30 lipca 1944 roku komunistyczna radiostacja „Kościuszko” kilkakrotnie nadawała komunikaty wzywające ludność Warszawy do powstania przeciw Niemcom. Radiowy komunikat w języku polskim mieszkańcy Warszawy mogli usłyszeć o godzinie 15.00, 20.55, 21.55 i 23.00.

Zredagowany przez polskich komunistów (pod sowieckim nadzorem) apel radiowy w dramatycznych słowach wzywał do walki. Przekaz do warszawiaków był niezwykle prosty: wolność niesiona przez żołnierzy Armii Czerwonej jest dosłownie tuż, tuż. Jeżeli nam nie pomożecie, to Niemcy i tak będą niszczyć wasze miasto, więc wybór jest tylko jeden: walka ze znienawidzonym okupantem za wszelką cenę.

„Warszawa drży w posadach od ryku dział. Wojska radzieckie nacierają gwałtownie i zbliżają się do Pragi. Nadchodzą, aby przynieść nam wolność. Niemcy wyparci z Pragi będą usiłowali bronić się w Warszawie. Zechcą zniszczyć wszystko. W Białymstoku burzyli wszystko przez sześć dni. Wymordowali tysiące naszych braci. Uczyńmy, co tylko w naszej mocy, by nie zdołali powtórzyć tego samego w Warszawie.

Ludu Warszawy! Do broni! Niech cała ludność stanie murem wokół Krajowej Rady Narodowej, wokół warszawskiej Armii Podziemnej. Uderzcie na Niemców! Udaremnijcie ich plany zburzenia budowli publicznych. Pomóżcie Czerwonej Armii w przeprawie przez Wisłę. Przysyłajcie wiadomości, pokazujcie drogi. Milion ludności Warszawy niech stanie się milionem żołnierzy, którzy wypędzą niemieckich najeźdźców i zdobędą wolność”.

Komunikat ten był powtórzeniem nadanej dnia 29 lipca o 20.15 przez Radio „Moskwa” audycji Związku Patriotów Polskich o bardzo zbliżonej treści. Znalazły się w niej patetyczne słowa, które miały wpłynąć na decyzję o rozpoczęciu powstania.

„Dla Warszawy, która się nigdy nie poddała i nigdy nie ustała w walce, godzina czynu wybiła. (…) przez bezpośrednią czynną walkę na ulicach Warszawy (…) nie tylko przyspieszymy chwilę ostatecznego wyzwolenia, ale ocalimy również majątek narodowy i życie waszych braci.”

W obydwu komunikatach wszystko było na swoim miejscu, oprócz jednego. Nie była to prawda – była to po prostu sowiecka wyrafinowana prowokacja. Po ataku Niemiec na ZSRR Komitet Wykonawczy Międzynarodówki Komunistycznej (IKKI), w którego aparacie działał Wydział Prasy i Radiofonii, powołał redakcję radiową i 16 tajnych stacji językowych (narodowych), a wśród nich oczywiście także redakcję polską, którą od 1941 roku kierowała… żona osławionego Feliksa Dzierżyńskiego – Zofia Dzierżyńska, trzykrotnie odznaczona Orderem Lenina, bynajmniej nie za zasługi dla Polski. Warto dodać, że Zofia Dzierżyńska była niezwykle doświadczoną i skuteczną agentką. W latach 1919-1920 pracowała w różnych biurach sowieckich ds. polskich, które zajmowały się przygotowaniami do przejęcia władzy w Polsce przez komunistów. Jednak ku zdziwieniu i wściekłości Lenina, Stalina a także polskich komunistów (wszak nawet już nowy rząd komunistycznej Polski został ustanowiony) do przejęcia władz w Polsce przez nich nie doszło. Zofia Dzierżyńska znalazła zatrudnienie w Moskwie jako pracownik naukowy w Instytucie Lenina zajmując się m.in. przekładem „Dzieł wybranych Włodzimierza Lenina” na języki obce. (Tylko dlaczego w 1910 roku Zofia Dzierżyńska wyszła za mąż za Feliksa w krakowskim kościele św. Mikołaja, skoro służyła ideologii, według której Bóg nie istnieje? Ot, zapewne błędy młodości). Dzierżyńska była także członkiem redakcji pism: „Ku nowej szkole”, „Trybuny Radzieckiej” i „Kultury mas.” Krótko mówiąc Zofia Dzierżyńska znała się na propagandzie jak mało kto. W 1944 roku doszła jej nowa funkcja – została też sowieckim agentem w Centralnym Biurze Komunistów Polski w ZSRR.

