Uchwalenie czterech kolejnych odsłon tarczy antykryzysowej dało możliwość korzystania z różnych form pomocy kilkuset tysiącom przedsiębiorstw i firm jednoosobowych poszkodowanych w wyniku epidemii COVID-19. I firmy chętnie z tej możliwości skorzystały, szczególnie w przypadku przerwy w płaceniu składek ZUS czy mikropożyczki w wysokości 5 tys. zł.

Zachęcały do tego odformalizowane zasady ubiegania się o pomoc oraz to, że w większości przypadków pomoc przyznawana na podstawie przepisów antykryzysowych ma – pod pewnymi warunkami – charakter bezzwrotny (np. w przypadku mikropożyczek możliwe jest całkowite, a subwencji z Tarczy Finansowej PFR częściowe umorzenie otrzymanej pomocy).

Okres pandemii utrudnia kontrolowanie firm
Odformalizowanie postępowań związanych z przyznawaniem takiej pomocy, zastąpienie dokumentowania wniosków oświadczeniami, wywołało przy tym przeświadczenie, że w większości przypadków, przedsiębiorcy uznali, że po pomoc może sięgnąć każdy, nie bardzo oglądając się na to, czy rzeczywiście jest się do takiej pomocy uprawnionym. Szczególnie, że w momencie przyznawania pomocy, żadna z instytucji państwowych nie ma tak naprawdę dobrych narzędzi do tego, by sprawdzić, czy podmioty starające się o przyznanie pomocy są czy też nie są podmiotami, które poniosły szkody w wyniku epidemii COVID-19, czy też nie.

W praktyce jedynym i na tą chwilę niezbyt doskonałym narzędziem kontroli jest składany JPK_VAT, który nie zawiera obecnie jednak dostatecznie dokładnych informacji. Od dawna przedsiębiorcy nie składają natomiast deklaracji PIT (wpłacają jedynie wyliczone samodzielnie zaliczki), stąd fiskus nie ma bieżących, dokładnych informacji o ich przychodach w poszczególnych miesiącach. Ich weryfikacja jest tak naprawdę możliwa dopiero po rozliczeniu rocznym lub kontroli przeprowadzonej w trakcie roku.

Nie zmienia to jednak faktu, że zgodnie z przepisami pomoc adresowana jest wyłącznie do ściśle określonej grupy firm, tych które poniosły straty w wyniku COVID-19, czy to liczone spadkiem dochodów, czy też płynności finansowej. Tymczasem po pomoc, szczególnie w przypadku mikropożyczek, sięgnęło też sporo takich firm, których przychody pozostały w okresie epidemii na takim samym poziomie, jak przede jej wybuchem.

Po zakończeniu 2020 roku kontrole będą możliwe
Wydaje się w związku z tym, że nie wszyscy podatnicy będą mogli w najbliższych miesiącach spać spokojnie. Co prawda, resort finansów czy ZUS nie zapowiedziały w sposób wyraźny kontroli, jednak sygnały na ich temat pojawiają się co jakiś czas. Zapowiedziano m.in. kontrolę sposobu wydatkowania mikropożyczki po to, aby sprawdzić, czy pieniądze te rzeczywiście wydane zostały na cele działalności gospodarczej, a nie na zakupy prywatne. Taka sugestia pojawiła się także w przypadku wytycznych dla gmin w sprawie udzielania zwolnień z podatku od nieruchomości. Resort finansów wyraźnie w nich zasugerował, że obecnie gminy powinny uprościć sposób przyznawania pomocy rezygnując z dokumentowania zasadności pomocy. Zasadność jej przyznania można bowiem będzie zweryfikować później.

Istotnie. Po zakończeniu roku 2020, kiedy podatnicy dokonują już rozliczenia za ten rok, fiskus będzie dysponował dość dokładną wiedzą pozwalając na typowanie do kontroli tych firm, które z pomocy państwa skorzystały, a które nie wykazują w skali całego roku spadku przychodów.

Kontrola zasadności przyznania pomocy będzie możliwa
Spokojne w zasadzie mogą być te firmy, które znalazły się na liście z rozporządzenia Rady Ministrów z 31 marca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. z 2020 r. poz. 566), w którym ustanowiono czasowe ograniczenie prowadzenia przez przedsiębiorców określonych zakresów działalności. Bez wątpienia w przypadku tej grupy przedsiębiorców mamy do czynienia z pogorszeniem ich sytuacji finansowej (spadkiem przychodów lub płynności finansowej) w związku z epidemią COVID-19. Oznacza to, że kontrole takie raczej nie będą dotyczyły takich przedsiębiorców jak np. fryzjerzy, kosmetyczki, prowadzący hotele, restauracje i inne punkty gastronomiczne, sklepy w galeriach handlowych.

Pozostałe firmy musza się jednak takich kontroli spodziewać. Wbrew temu, co może się wydawać, są one bowiem dopuszczalne. A fakt, że w wielu przypadkach pomoc była przyznawana tylko na podstawie oświadczenia, wcale nie oznacza, że państwo prawdziwości tych oświadczeń nie może kontrolować. Jest wręcz przeciwnie. A konsekwencje takich kontroli mogą okazać się podwójnie dotkliwe. Po pierwsze dlatego, że mogą prowadzić do odebrania niektórym przedsiębiorcom prawa do uzyskanej pomocy, co będzie oznaczało konieczność zwrotu otrzymanych kwot i to z odsetkami, a także narazi ich na kary finansowe. Po drugie dlatego, że oświadczenia były składane pod rygorem odpowiedzialności za fałszywe zeznania. A zatem podanie w nich nieprawdy może skończyć się dla wnioskodawców odpowiedzialnością karną.