Przemysł wypłukiwania złota z powietrza nie tylko powstał i się rozwinął, ale w dodatku spędza panu premierowi Morawieckiemu sen z powiek jako główna przyczyna inflacji – pisze w swoim najnowszym felietonie Stanisław Michalkiewicz.

Jaka gałąź przemysłu jest najbardziej dochodowa? Taka, którego wyroby najlepiej się sprzedają. Na przykład przemysł farmaceutyczny, zwłaszcza te firmy, które wytwarzają szczepionki przeciwko zbrodniczemu koronawirusowi, odnotowują rekordowe zyski. Skoro rekordowe zyski można uzyskiwać ze sprzedaży szczepionek, to nie tylko lepiej rozumiemy, dlaczego zbrodniczy koronawirus nieustannie mutuje, w związku z tym ostatnia prosta, na której świat miał znaleźć się jeszcze w mijającym właśnie roku, tak bardzo się wydłużyła, że meta zniknęła gdzieś za horyzontem – ale również – dlaczego te firmy, a inne zresztą też, dlaczegoś nie potrafią znaleźć na koronawirusa lekarstwa, tylko tłuką szczepionki i szczepionki.

Nie ma w tym oczywiście niczyjej złej woli; po prostu poważni ludzie zainwestowali poważne pieniądze akurat w szczepionki – ale ta gałąź przemysłu wymaga współdziałania nie tylko ze strony wpływowych środowisk  medycznych, no i oczywiście – również polityków, którym ci wpływowi fachowcy doradzają. Co im na przykład doradzają? Na przykład doradzają im, że jeśli już na skutek wrogiej postawy przyjętej przez część opinii publicznej, nie można zakazać używania takiej na przykład chininy, czy amantadyny, jako silnych trucizn, to zawsze można powołać kilka zespołów badawczych, które będą ją badały i badały.

Opisał to wszystko jeszcze w latach 60. Cyryl N. Parkinson w książeczce „Jak zrobić karierę”, nazywając tę metodę, jeśli dobrze pamiętam, „boczną arabeską”. Nawiasem mówiąc, ta książeczka Cyryla Parkinsona jest warta zainteresowania zwłaszcza ze strony ambicjonerów. Już na wstępie autor zwraca uwagę, że wszystkie podręczniki doradzające, jak zrobić karierę, wymagają od czytelnika, żeby był inteligentny, pracowity, uczciwy, przedsiębiorczy – i tak dalej, i tak dalej. Ale to wszystko bez sensu, bo taki człowiek zrobi karierę bez żadnych podręczników. Dlatego – powiada – jego książka adresowana jest do czytelników głupich, leniwych, kłamców i fajtłapów. Dlaczego oni nie mieliby też robić karier?

Zwróćmy uwagę, że ta książeczka była napisana, a to pytanie było postawione jeszcze w początkach lat 60., kiedy nikomu nawet nie śniło się o politycznej poprawności. Dzisiaj to co innego; dzisiaj kariery robią przede wszystkim adresaci książeczki Cyryla Parkinsona, o czym możemy się przekonać, przyglądając się na przykład scenie politycznej, nie tylko w naszym nieszczęśliwym kraju, ale i w innych też. Jeszcze w latach 60. niektóre kariery byłyby nie do pomyślenia, podczas gdy teraz – są powszechną regułą. Ilustruje to anegdotka o amerykańskich prezydentach. Kennedy udowodnił, że prezydentem może zostać katolik. Nixon – że prezydentem może zostać człowiek niezamożny, a Ford – że prezydentem może zostać każdy – co zresztą zostało wpisane do wszystkich konstytucji. W takiej sytuacji trudno się dziwić choćby naszym prezydentom, bo skoro „każdy”, no to każdy.

Wróćmy jednak do dochodowych gałęzi przemysłu. Nawet w przypadku firm farmaceutycznych chodzi o produkcję materialną, bo nawet fiolkę szczepionki firmy Pfizer, której koszt produkcji nie przekracza 50 centów, trzeba jednak wyprodukować, wlać do fiolki, zakorkować ją, nalepić etykietę, no i wtrynić za 5 dolarów sztuka jakiemuś rządowi, który – nawet jeśli robi te zakupy bezinteresownie, co jest założeniem zuchwałym – to realizuje w ten sposób potrzebę aktywizmu, ponieważ obywatele, z roku na rok coraz bardziej przyzwyczajani, że rząd się nimi opiekuje i za nich decyduje, oczekują, że rząd „coś” zrobi. No to dlaczego ma tego „czegoś” nie zrobić? Nawet jeśli to będzie bezsensowne, albo per saldo ściągnie na państwo katastrofę, to nikt nie będzie mógł rządowi zarzucić, że nic nie zrobił. Zrobił, co mógł, bo przecież dobrze chciał, a że wyszło, jak zawsze, no to dopust Boży, a w państwach ateistycznych – siła wyższa.

