W ciągu ostatnich, kryzysowych lat diametralnie zmieniło się postrzeganie usług windykacyjnych. I nie tylko wśród właścicieli firm, poszkodowanych opieszałością kontrahentów, ale i w społeczeństwie, bo co trzeci rodak uważa, że działania windykatorów zmniejszają ryzyko upadłości firm i gospodarki.

stevepb/Pixabay

Najnowsze badanie przeprowadzone we wrześniu tego roku przez IMAS International na zlecenie Kaczmarski Inkasso, pod hasłem „Przydatność firm windykacyjnych dla gospodarki”, powinno ucieszyć windykatorów. Na drugim miejscu najczęściej wymienianych walorów firm windykacyjnych wymieniano fakt, że przyczyniają się do ograniczenia ryzyka upadłości firm, a na trzecim, dość zresztą oczywistym, że poprawiają ich płynność.

Najciekawsze wydaje się jednak to, co znalazło się na pierwszym miejscu zalet windykacji na zlecenie. Aż 43 proc. respondentów nie tylko wskazało na dobrodziejstwo ograniczenia zatorów płatniczych, ale także na to, że dzięki windykacji „gospodarka się rozwija”. Pośrednio może świadczyć to o rosnącej świadomości wspólnoty skoncentrowanej wokół konkretnych bardzo form patriotyzmu gospodarczego. Mieć tylko należy nadzieję, że nie jest to na wyrost wyciągnięty wniosek…

Dziś nie strach windykować

Strach przed sięganiem po bardziej zdecydowane formy windykowania swoich należności i przed przyklejeniem łatki „windykacyjnych pieniaczy” towarzyszył w przeszłości małym i średnim przedsiębiorcom długi czas. Obawiano się tego zwłaszcza, że popsuje to relacje z tymi klientami, z którymi firma współpracuje już od dawna.

Stopniowo to jednak się zmieniało. Firmy korzystające z windykacji (najpierw z jej form polubownych, prowadzonych przez zewnętrznych negocjatorów) zaczęły być postrzegane inaczej – jako wiarygodne i odpowiedzialnie podchodzące do zapłaty za swoją pracę. Już przeprowadzone 1,5 roku temu badanie pod nazwą „Relacje między kontrahentami po zleceniu windykacji”, na zlecenie firmy Kaczmarski Inkasso pokazało, że obawy coraz częściej znikały i aż 73 proc. małych i średnich przedsiębiorców zdarzało się korzystać z zewnętrznej pomocy przy egzekwowaniu swojej zapłaty, a 33 proc. zaobserwowało, że w efekcie takiego działania wzrosła liczba faktur, które partnerzy biznesowi zaczęli opłacać w terminie.

Według Krajowego Rejestru Długów (KRD) na koniec III kwartału br. zadłużenie notowane w KRS wyniosło 50,8 mld zł, w tym nieuregulowane zobowiązania firm firm – 8,3 mld złotych.

Windykacja nie tylko w kryzysie

Ponad połowa konsumentów i przedsiębiorców z sektora MŚP uważa, że firmy windykacyjne są potrzebne i to niezależnie od koniunktury, czyli zarówno w okresach dekoniunktury, jak i prosperity rynkowego.

Dziś, gdy przedsiębiorców znowu zaczyna dopadać kryzys płynności, niewielu ma już skrupuły przed oddaniem długu do profesjonalnego odzyskiwania należności. Stracić na reputacji można stosunkowo niewiele lub nawet wcale, zapłacić windykatorowi, czy faktorowi oczywiście trzeba, ale czasem zaległe faktury stanowią już o „być albo i nie być” firmy.

Inna sprawa, że nadal istnieje gros firm windykacyjnych, które po stosunkowo niewielką kwotę – a tak potrzebną drobnemu przedsiębiorcy – nie schylą się nawet. Wolą, niestety, obsługiwać duże firmy i ściągać długi co najmniej 50-100 tys. złotowe.

A szkoda. Bo dziś ten drobny i „rozedrgany” przedsiębiorca może jutro stać się dużym i stabilnym. Będzie pamiętał z pewnością tych, którzy źle mu życzyli. Tak jak i tych, którzy podali mu rękę w chudym czasie.

Poprzedni artykułPolski rząd przejmuje aktywa Gazpromu
Następny artykułGdzie wolą inwestować Polacy?