W tym roku będzie źle, ale nie bardzo źle. W przyszłym będzie już znacznie lepiej, ale jeszcze nie dobrze. Przyszłość polskiej gospodarki na tle innych krajów rysuje się względnie dobrze, przynajmniej w opiniach ekonomistów. Oraz przy założeniu, że epidemia nie pokaże znowu kłów, a inne kraje, szczególnie te, z którymi mamy największe obroty handlowe, będą szybko wydobywać się z gospodarczej zapaści.

NULL

Międzynarodowy Fundusz Walutowy nie ma wątpliwości: tnie prognozy globalnego wzrostu gospodarczego. Pandemia koronawirusa okazała się dla mrożonych gospodarek bardziej toksyczna, niż pierwotnie sądzono. MFW przewiduje, że globalny spadek PKB wyniesie 4,9 proc. w 2020 r. Z kolei w 2021 r spodziewany jest wzrost światowego PKB o 5,4 procent. Przy tym należy pamiętać, że punkt odbicia będzie ustawiony tak nisko, jakiego świat od dawna nie wiedział. Prognozy PKB obniżono na ten rok niemal wszystkim krajom.

Grupa Coface w “Country and sector risks barometer” jest dosadna w swoich ocenach. Eksperci firmy są przekonani, że recesja będzie silniejsza niż nawet w 2009 r., czyli podczas poprzedniego, dużego światowego kryzysu związanego z katastrofą na rynku kredytów „subprime”. PKB uśrednione wyniesie 4,4 proc., oczywiście na minusie. Przyspieszenie wzrostu widzą dopiero w 2021 r. i oceniają nawet na +5,1 proc., niemniej PKB w USA, strefie Euro, Japonii i Wielkiej Brytanii – pomimo ogromnych pieniędzy wpompowanych przez rządy do gospodarek – pozostaną na poziomie od 2 do 5 punktów niższym od tego z 2019 roku.

Kiedy wrócimy do normalności?

Czy straty uda się względnie szybko nadrobić?  Jest to wątpliwe. Niepewność co do koronawirusa wcale nie została rozwiana. Co rusz mówi się o spodziewanej jesienią nowej fali pandemii. W takiej sytuacji firmy wstrzymują się przed inwestycjami, kończąc tylko już rozpoczęte, a przy tym starają się dopasować profil swojej działalności do nowej rzeczywistości. Jest to oczywiście niełatwe. Odmrażanie gospodarek wymusza szybkie decyzje, w którą stronę iść, ale i konieczność zabezpieczenia „tyłów”, gdyby znowu coś „walnęło”. Podobnie do inwestorów podchodzą oszczędzający – w czasach niejasnych lepiej mniej wydawać na konsumpcję, mieć kruszce i płynne, szybkozmienne lokaty, atrakcyjne nieruchomości oraz waluty „bezpieczne przystanie” pod materacem, a nie zablokowane na dłuższy czas pieniądze w banku. Podmywa to bazę depozytową banków i rynek międzybankowy, które przy rekordowo niskich stopach, ściśnięte regulacjami, wolałyby chować głowę w muszlę jak ślimak i nie finansować śmiałych przedsięwzięć, w tym startupów. Skupiając się na zabezpieczeniu dla siebie przychodów pozaodsetkowych i zaostrzając warunki finansowania firmom. Szczególnie należącym do tych branż, które banki postrzegają jako ryzykowne (rynek konferencji i eventów, turystyczny, gastronomiczny itp.) .

Wielkie pompowanie

Tymczasem straty w produkcji w niektórych sektorach, zwłaszcza w działalności usługowej i sektorach opartych o surowce energetyczne, są ogromne. Wymusiło to wpompowywanie miliardów euro i dolarów w gospodarki poszczególnych krajów przez banki centralne i rząd, zazwyczaj via banki, próbując w ten sposób osłonić sferę produkcyjną. Pozwoliło to tylko na odsunięcie w czasie nieuchronnych problemów: zwolnień oraz problemów z przepływami pieniężnymi w firmach. Ze względu na słabą kondycję firm mogą i zapewne pojawią się i w Polsce dawno nie widziane, poważne kłopoty ze spłatami kredytów. Także konsumenckich.

W ocenie głównych ekonomistów Coface, do 2021 r. skala niewypłacalności przedsiębiorstw na świecie wzrośnie o jedną trzecią w porównaniu z 2019 r. Pomimo wsparcia ze środków publicznych dopiero teraz przetoczy się fala upadłości firm – przewidują eksperci Coface. Przejdzie ona przez wszystkie dojrzałe gospodarki: USA, Wielką Brytanię, Japonię, Francję i Niemcy.

