Politycy Solidarnej Polski – z końcem marca – poinformowali o złożeniu projektu ustawy o transparentności finansowania organizacji pozarządowych (ang. NGO). To projekt przełomowy, po publikacji którego część „aktywistów” wszelkiej maści powinna pakować walizki.

fauxels/Pexels

Projekt ma szczególne znaczenie w trudnym czasie ostatnich tygodni. Jeszcze do niedawna salwami śmiechu kwitowano tezy dotyczące tego, jakoby Rosja miała instrumentalnie wykorzystywać niektóre organizacje ekologiczne do realizacji swoich partykularnych interesów. Dziś – po licznych doniesieniach medialnych – wiadomo już, że tak Europie, jak i Polsce potrzebna jest deputinizacja. Tymczasem aktywiści ekologiczni zasiadają dziś w radach nadzorczych finansowych przez Rosję fundacji czy stowarzyszeń, kasując grube pensyjki za wycofanie się z torpedowania szkodliwych z punktu widzenia środowiska putinowskich inwestycji.

Dziwne sprawy

Nikogo – naturalnie – nie oskarżamy, ale czy sprawa prób zablokowania przekopu Mierzei Wiślanej nie jest działaniem wprost na korzyść Rosji, która nie chce utracić kontroli, jaką dziś daje jej Cieśnina Pilawska? Czy do myślenia nie powinny dać nam ataki wymierzone w kluczowe sektory hodowli zwierzęcej w Polsce i pojawiające się, zaraz po nich, w rosyjskiej prasie artykuły nakłaniające do inwestowania dokładnie w te atakowane przez aktywistów sektory? Czy oczu niedowiarkom nie powinny otworzyć rewelacje wiążące się z regularnymi przelewami, które trafiały na konta niemieckich organizacji „ekologicznych”, a po których odstępowały one od blokowania Nord Stream? Faktem jest także, że przez szereg lat liczne organizacje pozarządowe starały się zdyskredytować energetykę jądrową (wyłączone bloki miały się przestawić na bloki gazowe, a gaz miał być dostarczany przez Nord Stream 2). Czy to wszystko mało?

Zresztą nie tylko o wpływy Rosji tu chodzi. Rządy i biznes już dawno zauważyły, że organizacje pozarządowe można instrumentalnie wykorzystywać, bo te w znacznej mierze są po prostu łase na pieniądze. Można domniemywać, że po potencjalnym wejściu w życie propozycji Solidarnej Polski część organizacji powinna mieć spore kłopoty. Będzie należało – rzecz jasna – prześwietlić nie tylko bezpośrednie przelewy, ale także całe łańcuchy tworzone przez kapitał przekazywany z rąk do rąk, by zgubić potencjalnych „tropicieli”.

Co zawiera projekt?

Pełna transparentność dotyczyć ma tych podmiotów, których przychody przekraczają ćwierć miliona złotych. Już dziś organizacje te mają obowiązek publikowania sprawozdań finansowych, ale na tym ma się nie skończyć. Dodatkową koniecznością ma być dla nich prezentowanie na stronach internetowych pełnej listy darczyńców, którzy przekazali na cele statutowe minimum 10 tysięcy złotych. Podmioty, których przychód przekroczy milion złotych będą zmuszone do prowadzenia otwartego rejestru wpłat i umów. Konieczne może być także oznaczenie materiałów audiowizualnych, prasowych i graficznych informacją, przez kogo zostały one sfinansowane.

Cóż, kto ma czyste sumienie, nie powinien się niczego obawiać. Już jednak pojawiają się pierwsze głosy krytyki. Autor tekstu gryzie się w język, żeby nie przytoczyć przysłowia o stole i nożycach. Co ważne, projekt poprzeć mają koalicjanci Solidarnej Polski z Prawa i Sprawiedliwości.

Projekt-bumerang

Podobny projekt już kilka lat temu „wyciekł” z ówczesnego Ministerstwa Środowiska. Jego dodatkowymi elementami były: obowiązek posiadania przez organizacje ekologiczne (bo o nie chodziło w dokumencie) rady naukowej, ubezpieczenia OC, obowiązek przedstawienia oświadczenia o braku powiązań finansowych z jakąkolwiek ze stron sporów na konkretnej ekologicznej niwie etc. Projekt na pewno był pełniejszy, co nie znaczy, że inicjatywa Solidarnej Polski nie ma sensu – wręcz przeciwnie. Ma. I to ogromny.

Warto jednak byłoby nieco rozszerzyć katalog podmiotów, które popularny SolPol chciałby wziąć pod lupę. Faktem, z którego parlamentarzyści powinni zdawać sobie sprawę, jest posiadanie przez duże organizacje pozarządowe licznych fundacji i stowarzyszeń-córek. Można być pewnym, że podmioty-matki zrobią wszystko, by przychody mniejszych bytów prawnych nie przekroczyły 250 tysięcy złotych. To nie takie trudne. Nawet jeśli konkretna organizacja zostanie już „zatankowana” przelewami, żadnego problemu na gruncie polskiego prawa nie będzie przecież stanowić zarejestrowanie kolejnego podmiotu.

Sprawa uregulowania działalności organizacji pozarządowych jest pilna. W przeciwnym razie spodziewać należy się dalszych blokad przekopu Mierzei Wiślanej i kaskadyzacji Odry, prób wprowadzenia zakazu hodowli zwierząt futerkowych, uboju rytualnego, protestów w sprawie wydobycia węgla, budów dróg, autostrad, obwodnic czy szeregu innych inwestycji infrastrukturalnych. Świetnie i czasowo w punkt, że Solidarna Polska problem widzi. Oby tylko, tak jak stało się to z niektórymi organizacjami, projektu nie wystraszyła się także część parlamentarzystów.

Poprzedni artykułOd lipca zmiany w Polskim Ładzie
Następny artykułProjekt zmian w ustawie o cyberbezpieczeństwie całkowicie pomija interesy małych i średnich operatorów