fbpx
piątek, 19 lipca, 2024
Strona głównaFelietonPrzygnębiająca prognoza NBP

Przygnębiająca prognoza NBP

Wszystkie analizy naszej sytuacji gospodarczej i finansowej łączą się w absolutnie fatalny obraz. I jest to moment, w którym powinni się znaleźć w Polsce ludzie wystarczająco odpowiedzialni i zarazem niezależni, by bez uprzedzeń, wynikających np. z zielonych obsesji, umieli sformułować plan pozwalający ocalić rozwój Polski – pisze w swoim nowym felietonie Łukasz Warzecha.

Najnowszy raport NBP o sytuacji gospodarczej oraz finansowej, a zarazem prognoza na najbliższe lata, robią przygnębiające wrażenie. Jest źle, a będzie dużo gorzej. Jesteśmy dopiero może w połowie początku trudności.

Z czysto bytowego punktu widzenia nikt już chyba nie ma wątpliwości, że mamy ciszę przed burzą. Burzą będzie najbliższy sezon grzewczy. Możemy mieć problemy z gazem – i naprawdę powinniśmy się modlić, żeby na czas został uruchomiony Baltic Pipie, aczkolwiek i tak nie mamy pewności, ile gazu i za jakie pieniądze nim do nas popłynie.

Na pewno będziemy mieć problem z węglem, wynikający z całkowicie bezmyślnego wprowadzenia przedwczesnego, odrębnego od unijnego embarga na rosyjski surowiec już od kwietnia. Był to podobno autorski pomysł pana premiera mimo – co wynika z publikacji „Dziennika Gazety Prawnej”, a nie jest ona, wedle mojej wiedzy, ostatnią na ten temat – że już od 24 lutego docierały do niego ostrzeżenia o stanie rezerw węglowych w Polsce.

To są sprawy, które duża część Polaków odczuje na własnej skórze – dosłownie, bo ta skóra im będzie marznąć. Ale to tylko ułamek problemów.

Prognoza inflacji (CPI) zakłada, że jej szczyt jest dopiero przed nami, przypadnie w pierwszej części 2023 r. i wtedy miałaby ona sięgnąć już blisko 20 proc.! W rzeczywistości, jak wiadomo, poziom inflacji zależy od koszyka dóbr i dla wielu Polaków to nie będzie 20 proc., ale sporo więcej.

A mówimy o projekcji centralnej, czyli uśrednionej. W najbardziej negatywnym wariancie, w szczycie inflacja miałaby sięgać powyżej 25 proc. Średniorocznie miałoby to być (w tym wariancie) 15,1 proc. Ale to przy założeniu, że szczyt faktycznie będzie szczytem i nie przesunie się w czasie. Trzeba też pamiętać, że galopująca inflacja będzie oznaczać konieczność dalszego podnoszenia stóp przez RPP, a to z kolei sprawi, że – mimo środka tymczasowego w postaci wakacji kredytowych – setki tysięcy kredytobiorców złotówkowych staną się faktycznie niewypłacalne.

Analitycy piszą, że pod koniec horyzontu prognozy, w 2024 r., inflacja miałaby być na poziomie ok. 3,5 proc., czyli nadal powyżej celu inflacyjnego NBP. Ja jednak do tej części prognoz, które są oddalone w czasie i zakładają polepszenie się sytuacji, podchodzę z dużą rezerwą. Czynniki negatywne są pewne i znane, te pozytywne na razie są czysto hipotetyczne.

Wiele osób nie rozumie zresztą, co to znaczy, że inflacja w końcu zacznie spadać. Idę o zakład, że przeciętny Polak, słysząc to zakłada, że spadną ceny. Podobnie jak słysząc, że spada tempo wzrostu długu publicznego sądzi, że dług się zmniejsza. To oczywiście nieprawda. Spadek inflacji oznacza tylko tyle, że ceny będą mniej rosły (a mówiąc ściśle – że pieniądz wolniej będzie tracił swoją siłę nabywczą), a nie, że zaczną spadać. To możliwe byłoby dopiero w deflacji (która także nie jest pożądanym zjawiskiem). Rzecz jasna, na mniejszy wzrost inflacji może się składać spadek części cen, ale mówimy tu o ogólnym wskaźniku.

Połączmy to z prognozą wzrostu PKB i dostajemy obraz nadchodzącej stagflacji. Raport przewiduje, że PKB (ścieżka centralna) w 2023 r. wyniesie 1,4 proc., ale w wariancie negatywnym już tylko 0,2. To w zasadzie stagnacja. Najbardziej negatywny wariant wykresu zakłada zaś wprost recesję. Według niego wpadlibyśmy w nią już pod koniec tego roku i utrzymywalibyśmy się poniżej zera do końca prognozy. Jeśli jednak nawet tak nie będzie – oby – to i tak minimalny wzrost gospodarczy w połączeniu z galopującą inflacją oznacza stagflację. A z tego zjawiska ekonomicznego bardzo trudno wyjść.

