Zastosowanie sztywnego kryterium PKD w tarczach spowodowało, że wiele firm albo skorzystało tylko częściowo, albo wręcz znalazło się poza rządowymi systemami pomocowymi. O bardzo trudnej, lub nawet dramatycznej sytuacji, mówią właściciele firm reprezentujący różne sektory gospodarki. Dzięki ich determinacji oraz silnym i racjonalnym argumentom rzecznika przedsiębiorców pojawiła się wreszcie szansa na to, by pomocą publiczną zostały objęte wszystkie mikro, małe i średniej wielkości firmy, które odnotowały 70-procentowy (lub wyższy) spadek przychodów.

Na 654 kody PKD tylko 54 dostały pomoc z tarcz. Biuro Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców oraz sami przedsiębiorcy przekazali wicepremierowi Jarosławowi Gowinowi petycję podpisaną przez aż 1750 firm. Petycja dotyczy przyznania prawa do pomocy z Tarczy 6.0 i 2.0 mikro, małym i średnim przedsiębiorcom notującym spadek obrotu co najmniej 70 proc. – co istotne – bez względu na kwalifikację PKD .

Przed wprowadzeniem lockdownu większość tych firm była w dobrej kondycji finansowej,  rozwijała się, regularnie płaciła podatki i inne daniny na rzecz państwa oraz raty kredytowe. Obecnie te firmy znalazły się w dramatycznej sytuacji; stanęły przed widmem bankructwa oraz zagrożeniem dalszej egzystencji ich rodzin.
Ale w petycji przedsiębiorcy proszą także o uwzględnienie w tarczach nowych firm, otwartych do dnia ogłoszenia pandemii.

Jest przełom, co dalej?

– Mam dobrą wiadomość – powiedział Adam Abramowicz, rzecznik przedsiębiorców. Premier Jarosław Gowin obiecał doprowadzić do tego, by objąć pomocą z tarcz firmy, które zanotowały od 70 do 100 proc. spadku przychodów bez względu na PKD, pod jakim jest kwalifikowana ich działalność – informuje Abramowicz.
– Należy rozwiązać to w taki sposób, bo jak pokazują doświadczenie i analizy, nie da się w wielu przypadkach precyzyjnie określić PKD kwalifikującego firmę do pomocy, którą bezwzględnie powinna otrzymać – dodał.

Uważamy, że należy mocno trzymać pana ministra Gowina za słowo. Tym bardziej, że pomoc – żeby była skuteczna – musi przyjść bardzo szybko, a wymaga jeszcze notyfikacji ze strony UE. Można przyjąć optymistyczne założenie, że „wysocy” członkowie rządu powinni mieć wpływ na swoje służby dyplomatyczne. Notyfikacja musi zostać więc przeprowadzona sprawnie i z realną korzyścią dla polskich przedsiębiorców.

Działalności nie ma, a płacić trzeba

Firmy, które nie zakwalifikowały się do żadnej pomocy lub do pomocy szczątkowej, muszą tę pomoc otrzymać. Kod PKD nie może być ich grabarzem. ZUS, podatki, opłaty stałe i raty kredytowe firmy muszą płacić cały czas, a obrotów nie ma. Jak długo to wytrzymają? Przedsiębiorcy czują się odpowiedzialni nie tylko za siebie samych, ale też za swoje rodziny i pracowników, z którymi są nieraz związani od lat. Ci przedsiębiorcy prowadzą intensywną akcję, także w mediach społecznościowych. Jej celem jest uświadomienie władzom, że jak najbardziej kwalifikują się do pomocy, ale też i przeciwstawienie się nieprzemyślanym lockdownom.

Nie jesteśmy nieudacznikami!

Magdalena Leszczak-Wardęga*, przedsiębiorczyni reprezentująca firmę dostarczającą sprzęty na imprezy okolicznościowe i współpomysłodawczyni akcji mówi, że w wyniku lockdownu spadek przychodów w jej firmie wyniósł ok. 70-75 proc. Szczególnie ubodło ją, i innych przedsiębiorców, jedno ze stwierdzeń wicepremiera Gowina, że „pomoc trafiałaby do firm, które na nią nie zasługują, gdyż mają trudności i odnotowują spadek przychodów nie ze względu na pandemię, ale na naturalną fluktuację mechanizmów rynkowych, błędne decyzje i błędną strategię biznesową”. Przedsiębiorczyni czuje się odpowiedzialna nie tylko za siebie, ale i za czterech swoich pracowników, jednak nie za sytuację, w jakiej się znalazła. Co powinno być oczywiste; ogromnemu i nagłemu spadkowi przychodów winny jest lockdown, a nie jej nieumiejętność prowadzenia firmy.
Barbara Bielinowicz jest już niemal bliska załamania. Od października ub.r. niemal do zera wygasła jej działalność targowa w jednym z miast przygranicznych. Do pomocy (według kodów) się nie zakwalifikowała.
Paweł Churzępa, jubiler z dziewiętnastoletnią praktyką zawodową też nie uważa się za nieudacznika. Wręcz odwrotnie! Nie zgadza się przy tym z hipotezą, że udzielenie pomocy wszystkim poszkodowanym przez lockdown doprowadzi do nadużyć i ma na to argumenty. Churzępa jest pewny, że nieudzielenie pomocy wszystkim firmom skończy się tragicznie dla bardzo wielu przedsiębiorców oraz dla całej gospodarki.
Również Monika Tęcza, właścicielka sklepu z pamiątkami w Krakowie, nie czuje się niczemu winna. Swoją działalność prowadziła z sukcesem i zgodnie z prawem przez 25 lat. To dopiero lockdown sprawił, że zabrakło turystów i klientów. Dziś jej obroty spadły już o 90 proc., a do pomocy nie kwalifikuje się przez „ogólny kod PKD”.
Inna przedsiębiorczyni, właścicielka lokalu Ewelina Szmit otrzymała symboliczną pomoc; raz 5 tys. zł latem zeszłego roku i dwa razy zwolnienie z ZUS. Jest to kropla w morzu jej potrzeb.
Joanna Dłużniewska, prowadząca działalność w branży odzieżowej, odczuła boleśnie lockdown przez lockdown innych branż oraz kwarantannę narodową. Na to też warto zwrócić uwagę, że wiele firm jest pośrednio poszkodowanych lockdownem, bo system gospodarczy jest w dużym stopniu systemem naczyń połączonych.

– Takich firm jest tysiące, a ludzi z nimi związanych jeszcze więcej – mówi Adam Abramowicz.

Marzeniem Biura Rzecznika jest nie tylko rozszerzenie pomocy. Jest także stworzenie przez rząd swoistej mapy drogowej dojścia do pełnego otwarcia gospodarki oraz „mrożenia” tylko w określonych sytuacjach. Mapa tego rodzaju – należy o tym przypomnieć – już raz została nakreślona i przedstawiona przez rząd opinii publicznej. Czy uda się stworzyć nową, tym razem taką, której rząd będzie się trzymał?

* Imiona i nazwiska oraz rodzaje działalności firm są prawdziwe i nie zostały przygotowane tylko na potrzeby artykułu. Zachęcamy też do przyłączenia się do petycji, która trafiła do władz RP: LINK.