Co do reszty polskiej redakcji to chyba nie trzeba pisać, że pracowali w niej ni mniej, ni więcej, tylko polscy komuniści na usługach Rosjan. Mówiąc dosłownie zdrajcy, których Stalin lubił nazywać „pożytecznymi idiotami”. Jednym z najbardziej znanych członków redakcji był Jakub Berman, który w powojennej Polsce szybko piął się po szczeblach komunistycznej władzy; ale oprócz niego w radiostacji im.Tadeusza Kościuszki pracowali także: Zofia Dzierżyńska, Juliusz Burgin, Gertruda Finderowa, Józef Kowalski, Wacław Lewikowski, Józef Olszewski, Halina Pietrak, Stefan Wierbłowski, Leon Zieleniec i kierujący tą radiostacją w latach 1943-1944 Tadeusz Daniszewski (urodzony w Polsce w żydowskiej rodzinie inteligenckiej, prawdziwe nazwisko Dawid Kirszbraun).

To tyle o zapleczu intelektualnym redakcji rozgłośni, której nazwa zapewne też nie była przypadkowa – Tadeusz Kościuszko, polski bohater narodowy, który o niepodległość Polski walczył z… carską Rosją – jakaż piękna pułapka.

Niestety wielu Warszawiaków uwierzyło w to, że Armia Czerwona przyjdzie z pomocą walczącym powstańcom i przyłączy się do ataku na Niemców. O treści nadanego przez radiostację kierowaną z Moskwy komunikatu doskonale wiedziała także Komenda Główna Armii Krajowej. Radiostacja „Kościuszko” stała się bardzo aktywna kilka miesięcy wcześniej. Już od 2 czerwca nadawane z Moskwy audycje w języku polskim zagrzewały do walki sławiąc bohaterstwo i szlachetność żołnierzy Armii Czerwonej.
Oczywiście radiostacja „Kościuszko” słowem nie wspomniała jak zakończyła się np. wspólna walka Armii Krajowej i Armii Czerwonej w akcji „Ostra Brama” podczas wyzwalania Wilna, czyli fakt wyzwoleniem miasta, ale też natychmiastową likwidację polskiego podziemia. Tak działo się zresztą wszędzie, gdzie stopę postawił żołnierz Armii Czerwonej i komunistyczni zdrajcy mieniący się Polakami lub też dosłownie udający Polaków.

Prowokacja rozgłośni bez wątpienia miała istotny wpływ na decyzję o rozpoczęciu Powstania Warszawskiego. 31 lipca po południu dowódca Armii Krajowej gen. Tadeusz Bór-Komorowski spotkał się z płk. Antonim Chruścielem, który przekazał „Borowi” nieprecyzyjną, jak się później okazało, wiadomość o tym, że czołgi Armii Czerwonej wjechały już na przedmieścia Pragi.

W połączeniu z wcześniejszymi komunikatami radiostacji o zbliżaniu się radzieckich żołnierzy do Pragi, informacja ta brzmiała więcej niż prawdopodobnie. Niestety nie była to prawda.

Tak tę gorączkową chwilę podjęcia decyzji o wybuchu Powstania Warszawskiego w dniu 31 lipca 1944 roku wspominał gen. Tadeusz Komorowski „Bór”: – Tegoż dnia komendant Okręgu Warszawa-Miasto, »Monter«, oczekiwany był w kwaterze głównej o godzinie szóstej po południu. Zjawił się niespodziewanie o piątej z wiadomością, że sowieckie oddziały pancerne wdarły się w przyczółek niemiecki, zdezorganizowały jego obronę i że Radość, Miłosna, Okuniew, Wołomin i Radzymin są już w rękach rosyjskich. Po krótkiej naradzie uznałem, że nadszedł właściwy moment do rozpoczęcia walki o Warszawę”.

W przededniu kolejnej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego warto przypomnieć kulisy sowieckiej prowokacji. Wszak decyzje wagi państwowej powinny być podejmowane samodzielnie, na chłodno, bez obcych wpływów i prowokacji.