Mimo gigantycznych dochodów w latach 2012–2019 spółka Deutsche Lufthansa SA oddział w Polsce nie zapłaciła podatku CIT. Konkretnie przy przychodach niemal 6,89 mld zł i kosztach na poziomie prawie 738 mln zł dochody niemieckiej firmy wyniosły 6,15 mld zł, a podatek CIT… równe zero. Szokującą tabelę z takimi danymi przedstawił w mediach społecznościowych Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. A to tylko jeden z wielu tego typu przykładów.

Okazuje się bowiem, że bardzo podobnie wygląda sytuacja z płaceniem podatku dochodowego przez innych inwestorów zagranicznych w Polsce. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców opublikował raport na temat działalności największych francuskich firm w Polsce, które budują swoją pozycję biznesową kosztem polskich firm i podatników. Znajdziemy tam cały szereg podobnie szokujących przypadków, jak ten dotyczący Lufthansy. Jak czytamy, „szereg francuskich przedsiębiorstw nie płaci w Polsce podatku CIT lub jest on odprowadzany w marginalnej wysokości w porównaniu do osiąganych lokalnie przychodów”.

Polski podatnik niczym sponsor

W najbardziej skrajnym przypadku zapłacony przez francuską sieć handlową Auchan Polska podatek CIT stanowi zaledwie 0,004 proc. przychodów spółki.

Inne francuskie firmy w latach 2015–2019 także niewiele wpłaciły do skarbu publicznego:

  • Orange Polska – 0,12 proc. przychodów
  • Carrefour Polska – 0,16 proc. przychodów
  • Renault Polska – 0,4 proc. przychodów
  • Valeo Autosystemy – 0,57 proc. przychodów
  • Michelin Polska – 0,72 proc. przychodów
  • Veolia Energia Warszawa – 0,73 proc. przychodów
  • Decathlon – 0,86 proc. przychodów.

– Jest to sytuacja z naszego punktu widzenia absolutnie niedopuszczalna – uważa prezes ZPP Cezary Kaźmierczak. – Francuscy inwestorzy zrobili w Polsce wiele dobrego, ale korzystają z dostępu do dużego rynku i używają naszej infrastruktury jak wszystkie inne podmioty. Nie ma żadnego uzasadnienia, żeby sponsorował im to polski podatnik – dodaje.

Co więcej, okazuje się, że te płacące śmiesznie niskie podatki firmy otrzymują na dodatek wielkie dotacje od polskiego podatnika: „niektóre francuskie firmy w latach 2015–2019 otrzymały od polskich instytucji państwowych pomoc publiczną o znacznie większej wartości, niż odprowadzony przez te podmioty podatek CIT”.

Na przykład spółka Orange Polska uzyskała w latach 2015–2019 pomoc publiczną w wysokości 766,6 mln zł, uiszczając przy tym do budżetu jedynie 77,3 mln zł z tytułu podatku CIT, czyli „francuska sieć komórkowa na każdą złotówkę zapłaconego podatku otrzymała niemal 10 zł pomocy publicznej”. Znacznie wyższą pomoc publiczną niż zapłaciły podatku CIT otrzymały w omawianym okresie też firmy Valeo Autosystemy, Saint-Gobain Innovative Materials Polska, Michelin Polska czy Veolia Energia Warszawa.

Traci polskie państwo

„Oznacza to, że w tym bilansie Skarb Państwa niejako dopłaca do obecności i działalności tychże firm na terenie Polski, co dzieje się ze znaczącą szkodą dla polskich podatników, a przede wszystkim rodzimych przedsiębiorców” – komentuje w raporcie ZPP. Utrwala to dystans, jaki występuje między polskimi firmami, a działającymi w Polsce ich zagranicznymi konkurentami.

– Dzisiaj polskie, rodzime firmy nie mają równych szans konkurowania. Nie dość, że konkurują z podmiotami, które mają olbrzymią przewagę kapitału, efektu skali, to dodatkowo podmioty te nie płacą podatku. Taka sytuacja powoduje, że polskie firmy przegrywają rywalizację z globalnymi koncernami i zamiast wspierać rodzimy biznes i polską gospodarkę, sprawiamy, że bogacą się inne wspólnoty ekonomiczne. Traci na tym polskie Państwo i my wszyscy, obywatele! – mówi Jakub Zapała, wiceprezes Fundacji Pomyśl o Przyszłości.

– Ekspansja firm na międzynarodowe rynki zaczyna się w ich własnym kraju. Firmy muszą najpierw na własnym rynku zdobyć doświadczenie, zarobić środki, uzyskać efekt skali, a dopiero potem mogą prowadzić skuteczną i trwałą działalność międzynarodową oraz stopniowo przekształcać się w firmę globalną, by móc konkurować na rynkach globalnych. Firmy rodzime kreują polską markę i powodują, że możemy szybciej odnosić sukces na arenie międzynarodowej, doganiając tym samym bogate kraje – zaznacza.

Neokolonialny model gospodarczy

Tymczasem właściwie od początku tzw. transformacji ustrojowej w Polsce władze prowadzą politykę przyciągania inwestorów zagranicznych. Robią to w ten sposób, że specjalnie dla nich tworzone były specjalne strefy ekonomiczne, gdzie koncerny te nie tylko otrzymywały tanie tereny pod inwestycje, ale i wielomilionowe ulgi podatkowe.

Szokiem dla wielu osób było ogłoszenie w 2018 r. przyznania przez polski rząd dotacji dla „nieprzyzwoicie” bogatego, jednego z największych holdingów finansowych na świecie JP Morgan w wysokości 20,2 mln zł.

