Walka ze skutkami pandemii – zamrażanie branż, pełzające lockdowny, zamykanie granic, testowanie przyjeżdżających obywateli – na całym świecie przypomina poszukiwanie skutecznych rozwiązań metodą prób i błędów. Nie inaczej dzieje się w Polsce.

Rząd przyjął u nas taktykę oblężonej twierdzy i pozostając głuchy na głosy z zewnątrz, sam w gronie własnych, „sprawdzonych” doradców próbuje uporać się z tą niezwykle trudną i skomplikowaną materią. Co prawda od czasu do czasu informuje opinię publiczną, że coś tam konsultuje z organizacjami zrzeszającymi przedsiębiorców, ale konsultacje te polegają raczej na tym, że przedsiębiorcy – zamiast brać udział w wypracowywaniu najlepszych rozwiązań – informowani są przez premiera lub któregoś z ministrów o wprowadzeniu w życie kolejnego rządowego pomysłu. Krótko mówiąc, rząd – jeśli faktycznie się konsultuje – to raczej sam ze sobą.

Warto jednak, by zapoznał się z tym, co organizacje zrzeszające przedsiębiorców mają do powiedzenia w sprawie koronakryzysu. Okazuje się bowiem, że mają dużo pomysłów na to, jak złagodzić skutki pandemii, jak ocalić tysiące firm i miliony miejsc pracy.

Pomysły są różne, ale bez zapoznania się z nimi nadal będziemy działać po omacku, przyjmując – wzorem nieocenionego trenera Wojciecha Łazarka – taktykę „na udo”: albo się udo, albo się nie udo… A tu chodzi o to, że nie może się „nie udoć”, bo przecież w ratowaniu gospodarki chodzi o coś więcej niż mecz.

Jedna z organizacji proponuje nawet gospodarczy okrągły stół. Nam, ludziom o prawicowych poglądach, okrągły stół nie kojarzy się zbyt pozytywnie (nawet w wersji online). Niemniej rzeczywiście dobrze by się stało, gdyby rząd „podzielił” się odpowiedzialnością za gospodarczą strategię walki z kryzysem z przedsiębiorcami i organizacjami zrzeszającymi tych przedsiębiorców. A w pierwszej kolejności powinien wysłuchać najważniejszej propozycji – wstrzymania wdrażania przepisów, które obciążą przedsiębiorców nowymi podatkami i obowiązkami prawnymi. Przedsiębiorcy, by przetrwać ten niesłychanie trudny czas, potrzebują spokoju legislacyjnego. To jest warunek, od którego każdą pomoc należałoby zacząć.

Tymczasem minister finansów Tadeusz Kościński stwierdził, że nie może wykluczyć zwiększenia obciążeń fiskalnych w przyszłym roku. Powód? Fatalna kondycja budżetu państwa, wynikająca m.in. ze skutków pandemii COVID-19. Bardzo źle by się stało, gdyby rząd poszedł tą drogą. Zdecydowanie lepszą byłaby ta, którą na naszym portalu nie tak dawno proponował inny polityk obozu rządzącego, poseł Bartłomiej Wróblewski:
– Nadzwyczajne sytuacje czasami ułatwiają podejmowanie decyzji, które w innym wypadku nie byłyby możliwe. Być może więc paradoksalnie to właśnie moment, aby upraszczać system podatkowy i obniżać podatki. Jako wolnościowiec chciałbym, żebyśmy szli w tym kierunku...

Ja również.