie do wprowadzenia rozporządzeniem ograniczeń w zakresie korzystania z wolności działalności gospodarczej” – czytamy w uzasadnieniu orzeczenia sądu (całość uzasadnienia wyroku tu: https://sip.lex.pl/orzeczenia-i-pisma-urzedowe/orzeczenia-sadow/ii-sa-op-219-20-wyrok-wojewodzkiego-sadu-523187612?fbclid=IwAR1sD1opk_P66f_oA7sMWlimvkxWN-1eN44fHOmDRINdXZf2Fbsm5COeTpk.).
Czasowe ograniczenie prowadzenie działalności – jak zaznaczył WSA – nie oznacza więc zakazu jej prowadzenia.

Bez stanu nadzwyczajnego to naruszenie Konstytucji?

Jak wiemy, rząd nie zdecydował się na wprowadzenie nie tylko stanu klęski żywiołowej, ale żadnej innej formy stanu nadzwyczajnego. Zdaniem prawników, którzy znajdują teraz oparcie w wyroku opolskiego WSA, nie może więc ograniczać konstytucyjnych praw i wolności w trybie rozporządzeń. Sama rzeczona ustawa nie wprowadziła przecież ograniczeń praw i wolności. Delegowała te kwestie do uregulowania rozporządzeniem Rady Ministrów.

Czy rząd doprowadził więc do objęcia regulacjami rozporządzenia materii ustawowej i naruszenia szeregu podstawowych wolności i praw jednostki, w tym wolności działalności gospodarczej opisanej w art. 22 Konstytucji? Ten artykuł mówi wyraźnie, że ograniczenie wolności działalności gospodarczej jest dopuszczalne tylko w drodze ustawy i tylko ze względu na ważny interes publiczny. Może więc z tego wynikać, że żaden organ państwowy nie powinien wkraczać w materię stanowiącą istotę wolności działalności gospodarczej. Chociaż epidemiczne zakazy, nakazy, ograniczenia i inne restrykcje mają merytoryczne uzasadnienie, to tryb ich wprowadzania może naruszać podstawowe standardy konstytucyjne i prawa w zakresie wolności działalności gospodarczej.

Karę trzeba zapłacić z góry

Kary nałożone przez sanepid są egzekwowane z góry. Pieniądze są szybko blokowane na koncie i ściągane. Jeśli przedsiębiorca, czy inny obywatel, nie zgadza się z karą, może się sądzić, ale post factum – najpierw musi zapłacić.
Co więcej, organy administracji publicznej obowiązane są zapewnić wszystkim stronom czynny udział w każdym stadium postępowania administracyjnego, a przed wydaniem decyzji umożliwić im wypowiedzenie się co do zebranych dowodów i materiałów oraz zgłoszonych żądań (art. 10 par. 1 k.p.a.). Mogą od tego odstąpić tylko wtedy, gdy załatwienie sprawy „nie cierpi zwłoki ze względu na niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia ludzkiego, albo ze względu na grożącą niepowetowaną szkodę materialną”.

W opisanej sprawie salonu fryzjerskiego z niczym takim nie mieliśmy do czynienia. Istnieją też prawne wątpliwości co do tego, czy notatka służbowa policjanta może stanowić jedyną podstawę do wydania rozstrzygnięcia administracyjnego.

Rozstrzygnięcie WSA w Opolu jest ważne także dla branży fitness, hotelarzy i innych branż i sektorów, które przymusowo musiały zamknąć działalność.
Podobnych spraw jest coraz więcej. W Polsce nie istnieje co prawda instytucja tzw. precedensu sądowego i jedna wygrana sprawa nie przesądza o wygranej w innych sądach. Jednak każde orzeczenie kształtuje linię orzecznictwa – sądy i sędziowie przyglądają się uzasadnieniom wyroków w podobnych sprawach.
Firmy bronią się i nadal będą się bronić przed skutkami lockdownu. Obrony tej podejmują się także przed sądami. Niewykluczone więc, że sprawy przeciwko przedsiębiorcom, którzy złamali lub złamią rygory lockdownu, będą coraz częściej umarzane. Nie powinno to nikogo dziwić ani bulwersować.