Na stronie internetowej Ministerstwa Rozwoju i Technologii znajduje się lista 49 umów dotacyjnych podpisanych w ostatnich latach z takimi koncernami jak Toyota, Mercedes-Benz, Shell, LG Chem, ABB czy BASF. W tym czasie większość polskich firm nie mogła na to liczyć, a na dodatek była gnębiona różnego rodzaju kontrolami urzędniczymi, które w skrajnych przypadkach kończyły się bankructwami, jak w przypadku słynnego Optimusa.

Jednym słowem za pieniądze płacone w podatkach przez polskie firmy polskie państwo wspiera konkurentów tych firm.

– Politycy okrągłostołowi, którzy przejęli władzę w 1989 r., wprowadzili w życie koncepcje ekonomiczne podsunięte im przez „zachodnich doradców” i oparli rozwój polskiej gospodarki o inwestycje zagraniczne. W rezultacie tych decyzji zrealizowano w Polsce model gospodarczy, który dał duże preferencje przedsiębiorstwom zagranicznym względem podmiotów krajowych. Inwestorzy, pochodzący najczęściej z państw zamożnego Zachodu, zaczęli otrzymywać od polskich władz liczne ulgi podatkowe i ułatwienia prawne, o jakich mogli co najwyżej pomarzyć przedsiębiorcy z postkomunistycznej Polski. W ten sposób kolejne rządy wspierały zagraniczną konkurencję, która rywalizowała z polskimi podmiotami na naszym krajowym rynku – komentuje ekonomista Marcin Janowski, współpracownik Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego.

– Rezultatem przyjętego 30 lat temu „neokolonialnego” modelu gospodarczego jest brak warunków do rozwoju szerokiej krajowej klasy średniej oraz duże uzależnienie Polski od obcego kapitału. Trudno myśleć o zmianie tej sytuacji bez demontażu systemu przywilejów dla przedsiębiorstw zagranicznych, aby nie stanowiły nieuczciwej konkurencji względem podmiotów polskich. Oczywiście należy również zreformować przepisy dotyczące działalności gospodarczej, aby prowadzenie przedsiębiorstwa w naszym kraju było łatwiejsze i bardziej korzystne niż w innych państwach. Te postulaty powinny być oczywiste dla ludzi, którzy rządzą Polską i mają na celu realizację polskich interesów – podkreśla.

300 razy więcej!

Także Polski Ład proponuje rozwiązania korzystne dla zagranicznych inwestorów (o czym pisaliśmy już w poprzedni numerze „Forum Polskiej Gospodarki”). Ministerstwo Finansów zapowiedziało, że dywidenda otrzymywana przez polską spółkę holdingową ze spółki zależnej będzie zwolniona z podatku w 95 proc., na czym skorzystają zagraniczni inwestorzy spoza Unii Europejskiej, np. z USA czy Japonii.

Do inwestorów zagranicznych kierowany jest także nowy instrument o nazwie „porozumienie inwestycyjne”, którego celem będzie zwiększenie pewności prawa podatkowego w kontekście dużych inwestycji zagranicznych. Jak czytamy w uzasadnieniu projektu ustawy, „proponowane regulacje będą skierowane do podmiotów planujących realizację inwestycji na terytorium RP, a więc potencjalnych podatników, niejednokrotnie nieposiadających jeszcze jakiejkolwiek historii rozliczeń w Polsce. Głównym celem regulacji jest zaś zwiększenie napływu do Polski inwestycji, w tym inwestycji zagranicznych, co znajduje odzwierciedlenie w definicji inwestora, jako podmiotu planującego dokonanie nowej inwestycji na terytorium RP o wartości co najmniej 100 mln zł (50 mln zł od 2025 r.)”.

W tym samym czasie za pomocą mniej lub bardziej oficjalnych praktyk protekcjonistycznych polskie firmy są rugowane z zachodnioeuropejskich rynków, a Francja wiedzie w tym niechlubny prym. ZPP ma rozwiązanie na przedstawiony problem: wprowadzenie minimalnej stawki podatku CIT w wysokości 1 proc. przychodów osiąganych w danym roku podatkowym (taką samą propozycję skierował do rządu rzecznik MŚP Adam Abramowicz). Zdaniem organizacji pracodawców „podatek przychodowy od osób prawnych skutkowałby istotnym zwiększeniem dochodów budżetowych, m.in. z uwagi na wyeliminowanie zagranicznej luki CIT, której redukcja stanowi istotne wyzwanie dla organów skarbowych”. Przygotowana symulacja pokazuje, że gdyby powyższe rozwiązanie wprowadzono przed 2015 r., 8 na 9 analizowanych przedsiębiorstw zostałoby zobowiązane do zapłaty wyższego podatku CIT, a francuska sieć Auchan w latach 2015–2019 zapłaciłaby nie w rzeczywistości uiszczone 1,8 mln zł, ale 510 mln zł podatku korporacyjnego. To niemal 300 razy więcej!

Równość konkurencji

Nie chodzi o to, by dyskryminować, czy tym bardziej blokować inwestycje zagraniczne w Polsce, bo bezspornie przynoszą one ze sobą również korzyści dla naszej gospodarki. Idzie o to, by nie uprzywilejowywać jednych kosztem drugich. Polscy uczestnicy rynku powinni być traktowani przez nasze w końcu państwo w ten sam sposób, aby móc uczciwie konkurować z zagranicznymi firmami, które przewagę mają już na starcie, choćby z uwagi na znacznie większe kapitały.