Także wiele gospodarek wschodzących mocno odczuje ekonomiczne konsekwencje pandemii w nadchodzących miesiącach – wyrażanych spadkiem przychodów z turystyki, mniejszymi transferami od osób pracujących za granicą, słabością nabywczą walut lokalnych oraz niższymi wpływami z eksploatacji taniejących surowców podstawowych.

Ciężko pomimo „tarcz”

Także Agencja Fitch spodziewa się spadku polskiego wskaźnika PKB o 3,2 proc. r/r, ale w 2021 r. wzrostu o 4,5 proc. a w 2022 r. o 3,3 proc. Agencja uaktualniła kwartalne prognozy aktywności gospodarczej w Polsce i inne wskaźniki makro. Po tej aktualizacji powiało lekkim optymizmem. Autorzy raportu szacują, że w II-IV kw. 2020 r. PKB Polski r/r wyniesie odpowiednio: -5,6 proc. (poprzednio szacowali -6,1 proc.), -5,0 proc. (-5,2 proc.) i -3,3 proc. (-3,5 proc.). W tym samym raporcie agencja podtrzymała prognozę spadku światowego PKB w 2020 r. o 4,6 proc., czyli  sytuację postrzega w lepszych barwach, niż MFW.

– Ten rok będzie dla Polski najgorszy od czasów transformacji, a nasze prognozy są bardziej pesymistyczne od niedawnych przewidywań agencji Fitch – mówił kilka dni temu w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej. – Natomiast w 2021 r. powrócimy już na ścieżkę dodatniej zmiany PKB, będzie to wzrost o 4 proc. Polska gospodarka najgorsze miesiące ma już prawdopodobnie za sobą. Jednak wysoka konsumpcja szybko nie powróci.

Według eksperta Coface, do poziomu sprzed pandemii nie powrócimy ani w tym, ani w 2021 r. – Ocenę Polski musieliśmy obniżyć z poziomu A3 do poziomu A4, a jest to ocena opierająca się na sytuacji sektora przedsiębiorstw, którego płynność uległa pogorszeniu, pomimo wprowadzania tarcz antykryzysowych – twierdzi Sielewicz.

Na horyzoncie inflacja

Także OECD i S&P uważają, że Polskę czeka w tym roku recesja. Zdaniem Jerzego Kropiwnickiego ożywienie gospodarcze w przyszłym roku nie będzie wystarczająco silne, by nasz PKB był wyższy niż w 2019 roku. – Osłabieniu dynamiki gospodarczej będzie towarzyszyć inflacja, ceny będą rosnąć w wyniku czynników oddziałujących z obu stron: zarówno popytowej, jak i podażowo-kosztowej – stwierdził Kropiwnicki w wypowiedzi dla agencji ISBnews.

Faktem jest, że na Zachodzie Europy, do którego zaliczamy w tym przypadku i Polskę, ucieka się od dyskusji nt. wpływu ogromnych „luzowań” i akcji pomocowych na przyszłą inflację. Nie dopuszcza się też myśli o stagflacji, ale przez zamykanie oczu te zagrożenia nie znikną. Ważną kwestią pozostaje, w którym momencie NBP zdecyduje się  na serię podwyżek stóp podstawowych.

Piotr Kuczyński, znany i kontrowersyjny analityk i ekonomista, jest przekonany, że większość ekspertów przesadza w tym, jak bardzo COVID-19 zdemoluje gospodarkę. Dlatego nie dziwią go lepsze statystyki – dziś w Polsce, UE i na całym świecie widać lekkie ożywienie w gospodarce. Chociaż – w jego opinii, z którą można się zgodzić, jaki jest faktyczny stan polskiej ekonomii pokażą dopiero dane GUS z lipca i sierpnia. Z kolei Marcin Czaplicki, ekonomista PKO BP także nie bez racji uważa, że kluczowym czynnikiem, który zdecyduje o tempie odrodzenia gospodarczego, jest nadal sytuacja epidemiczna, a zatem element niezależny od gospodarki. Wyraźnie wyższy niż w kwietniu odczyt PMI nie przesądza, że polska gospodarka niedługo wyjdzie z recesji, ale jest kolejnym wskaźnikiem potwierdzającym, że najgorsze ma już za sobą.  I oby tak było.