Centralne sterowanie gospodarkami krajów komunistycznych ponad trzy dekady temu zakończyło się totalną katastrofą, zubożeniem społeczeństw i biedą, a teraz całkowitą katastrofą kończy się centralnie sterowanie energetyką z Brukseli.

Tomasz Cukiernik

Krzysztof Szewczyk, znany dziennikarz muzyczny i przedsiębiorca, w książce „Ludzkie gadanie. Życie, rock and roll i inne nałogi” napisał: Na studiach dziennikarskich uczono nas o teorii konwergencji, której wielkim wyznawcą był profesor Zbigniew Brzeziński. W skrócie chodziło o to, że kraje kapitalistyczne i komunistyczne wskutek postępu, nowych technologii i rozwoju kultury masowej będą się do siebie upodabniać. Wszystko będzie przenikać. Mówiąc o tym, mój wykładowca, którego nazwiska na szczęście zapomniałem, zakończył swoje wywody pointą: „Ta kapitalistyczna teoria się sprawdzi, ale odwrotnie niż sądzą jej twórcy, ponieważ nasz ustrój jest dużo lepszy i sprawiedliwszy, przyjdą czasy, że na całym świecie zapanuje socjalizm”. Szewczyk dodał, iż najważniejsze jest to, że się pomylił. Otóż owszem wykładowca ten się pomylił, ale tylko w kwestii tego, że ustrój komunistyczny jest dużo lepszy i sprawiedliwszy. Natomiast wbrew temu, co uważa Szewczyk, jego wykładowca miał absolutną rację, że na całym świecie zapanuje socjalizm. Dokładnie to widzimy na naszych oczach.

W Polsce po okresie niespotykanej nigdy wcześniej w całej historii naszego kraju wolności gospodarczej, która miała miejsce od roku 1989, kolejne lata to powolny, ale systematyczny i konsekwentny powrót do socjalistycznych rozwiązań w gospodarce. Ustawa Wilczka z niewielkimi wyjątkami wprowadziła niemal pełną i nieskrępowaną swobodę dostępu do rynku w zdecydowanej większości branż. Powstawały miliony nowych firm, a przedsiębiorczy ludzie szybko zaczęli się bogacić. Nawet jeśli dojdziemy do wniosku, że Sejm Polski Ludowej przegłosował tę ustawę po to, by legalnie mogła się uwłaszczyć na państwowym majątku komunistyczna nomenklatura, to skutek uboczny w postaci wybuchu przedsiębiorczości wśród polskiego społeczeństwa był znacznie ważniejszym rezultatem funkcjonowania tego aktu prawnego.

Niestety bardzo szybko ta swoboda prowadzenia działalności gospodarczej zaczęła być ograniczana między innymi po to, by ci nowi prywatni przedsiębiorcy nie stanowili konkurencji dla uwłaszczonej nomenklatury, która siłą rzeczy miała znacznie bardziej ułatwiony start i nie chciała dzielić się rynkowymi konfiturami z nowymi firmami. Dlatego licznymi regulacjami zaczęto utrudniać dostęp do różnych branż, wprowadzając wysoki koszt wejścia np. w branży bankowej czy telekomunikacyjnej i skomplikowane przepisy, które utrudniały prowadzenie działalności gospodarczej. Na dodatek na krnąbrnych przedsiębiorców, którzy komuś realnie zagrażali, bo próbowali rozwijać się w swojej niszy rynkowej albo nie zamierzali się opłacać państwowo-mafijnej strukturze, nasyłano bezprawne kontrole urzędnicze, jak to było w przypadku Romana Kluski.

Kolejny skok wzrostu regulacji to czas przystosowywania polskiego prawa do wymogów Unii Europejskiej, co było niezbędne, jeśli Polska miała przystąpić do bloku: wprowadzenie podatku VAT na odpowiednio wysokim poziomie, podnoszenie akcyzy od paliw i papierosów itd. Następnie, już po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej w 2004 r., konieczne stało się bieżące wdrażanie unijnego prawa, jak nowe unijne podatki (np. od węgla i koksu czy plastiku), urzędnicza forma zarządzania odpadami, RODO czy BDO oraz realizowanie wszystkich socjalistycznych polityk tego tworu międzynarodowego: niemal komunistycznej Wspólnej Polityki Rolnej, etatystycznej polityki dotacyjnej, potem najbardziej absurdalnej polityki energetyczno-klimatycznej (która przy okazji uzależniła unijne gospodarki od rosyjskich surowców), a w ostatnim czasie Funduszu Odbudowy. Ten ostatni oznacza nie tylko konieczność inwestycji w niestabilne odnawialne źródła energii i postawienie na koszmarnie drogie samochody elektryczne, ale i realizację transformacji cyfrowej, która w przełożeniu na normalny język nie jest niczym innym jak planem wdrożenia totalnej inwigilacji wobec każdego mieszkańca Unii.

