Wojna na Ukrainie odciągnęła część ludzi z rynku pracy zwiększając i tak dotkliwe w niektórych branżach braki kadrowe. Brakuje przede wszystkim ludzi wykonujących prostsze prace. Firmy pokładają nadzieję w ukraińskich uchodźcach, a ostatnio nawet bardziej – w Białorusinach.

jannonivergall/Pixabay

Co najmniej pięćdziesięciu tysięcy osób potrzebuje „na już” przemysł i budownictwo. Największe zapotrzebowanie w przemyśle jest obecnie na pracowników produkcji (szczególnie w e-commerce, logistyce, AGD i w sektorze farmaceutycznym). Dotkliwie brakuje wykonawców prostszych, ale wymagających konkretnych umiejętności prac: spawaczy, ślusarzy, magazynierów, operatorów wózków widłowych i magazynierów. W budownictwie – wszelkiego rodzaju specjalistów. W transporcie – nieodmiennie i w coraz większym stopniu – kierowców. Maksymalny czas trwania rekrutacji w tych branżach to na ogół tylko dwa tygodnie. Już średnio co czwarte aktywne ogłoszenie o pracę fizyczną zaopatrzone jest w widełki oferowanej stawki godzinowej i to najczęściej – netto.

Kogo zatrudnić?

Zatrudnić Ukrainkę czy Ukraińca jest obecnie zdecydowanie łatwiej niż w zeszłym roku – w myśl nowej specustawy wystarczy, że przedsiębiorca zgłosi pracownika do PUP, a urząd daje pozwolenie niemal od ręki. Problem polega na tym, że wielu uciekinierów z Ukrainy to kobiety opiekujące się dziećmi, czasem także osobami starszymi. Nie chodzi tylko o brak znajomości języka polskiego, ale i o to, że ich kwalifikacje i możliwości nie odpowiadają profilowi zapotrzebowania wielu pracodawców.

Nic więc dziwnego, że Business Centre Club, Federacja Przedsiębiorców Polskich, Konfederacja Lewiatan, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, Pracodawcy RP i Związek Rzemiosła Polskiego zaapelowały o przyjęcie przez rząd adekwatnego do „specustawy ukraińskiej” uproszczenia przepisów dotyczących szybkiej legalizacji pracy i pobytu Białorusinów. Wielu z nich ma już doświadczenie w pracy na tzw. Zachodzie i porozumiewa się w językach obcych.

Rosną oczekiwania płacowe

Około dwie trzecie pracodawców – jak wynika z ostatnich badań Pracuj.pl – liczy się z koniecznością podwyższenia wynagrodzeń. Najczęściej rosną one w stopniu zbliżonym do inflacji. Podwyżek oczekują szczególnie pracownicy w sektorze logistycznym i kurierskim oraz budowlańcy.

W opinii prof. Elżbiety Mączyńskiej, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, wyrażonej dla portalu Prawo.pl, wdrożony od początku 2022 roku podwyższony poziom płacy minimalnej wymusza także podwyższanie przez właścicieli firm i innych wynagrodzeń.

Wraz z wygaszaniem pandemii rośnie zapotrzebowanie na pracowników w gastronomii i turystyce. W większych firmach szczególnie potrzebni są menadżerowie, którzy potrafią zarządzić zmianami związanymi z transformacją cyfrową.

Rynek coraz bardziej staje się rynkiem pracownika – o ile już takim nie jest.

 

Poprzedni artykułPolska krainą możliwości dla Ukrainy
Następny artykułTransport tonie w długach