Rosyjska blokada zboża, jeśli nawet się nie utrzyma, odciśnie piętno na i tak przeżywającym kłopoty europejskim rynku żywnościowym. Także polscy producenci i przetwórcy zmagają się z narastającym kryzysem. Żywności nie powinno zabraknąć, ale będzie drogo.

PublicDomainePictures/Pixabay2

Kryzys coraz mocniej odbija się na wszystkich segmentach polskiej branży spożywczej. W pierwszym rzędzie dotkliwie odczuwają go przedsiębiorcy, których firmy bazują na dużym zużyciu energii, a więc producenci różnych mrożonek, dań gotowych, owoców oraz niektórych warzyw. Do utrzymania ciągłości w działaniu potrzebne jest im utrzymanie dostaw energii na stałym poziomie i po stabilnych cenach.

Tu prąd jest niezbędny

W branży spożywczej prosperuje sporo firm, które po prostu nie są w stanie odpowiedzieć na rządowe wezwanie do oszczędzania energii elektrycznej. Nawet gdyby przy najlepszej woli chciały to zrobić. W tej sprawie pojawiły się już pierwsze alarmistyczne głosy. Waldemar Broś, prezes Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich (KZSM) ostrzega na łamach Portalu Spożywczego, że administracyjne nakazanie mleczarniom ograniczenia zużycia energii o ok. 20-30 procent zakończy się dotkliwymi stratami (informację o możliwym wprowadzeniu takiego nakazowego przepisu, penalizowanego surowymi karami finansowymi za jego nieprzestrzeganie, spółdzielnie mleczarskie otrzymały jeszcze w lipcu tego roku).

– W takim przypadku [nakazu ograniczeń – przyp. red.] żadna mleczarnia nie będzie w stanie ani odebrać od rolników, ani przetworzyć, ani przechować mleka. To byłaby faktyczna blokada działalności i ogromne zmarnowanie surowca – mówił prezes KZSM na łamach cytowanego wyżej portalu.

Z kolei Jerzy Plewa, były szef DG AGRI podkreśla, że dla rolnictwa istotne jest zapewnienie stałej dostawy energii po maksymalnie niskich kosztach, by nie doprowadzić do zakłóceń w odbiorze surowców od rolników nie tylko w sektorze mleczarskim, ale także mięsnym. Takie zakłócenia w łańcuchu dostaw odbiłyby się ostatecznie na konsumentach. Braki towarów na półkach nie muszą, ale mogą stać się rzeczywistością. Jeśli nawet ich unikniemy, kłopoty rolników odbiją się wówczas na i tak już wysokich cenach żywności.

Na razie płacą wszyscy

Za perturbacje i problemy branży rolnej płacą wszyscy. Jeszcze we wrześniu analitycy Credit Agricole wskazali, że aż sześć na dziesięć branży produkcji żywności, chcąc utrzymać dotychczasową dynamikę przychodów, przeniosło rosnące koszty na swoich kontrahentów. Obecnie, jak wskazują eksperci banku w analizie „MakroMapa”, sektorowi rolno-spożywczemu wciąż udaje się przerzucać rosnące koszty na różne odcinki łańcucha dostaw. Sektor robi to nawet z nawiązką, generując przy tej okazji dodatkowe przychody. Części przedsiębiorców udało się też obniżyć udział kosztów całkowitych w przychodach.

Oczywiście powyższe konstatacje analityków stanowią pewne uśrednienie, bo różnie bywa w różnych segmentach rynku rolnego. Wciąż dobrze sobie radzą nie tylko wytwórcy wyrobów mleczarskich, ale także sektor przetwórstwa mięsa. Jest jednak granica „amortyzowania” kosztów. I oby ta granica nie była jeszcze mocniej testowana.

Poprzedni artykułZakaz stosowania pasz GMO coraz bliżej
Następny artykułJak Ukraińcom żyje się w Polsce?