Rezultatem przyjmowania unijnych dotacji i wdrażania unijnych regulacji jest między innymi gigantyczny wzrost zadłużenia publicznego. To te przepisy wymuszają wzrost wydatków publicznych, które generowane są także przez konieczność rozrostu administracji publicznej. Niestety aktualny rząd też nie jest bez winy i przyjmowanymi przepisami jeszcze bardziej pogarsza i tak już trudną sytuację. Na dodatek narzucana przez Niemcy całej Unii polityka energetyczno-klimatyczna okazała się totalnym niewypałem i ślepą uliczką w momencie rosyjskiego ataku na Ukrainę. W efekcie tych wszystkich czynników rosnące jak na drożdżach ceny energii wprost zabijają gospodarkę całej Unii Europejskiej, a inflacja w Europie nie była tak wysoka od dziesięcioleci. W Polsce (17,2 proc.) jest najwyższa od niemal 30 lat! I wbrew czarom i obietnicom oficjeli z NBP nic nie wskazuje na to, że przyhamuje.

Wieloletnie ramy finansowe Unii Europejskiej są jak komunistyczne plany centralnego sterowania gospodarką, tylko nie na poziomie państwowym, ale ponadnarodowym. Jednym słowem, coraz większy socjalizm wdrażany jest w Polsce pod naciskiem Brukselczyków, a rządzący dokładają do tego jeszcze swoje trzy grosze. Można powiedzieć, że rozwiązania proponowane w Brukseli i wdrażane następnie w krajach członkowskich są forpocztą komunizmu. Bitwa o handel po II wojnie światowej zniszczyła prywatne przedsiębiorstwa w Polsce i handel został przejęty przez podmioty państwowe, a teraz regulacjami systematycznie likwidowana jest drobna przedsiębiorczość na rzecz państwowych lub korporacyjnych monopoli i oligopoli. W gospodarce rządzi polityk i urzędnik, a nie przedsiębiorca jak to było jeszcze na początku lat 90. Tym samym cały czas jesteśmy pod działaniem konwergencji i podobnie jak kraje Zachodu zbliżamy się do rozwiązań, jakie występowały w Polsce Ludowej.

Pamiętamy, że system gospodarki planowo-nakazowej zakończył się totalną katastrofą. Ponad 17-procentowa inflacja nękała PRL w 1986 r. W kolejnych latach było już tylko gorzej. Według GUS w 1987 r. inflacja wyniosła 25 proc., w 1988 r. – 60 proc., w 1989 r. – 251 proc., a w 1990 r. – rekordowe 586 proc. Czy czeka nas powtórka z rozrywki? Przede wszystkim ludzie muszą przestać wierzyć Brukselczykom i polskim rządzącym, a uświadomić sobie, w jakiej jesteśmy sytuacji. Wielotysięczne antyunijne manifestacje w Czechach pokazują, że nasi południowi sąsiedzi już zrozumieli, na czym polega problem. Niestety, większość Polaków dalej wierzy w dotacje, dopłaty, socjal, tarcze antykryzysowe i ręczne zamrażanie cen. A ta polityka tylko odsuwa problem w czasie i spowoduje, że w przyszłości tąpniecie będzie znacznie głębsze.

Niestety, nie widać na horyzoncie nowego Mieczysława Wilczka ani nawet uczciwego wykładowcy, jak ten anonimowy z książki „Ludzkie gadanie”, który by wyjaśnił, w czym jest problem. Żyjemy w rozbuchanym i bujnie rozwijającym się socjalizmie, a ludzie – jak na przykład Krzysztof Szewczyk – myślą, że to jest kapitalizm. I dlatego Polacy chcą wychodzić z kryzysu poprzez więcej… socjalizmu! Tak też działa rząd, dolewając oliwy do ognia. Zamiast szybko zderegulować i zliberalizować gospodarkę, zlikwidować państwowe monopole, radykalnie obniżyć podatki i w ten sposób uwolnić energię Polaków, rząd PiS brnie coraz bardziej w bagno etatyzmu, zagarniając dla państwa nowe obszary gospodarki i zwiększając wydatki publiczne do historycznie rekordowych kwot. Nie tak wyglądał Zachód w latach 80., do którego mieliśmy się upodabniać. Ręczne sterowanie z Brukseli zamienia kapitalistyczne kiedyś państwa w kopię państw Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej.

Tomasz Cukiernik

Poprzedni artykułNajgłupsza polityka energetyczna świata [NASZ WYWIAD Z RAINEREM ZITELMANNEM]
Następny artykułKasy fiskalne w myjniach samochodowych. Nowy termin!