Spójrzmy jeszcze na to, co najbardziej dotyczy zwykłych ludzi: dochód do dyspozycji liczony rok do roku. Tu mieliśmy spadek już w 2021 r., ale w 2022 r. nastąpił wzrost do zera (inaczej mówiąc – dochód do dyspozycji nie zmienił się w relacji do poprzedniego roku). Prognoza zakłada niestety bardzo głęboki spadek w 2023 r., poniżej -1,5 proc., a potem wzrost w roku kolejnym do 2 proc. Jednak netto oznacza to jedynie wzrost o 0,5 proc. w relacji do 2022 r.

Wszystkie te przewidywania łączą się w absolutnie fatalny obraz.
Nie wystarczy tego jednak stwierdzić, bo to dla każdej przytomnej osoby jest jasne. Ponieważ największa partia opozycyjna zarzuca wyborców demagogicznymi opowieściami o tym, jak to inflacja spadnie od tego, że Adam Glapiński zostanie wyrzucony z NBP, trudno traktować jej propozycje poważnie. Natomiast to jest moment, w którym powinni się znaleźć w Polsce ludzie wystarczająco odpowiedzialni i zarazem niezależni, żeby bez uprzedzeń, wynikających m.in. z zielonych obsesji umieli sformułować plan pozwalający ocalić rozwój państwa i zamożność obywateli. Po to, żeby pokazać, że możliwa jest alternatywa. Bo jeśli ktoś sobie wyobraża, że wydobędziemy się z dołka z garbem zielonego ładu i luźnej polityki monetarnej na plecach, to majaczy.

Łukasz Warzecha

Łukasz Warzecha
Łukasz Warzecha
Jeden z najpopularniejszych komentatorów sceny politycznej w Polsce. Konserwatysta i liberał gospodarczy. Publicysta „Do Rzeczy", „Forum Polskiej Gospodarki”, Onet.pl, „Rzeczpospolitej", Salon24 i kilku innych tytułów. Jak o sobie pisze na kanale YT: „Niewygodny dla każdej władzy”.

INNE Z TEJ KATEGORII

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Legia jest dobra na wszystko!

No to mamy chyba „początek początku”. Dotychczas tylko się mówiło o wysłaniu wojsk NATO na Ukrainę, ale teraz Francja uderzyła – jak mówi poeta – „w czynów stal”, to znaczy wysłała do Doniecka 100 żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Muszę się pochwalić, że najwyraźniej prezydent Macron jakimści sposobem słucha moich życzliwych rad, bo nie dalej, jak kilka miesięcy temu, w nagraniu dla portalu „Niezależny Lublin”, dokładnie to mu doradzałem – żeby mianowicie, skoro nie może już wytrzymać, wysłał na Ukrainę kontyngent Legii Cudzoziemskiej.
5 MIN CZYTANIA

Rozzłościć się na śmierć

Nie spędziłem majówki przed komputerem i w Internecie. Ale po powrocie do codzienności tym bardziej widzę, że Internet stał się miejscem, gdzie po prostu nie można odpocząć.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Genius loci

Poprzednio byłem w Budapeszcie w marcu 2020 r. Już nadciągały czarne pandemiczne chmury, ale wciąż jeszcze wydawało się, że to będzie kolejna burza w szklance wody. Jak się stało – wiadomo. Wcześniej w drugiej stolicy Cesarstwa Austro-Węgierskiego bywałem wielokrotnie. Wyrobiłem sobie zatem jakiś jej własny obraz, a nawet coś więcej: trudne do dokładnego opisania i sprecyzowania wrażenie, które mamy, gdy trochę lepiej zapoznamy się z jakimś obcym miejscem.
5 MIN CZYTANIA

Znów nas okradną

Jeżeli za jakiś czas wszyscy pracujący na umowach cywilnoprawnych dostaną do ręki wynagrodzenia niższe o ponad 25 proc., to będą mogli podziękować w takim samym stopniu poprzedniej i obecnej władzy.
5 MIN CZYTANIA

Policja dla Polaków

Jednym z największych problemów polskiej policji – choć niejedynym, bo ta formacja ma ich multum – jest ogromny poziom wakatów: ponad 9,7 proc. Okazuje się, że jednym ze sposobów na ich zapełnienie ma być – na razie pozostające w sferze analiz – zatrudnianie w policji obcokrajowców. Czyli osób nieposiadających polskiego obywatelstwa. W tym kontekście mowa jest przede wszystkim o Ukraińcach, Białorusinach i Gruzinach.
3 MIN CZYTANIA