Są jednak gałęzie przemysłu niezwiązane z produkcją materialną albo zupełnie, albo bardzo luźno. Na przykład tak ostatnio krytykowany przez pana premiera Morawieckiego handel limitami emisji dwutlenku węgla. Kiedyś było to nie do pomyślenia i pewnie dlatego marszałek Piłsudski, kiedy w jednym przemówieniu chciał podać przykład jakiegoś absurdu, to mówił o spółce do wypłukiwania złota z powietrza. Szkoda, że nie znał „prawa Lityńskiego”; Jan Lityński jeszcze za komuny przestrzegał opozycjonistów, by nie doprowadzali pomysłów towarzyszy do absurdu, bo jak tylko oni to usłyszą, to na pewno tak zrobią. Jak się okazuje, marszałek Piłsudski musiał podać ten przykład w złą godzinę, bo przemysł wypłukiwania złota z powietrza nie tylko powstał i się rozwinął, ale w dodatku spędza panu premierowi Morawieckiemu sen z powiek jako główna przyczyna inflacji. Tak w każdym razie twierdzi rządowa telewizja, więc to musi być prawda, no bo jakże inaczej?

Oprócz tedy dochodowych gałęzi przemysłu tylko bardzo luźno związanych z produkcją materialną, są też dochodowe gałęzie przemysłu zupełnie z produkcją materialną niezwiązane. Na przykład – przemysł holokaustu. Jest to branża bardzo dochodowa; na przykład z samych tylko Niemiec w stosunkowo krótkim czasie udało się pozyskać co najmniej 100 mld marek, nie licząc okrętów podwodnych i innego sprzętu – a na uwagę zasługuje dodatkowo okoliczność, że te dochody zostały uzyskane właściwie bezinwestycyjnie. Nic tedy dziwnego, że przemysł holokaustu intensywnie się rozwija i na przykład z takiej Polski jego kapitanowie planują uzyskać dochód w wysokości być może nawet 300 mld dolarów. Jeśli w jakiejś branży panuje dobra koniunktura, to nie tylko powstaje tam coraz więcej przedsiębiorstw, a także obrastają one w coraz liczniejszych kooperantów. I tak właśnie jest.

Niedawno pojawiła się również w Polsce nowa gałąź przemysłu, która zresztą powstała w Ameryce. Chodzi oczywiście o przemysł molestowania. Polega on na tym, że bierze się jakąś osobę, która przypomina sobie, jak to albo w dzieciństwie, albo nawet już w wieku dojrzałym była molestowana. Oczywiście przeżywa straszliwe traumy, które wprost domagają się jakiegoś zadośćuczynienia pieniężnego. W tej sytuacji trzeba starannie wytypować sprawcę molestowania, a głównym kryterium są zasoby finansowe takiego jegomościa. Najlepiej zaś wytypować przedstawiciela korporacji, której bardzo zależy na zachowaniu dobrego imienia i prestiżu. Gotowa jest ona bowiem dużo zapłacić, żeby albo uniknąć oskarżeń, albo – skoro już mleko się rozlało – zaklajstrować je złotym plastrem. Natura tego biznesu wymaga oczywiście zaangażowania nie tylko ofiary, ale również wielu innych osób, przede wszystkim z kręgów prawniczych. To bardzo ważne, bo niekiedy zdarzają się – jak to w przemyśle – nieszczęśliwe wypadki. Oto jedno z przedsiębiorstw tej branży występujące pod nazwą „Nie bzykajcie się” dość nieoczekiwanie zbankrutowało, a to z powodu lekkomyślności prezesa firmy. Nie tylko wytypował on niewłaściwego sprawcę molestowania, chociaż na pozór wszystko wyglądało prawidłowo, to w dodatku składał i jemu, i innym osobom propozycje nie do odrzucenia. I kiedy wydawało się, że wszystko rozwija się pomyślnie, błędy prezesa zgubiły nie tylko jego, ale i całe świetnie rokujące przedsięwzięcie.

„Stąd dla żuka jest nauka”, by działać wprawdzie śmiało, ale zarazem ostrożnie, bo life – jak z angielska mawiało się za moich czasów – is brutal, plugaws and full of zasadzkas. Zasadniczo jednak przemysł molestowania jest nie tylko obiecujący, ale bezpieczny i bardzo dochodowy, chociaż oczywiście nie tak jak produkcja szczepionek.

Stanisław Michalkiewicz

Poprzedni artykułPrezes NBP powiedział, co dalej ze stopami procentowymi
Następny artykułTa branża bije rekordy